Fernandez prosto z Tokio na Kenin. W Hongkongu zdecyduje świeżość
Turniej WTA w Hongkongu zaczyna się dla Leylah Annie Fernandez niemal w biegu. Rozstawiona z numerem trzecim Kanadyjka, 23. rakieta świata, trafia w pierwszej rundzie na Sofię Kenin, sklasyfikowaną dopiero na 187. miejscu. Na papierze różnica jest wyraźna. Prawdziwa intryga leży jednak gdzie indziej: czy forma zbudowana w Azji przetrwa kolejną przeprowadzkę, skoro turniej w Tokio wszedł Fernandez w pierwsze dni hongkońskiej imprezy.
Fernandez nauczyła się wracać, teraz musi jeszcze dojechać
Jesień Fernandez zaczęła się od tytułu w Singapurze, szóstego w karierze. Pokonała tam Mirrę Andreevą, przetrwała mocne otwarcie Mai Chwalińskiej, a w finale z Talią Gibson obroniła piłkę setową, zanim przejęła kontrolę. Sama mówiła potem, że przejście przez takie przeciwności daje jej wiarę. To zdanie dobrze opisuje całą jej obecną drogę.
W Ningbo grała, zdaniem WTA, jeden z najlepszych tenisów w sezonie, ale każdy mecz kosztował ją sporo. Z Elise Mertens odrabiała przełamanie w końcówce decydującego seta, z Aliaksandrą Sasnovich podnosiła się po przegranym drugim secie, z Jekateriną Aleksandrową odwracała losy pierwszej partii. W półfinale z Marie Bouzkovą sama przyznała, że to nie był jej najlepszy tenis i że popełniała za dużo błędów.
Finał z Eleną Rybakiną pokazał granicę jej jesiennej formy. Fernandez zmarnowała wczesne szanse w gemach returnowych, a gdy Rybakina ustawiła swój serwis i atak od pierwszej piłki, Kanadyjka głównie się broniła. Jej ofensywna tożsamość gaśnie, kiedy rywalka uderza pierwsza i odbiera jej czas.
W Tokio wszystko wróciło na właściwe tory. Z Mertens prowadziła wysoko w drugim secie, pozwoliła rywalce wrócić, w tie-breaku obroniła piłkę setową i domknęła mecz zdecydowanie. Ćwierćfinał wygrała walkowerem, bo wycofała się Rybakina. To dało jej chwilę oddechu, ale nie dodatkowy dowód formy.
W półfinale z Kamillą Rakhimovą znów zaczynała powoli i w obu setach szybko traciła dystans. Potem jednak przejęła inicjatywę: decydujące przełamanie zbudowała atakiem przy siatce, wymuszając obronny lob i kończąc smeczem. Mecz zamknęła wolejem z forhendu w powietrzu. Po spotkaniu powiedziała, że cieszy się ze spokoju, który zachowała „przynajmniej przez większość czasu”. To uczciwe zastrzeżenie.
Ten kalendarz to zresztą świadomy wybór. Po US Open zespół Fernandez uznał, że potrzebuje ona meczów i niewygodnych sytuacji, a nie samych treningów. Kanadyjka chce utrzymać „rytm” i „dobrą atmosferę” do końca sezonu.
Kenin umie się postawić, gorzej z utrzymaniem przewagi
Sofia Kenin przyjeżdża do Hongkongu tylnymi drzwiami, ale przyjeżdża. Organizatorzy dopisali ją do drabinki po wycofaniu się Belindy Bencic. Według biografii WTA jej trenerem jest Alex Kenin.
Najświeższy obraz jej gry przyniósł Guangzhou i mecz z Kaitlin Quevedo. W pierwszym secie oba podania trzymały się mocno, dopóki Kenin nie oddała przełamania w końcówce. W drugim kilka razy wychodziła na prowadzenie po gemie returnowym i natychmiast je traciła. Decydującego seta wywalczyła dopiero w zaciętym tie-breaku.
W trzeciej partii nadal stwarzała sobie okazje i odrobiła stratę przełamania. Później nie potrafiła już ustabilizować podania. Quevedo nazwała ten pojedynek najdłuższym meczem w swojej karierze i poszła dalej w turnieju. Kenin nie oddała więc meczu tanio, ale też nie odzyskała kontroli nad własną grą.
Wcześniejsze tygodnie nie dały jej solidnego fundamentu. W Osace przechodziła eliminacje i weszła do głównej drabinki jako lucky loser. W Seulu Alina Charaeva wygrała z nią po długim odrabianiu strat. Wzór się powtarza: Kenin jest w meczu, walczy, a potem wymyka jej się końcówka.
Gem po przełamaniu jako klucz do całego meczu
Fernandez sama nazwała swoją podstawę taktyczną: odebrać rywalce czas od początku wymiany i rozpoznać moment, w którym trzeba zneutralizować, bronić się albo kontrować. Na twardym korcie z Kenin najważniejsze będzie to, czy buduje pozycje do ataku, czy po pierwszej straconej okazji zaczyna kończyć akcje na bardzo małym marginesie.
Podanie Kanadyjki nie jest wcale gwarancją spokoju. Bouzkova rozbijała je w Ningbo, a Mertens w Tokio wróciła do seta, który wydawał się już rozstrzygnięty. Jeśli Kenin będzie skutecznie naciskać na returnie, sprawdzi najbardziej kapryśny element gry rywalki. Z drugiej strony to właśnie return Fernandez wielokrotnie ratował ją, gdy zawodził serwis.
Po stronie Kenin wszystko sprowadza się do gemu po przełamaniu. W Guangzhou samo zdobycie przewagi nie było problemem, problemem było jej utrzymanie. Jeśli Amerykanka zacznie potwierdzać przełamania, Fernandez będzie musiała budować presję od nowa. To może być dla niej uciążliwe, bo jej znakiem rozpoznawczym są też powolne starty.
Historia ich wcześniejszych spotkań nie jest tu punktem odniesienia. Ten mecz rozstrzygnie raczej teraźniejszość obu tenisistek. A w niej najważniejsze jest rozdzielenie dwóch rzeczy: odporności psychicznej i świeżości nóg. Pod względem charakteru Fernandez przeszła tej jesieni wiele burz, a Kenin w Guangzhou też pokazała, że nie odpuszcza długich meczów.
Nogi to inna sprawa. Kenin rozegrała ostatni ciężki mecz wcześniej w tygodniu, Fernandez kończyła Tokio tuż przed Hongkongiem, po serii długich spotkań w Ningbo.
Fernandez wraca do miasta, w którym już kiedyś triumfowała, a organizatorzy chętnie to podkreślają. W Tokio dziękowała kibicom za energię, ale czy hongkońska publiczność wyraźnie stanie po jej stronie, okaże się dopiero na korcie. Jeśli Kanadyjka zachowa pracę nóg i wczesne uderzenie, ma narzędzia, by narzucić warunki. Jeśli jesień zacznie wystawiać rachunek, Kenin dostanie właśnie taki mecz, na jaki czeka od tygodni.

Dałem do myślenia? Zaznaczcie to jednym klikiem.











