Finał w Courmayeur: Noha Akugue szuka rytmu, Charaeva ufa podaniu
Turniej WTA 125 w Courmayeur, w alpejskiej Dolinie Aosty, dobiega końca. W niedzielnym finale na twardych kortach krytych spotkają się rozstawiona z numerem 6 Noma Noha Akugue (126. w rankingu WTA) i rozstawiona z „dwójką” Alina Charaeva (100.). Obie przez cały tydzień uczyły się wychodzić z kłopotów, tylko każda robiła to po swojemu.
Noha Akugue potrzebuje czasu, żeby złapać rytm, a potem gra coraz groźniej. Charaeva chce rządzić od pierwszej piłki, opierając się na podaniu. Mecz zacznie się o 17:00 czasu moskiewskiego i niewykluczone, że rozstrzygnie go to, która z tych opowieści napisze się szybciej.
Noha Akugue: drżące otwarcia, coraz pewniejsze dokończenia
Najwięcej o jej formie powiedział półfinał z Anną Blinkovą, rozstawioną w turnieju z numerem 1. Noha Akugue straciła podanie już na starcie i szybko znalazła się z tyłu. Zamiast się tym przejąć, mozolnie odrabiała straty, przełamała rywalkę w końcówce pierwszego seta i przejęła kontrolę nad meczem.
Drugi set nie był pokazem serwisu, bo przełamania sypały się jedno po drugim. Ważniejsze jest jednak, że Noha Akugue nie przestała naciskać w gemach returnowych. W końcówce zdobyła decydujące przełamanie, a mecz zamknęła bez nerwowego przeciągania.
Ćwierćfinał z Aylą Aksu przebiegał według podobnego scenariusza: wyraźna strata na początku, a potem zdecydowanie wyższy poziom. Zawodniczka nie ukrywała, skąd się to wzięło. „W pierwszym secie byłam trochę zdenerwowana” i „nie mogłam złapać rytmu”, mówiła włoskim dziennikarzom. Przyznała też, że niepokoiły ją agresja i urozmaicona gra Aksu.
Wcześniej pokonała Lindę Klimovicovą, co włoska prasa uznała za potwierdzenie dobrej passy. Na tym jednak opisy się kończą.
Tydzień wcześniej, na kortach krytych we Wrexham, Noha Akugue przegrała z Jodie Burrage. Początkowo była wyraźnie gorsza, później się rozkręciła, ale nie wykorzystała szans na przedłużenie meczu, a rywalka wybroniła się z piłek setowych. W Courmayeur reaguje na trudności lepiej niż wtedy. Nie znaczy to jednak, że kłopoty z domykaniem zniknęły na dobre.
Jest jeszcze finał w Montreux, rozegrany na mączce. Fiona Ferro nie dała w nim Noha Akugue szansy, by się rozpędzić. Taktycznie niewiele z tego wynika, ale zostaje lekcja, że awans do finału i zagranie w nim na swoim najwyższym poziomie to dwie osobne sprawy.
Najkrótszą charakterystykę dała Blinkova jeszcze przed ich półfinałem: „Ona bardzo mocno uderza”. Dodała, że gdy gra Noha Akugue się klei, trudno ją zatrzymać. Stawka w niedzielę jest jasna: pierwszy tytuł w singlu na tym poziomie.
Charaeva: serwis, który otwiera drogę, i nowy rozbieg po Pekinie
W półfinale z Elsą Jacquemot Charaeva szybko zbudowała przewagę, a potem pozwoliła rywalce wyrównać. W decydującym secie odjechała jednak zdecydowanie. Tennis Majors podkreślał jej skuteczność na returnie i wyjątkowo czyste podanie. Przegrany set nie uruchomił równi pochyłej, tylko skłonił ją do odbudowy.
Trzeba tu jednak dodać ważne zastrzeżenie. Jacquemot przyjechała z dobrą passą z Wrexham, ale jej droga w Courmayeur była wyczerpująca: kilka pogoni za wynikiem i obroniona piłka meczowa w ćwierćfinale. Okazały finisz Charaevy nie dowodzi więc, że przez cały mecz była lepsza technicznie.
Konkretniejszą wskazówkę przyniósł ćwierćfinał z Mariną Bassols Riberą. SuperTennis wskazał ostrzejsze podanie Charaevy jako czynnik, który przesądził o wyniku, obok umiejętnego wykorzystania kłopotów rywalki przy własnym serwisie. To dowód, że jej serwis coś w tym tygodniu narzuca, a nie tylko rozpoczyna wymiany.
