Zacharowa – Jacenko w Ćennaju: set na wyciągnięcie ręki to jeszcze nie set
Ćennaj zamyka sezon w cieple i wilgoci, a w tym roku żegna się także z dotychczasowym miejscem w kalendarzu. Vijay Amritraj zapowiedział, że to ostatnia edycja turnieju w obecnym terminie. Na otwarcie rozstawiona z „siódemką” Anastasija Zacharowa, 105. w rankingu WTA, zmierzy się ze 147. w rankingu Poliną Jacenko. Mecz zaplanowano na 2 listopada na 7:30 czasu moskiewskiego. Obie przyjeżdżają z podobną zagadką: każda wie, jak dobrze zacząć, i każda szuka sposobu, żeby dobry fragment przeciągnąć do końca.
Zacharowa i piłki setowe, które uciekają
Ostatnie tygodnie Zacharowej to opowieść o setach, które prawie były jej. W Kantonie 27 października miała piłki setowe w tie-breaku pierwszej partii z Magdą Linette. Linette się wybroniła, a WTA w relacji wyeksponowała właśnie ten moment. Tydzień wcześniej w Ningbo historia wyglądała podobnie. Marie Bouzkova obroniła cztery piłki setowe, a potem przejęła kontrolę nad meczem.
Wcześniej był jeszcze Pekin. Po trudnym początku z Belindą Bencic Zacharowa prowadziła w drugim secie 4:2. Bencic odrobiła stratę i rozstrzygnęła seta w tie-breaku. Trzy mecze, ten sam scenariusz: rywalki z nazwiskiem czują się przy niej niewygodnie, ale to one schodzą z kortu jako zwyciężczynie.
Warto przy tym nie dać się ponieść optymizmowi. W Kantonie Zacharowa przegrała w kwalifikacjach z Teodorą Kostović i do turnieju głównego weszła jako szczęśliwa przegrana. Do Ningbo również trafiła jako lucky loser. To była szansa, a nie dowód, że gra już się ustabilizowała. Uczciwy opis jej formy brzmi tak: groźna w przebłyskach, ale wciąż niepewna, kiedy trzeba domknąć seta.
Czy za tym stoją nerwy, frustracja albo nadwątlona pewność siebie, tego nie wiadomo i nie ma sensu zgadywać. Wiadomo, że pracuje z Władimirem Zacharowem i że nie zgłaszano u niej żadnych urazów. Mecz w Kantonie dokończyła normalnie. Ciało wydaje się więc gotowe. Pytanie dotyczy raczej tego, co dzieje się, gdy set leży na wyciągnięcie ręki.
Jacenko i sztuka łapania równowagi
U Poliny Jacenko jesień przypomina pogodę nad morzem: raz przejaśnienie, raz szkwał. W Samsunie pokonała Suzan Lamens i Dalmę Gálfi, a zatrzymała ją dopiero Lucrezia Stefanini. W Rovereto 12 października zaczęła mecz z Harmony Tan bardzo dobrze. Potem spotkanie zaczęło jej się wymykać, a końcówka była już wyraźnie jednostronna. Nic nie wskazuje, żeby powodem był uraz. Jacenko po prostu nie znalazła sposobu, by zatrzymać odwracający się mecz.
Kantoński epizod pokazał drugą twarz. W kwalifikacjach z Aleksandrą Szubładze Jacenko straciła kontrolę w drugim secie, ale pozbierała się w decydującej partii. W następnej rundzie przegrała z Alewtiną Ibragimową, więc z tego powrotu nie wyrosła dłuższa seria. Bilans jest zatem mieszany. Umie się zresetować, tylko nie zawsze umie to powtórzyć.
Ciekawym kluczem do jej charakteru jest wrześniowa rozmowa po US Open. Jacenko przyznała, że w amerykańskiej części sezonu długo nie mogła znaleźć z zespołem wspólnego kierunku pracy. Odbudowała go z trenerem Iwanem Kobzarem i ujęła to krótko: „Przyjęłam to i zaufałam trenerowi”. O trudnym meczu z Renatą Zarazuą mówiła, że pomogło jej zmniejszenie strachu przed porażką i myślenie tylko o najbliższej wymianie.
Z tej samej rozmowy wynika, że na Arthur Ashe Stadium bardziej przytłoczyła ją sama skala areny niż reakcje trybun. Nie warto więc dorabiać jej łatki tenisistki, która źle znosi publiczność. Jacenko mówiła też o długim bloku turniejów przed okresem przygotowawczym. Ten wątek trzeba mieć z tyłu głowy, choć nie ma dowodów, że jest dziś zmęczona. Urazów u niej nie zgłaszano.
Wolny kort, gęste powietrze, krótka pamięć
Najświeższą wiedzę o warunkach dała Panna Udvardy podczas losowania. Określiła tutejszą nawierzchnię jako wolniejszy kort twardy niż w poprzednich turniejach. Dodała, że późniejsze godziny gry pomagają w upale. Prognozy mówią o wilgoci i przelotnych opadach. W takim powietrzu piłka nie fruwa, a wymiany potrafią się dłużyć.
Z tego wynika przypuszczenie, nie pewnik. Na wolnym korcie atak od pierwszej piłki z neutralnej pozycji może dawać mniej niż cierpliwe budowanie akcji, dopóki nie pojawi się naprawdę krótka piłka. Wilgoć każe też patrzeć, jak obie odpoczywają między długimi wymianami. Nic jednak nie pozwala rozstrzygnąć z góry, która z nich lepiej zniesie długi mecz. Żadna nie gra w Ćennaju po kwalifikacjach i żadna nie przyjeżdża po głębokim starcie w Kantonie.
W dostępnych materiałach nie ma też danych o ich wcześniejszych spotkaniach. Nie wiadomo, czy któraś ma nad drugą przewagę psychologiczną, przewagę serwisu nad returnem albo ulubiony cel po stronie rywalki. Lokalne zainteresowanie skupia się na indyjskich dzikich kartach, więc żadna z Rosjanek nie powinna liczyć na trybuny po swojej stronie.
Zostają dwie historie, które przy siatce mogą się świetnie uzupełnić albo nawzajem wzmocnić. Zacharowa musi sobie udowodnić, że potrafi domknąć seta, gdy ten jest już na jej rakiecie. Jacenko musi pokazać, że po straconym gemie serwisowym albo gorszym fragmencie potrafi wrócić do rytmu, zamiast patrzeć, jak mecz jej odpływa. Kto w kluczowym momencie zachowa krótszą pamięć do własnych błędów, ten najpewniej zagra w drugiej rundzie. Szczerze mówiąc, przy tak rozchwianej formie obu nie zdziwi żaden scenariusz.

Pisane bez pośpiechu. Oceniajcie bez pośpiechu.