Z Gabrielą Knutson było trudniej. W pierwszym secie Charaeva została wyraźnie zdominowana, a potem odzyskała precyzję uderzeń i odwróciła mecz. Lokalna relacja wprost wiąże ten powrót z poprawą celności.
Najmocniejszym punktem jej sezonu pozostaje Pekin i zwycięstwo nad Jeleną Rybakiną. Charaeva raz po raz odpowiadała na straty, natychmiast odrabiała przełamania, a w kluczowym momencie zagrała ważny mijający z bekhendu. „Chyba po prostu nigdy nie przestałam wierzyć”, mówiła, przyznając przy tym, że mocno się denerwowała. Trzeba jednak pamiętać, że Rybakina dopiero wracała do gry i później zgłosiła problem fizyczny.
Porażka z Zheng Qinwen też sporo o niej mówi. Pod presją od pierwszych gemów Charaeva wyraźnie poprawiła serwis i w środkowym secie odwróciła bieg meczu. Później odrobiła przełamanie, gdy Zheng była już blisko zwycięstwa, ale zaraz znów straciła podanie. Odporność była widoczna, pełnej kontroli zabrakło.
Po Pekinie nie było jednak marszu w górę. W Rovereto nie potrafiła się odnaleźć w meczu z Martyną Kubką, a we Wrexham wygrała pierwszego seta z Anną Siskovą, po czym oddała jej mecz. Courmayeur to więc raczej nowy rozbieg po kilku chudszych tygodniach niż ciąg dalszy jednej gorącej serii.
W październikowej rozmowie z WTA Charaeva tłumaczyła swój postęp ciężką pracą, większą ciągłością startów bez urazów i grą z mocniejszymi rywalkami. Mówiła, że z każdego wyrównanego meczu wyciąga lekcję, niezależnie od wyniku. Od lat pracuje z Carlosem Martinezem w bazie pod Barceloną. „On jest właściwie jak mój ojciec”, mówiła.
Wyścig do pewnej ręki
Pierwsze pytanie brzmi: czy Noha Akugue zdąży złapać rytm, zanim Charaeva zacznie dyktować warunki serwisem w pierwszych wymianach? Obie mają argumenty. Leworęczna Niemka, jak określiła ją Blinkova, „bardzo mocno uderza”, a praworęczna Charaeva coraz śmielej atakuje podaniem. Sprowadzanie tego meczu do prostego starcia atakującej z broniącą się byłoby jednak uproszczeniem.
Wczesne przełamanie niewiele tu przesądzi. Noha Akugue rozbijała gemy serwisowe Blinkovej, a Charaeva cierpliwie naciskała na podanie Jacquemot. Obie potrafią wracać i obie w tym tygodniu zmieniały przebieg meczów właśnie w gemach returnowych.
Spotkanie leworęcznej z praworęczną zmienia kierunki serwisu i ustawienie przy returnie. To realny wątek taktyczny, ale nikt nie potwierdził, że któryś konkretny schemat sprawi rywalce szczególne kłopoty. Podobnie z historią ich wcześniejszych spotkań: nic nie daje podstaw, by przypisywać którejkolwiek przewagę psychologiczną. Nie ma też śladów atutu publiczności, rywalizacyjnych animozji czy kłopotów poza kortem.
Fizycznie obie wyglądają na zdrowe, a w relacjach z turnieju nie ma mowy o urazach. Noha Akugue miała oszczędniejszą drogę i grała w pierwszym półfinale, więc dostała więcej czasu na regenerację. Charaeva potrzebowała więcej pracy po dłuższych meczach, ale w półfinale kończyła mocno, bez śladu słabnięcia.
Najważniejsze może się okazać nie to, kto uderzy mocniej, tylko kto szybciej odzyska celność po gorszym fragmencie. Noha Akugue potrzebuje czasu na timing, a Charaeva odwróciła mecz z Knutson właśnie dzięki odzyskanej precyzji. Przyznaję, że nie wiem, która z nich pierwsza złapie celownik. Pewne wydaje się jedno: nikt nie powinien wychodzić z kortu po pierwszym secie.

Tenis nagradza cierpliwych. Klik nagradza mnie.











