Udvardy – Montgomery: miłośniczka wolnego kortu kontra leworęczna siła w poszukiwaniu rytmu
Chennai Open otwiera się na kortach otwartych, w upale i wilgoci, a pierwsza runda przynosi starcie dwóch tenisistek, które przyjeżdżają z niełatwą jesienią za plecami. Panna Udvardy jest rozstawiona z numerem 4 i zajmuje 78. miejsce w rankingu WTA, Robin Montgomery jest 150. Mecz zaplanowano na 2 listopada, na 7:30 czasu moskiewskiego. Intryga jest prosta: która z nich szybciej odnajdzie grę, która ostatnio wymykała się jej z rąk.
Udvardy: zachwyt nad warunkami i wspomnienie Guadalajary
Udvardy przyjechała do Chennai z wyraźną deklaracją. Podczas losowania 31 października powiedziała: „Uwielbiam wolny kort i naprawdę wymagające fizycznie warunki”. Dodała, że właśnie dlatego wybrała ten turniej, że odpowiada jej późniejsza pora gry i że przeprowadzka z Chin była wygodna.
Ma też w tym plan na dłuższą metę. Pozostanie o tej porze roku na kortach twardych to dla niej nowy wybór, który ma pomóc w przygotowaniach do australijskiej części sezonu. Mówiła o tym konstruktywnie i z myślą o przyszłości, choć ostatnie mecze nie dawały wielu powodów do optymizmu.
Te mecze trzeba czytać uważnie, bo niepokoi w nich nie sama porażka, lecz brak reakcji. W Kantonie, 26 października, przegrała z Sinją Kraus, a jej podanie słabło po pierwszym secie. Nie potrafiła też zamienić okazji w gemach returnowych na przełamanie i nie przyszedł moment, który odwróciłby przebieg spotkania.
W Pekinie, 1 października, było jeszcze bardziej płasko. Xinyu Gao pewnie kontrolowała pierwszego seta, a w drugim nie miała poważniejszych kłopotów. To nie była historia pechowych pojedynczych punktów, tylko po prostu słabszego dnia.
Jest jednak i jaśniejsza strona tej jesieni. W Guadalajarze, 13 września, Udvardy odpierała inicjatywę Loïs Boisson, odrobiła straty w drugim secie, a w jego tie-breaku nie wykorzystała piłki meczowej. Zamiast się rozsypać, szybko przejęła kontrolę w decydującym secie i wykorzystała rosnące zmęczenie rywalki.
Dwa dni później, z Cristiną Bucsą, pokazała drugą twarz. Zaczęła niepewnie, od razu miała problem z utrzymaniem podania i nie odrobiła straty z pierwszego seta. W drugim serwis się ustabilizował, ale w końcówce partii znów się zachwiała. Guadalajara dowiodła, że Udvardy potrafi się podnieść, lecz z tamtej odporności nie wyrosła jesienna passa.
W tle jest jeszcze sprawa pozasportowa. Udvardy nie znalazła się w składzie reprezentacji i publicznie wyraziła rozczarowanie, pisząc, że zasłużyła „przynajmniej na szczerą rozmowę”. Federacja zakwestionowała część jej relacji, a kapitan bronił swoich wyborów. Czy ten spór ją rozproszy, czy raczej doda złości do gry, okaże się na korcie.
Montgomery: przyspieszenia, które onieśmielają, i serwis, który musi zdążyć
O sile Montgomery nikt nie musi przekonywać. Podczas treningów w Courmayeur jej sparingpartnerka Iris Masetto mówiła, że przyspieszenia Amerykanki onieśmielają i trudno je wytrzymać z linii końcowej. Kłopot leży gdzie indziej: w tym, czy ta siła pojawia się na czas w meczu, a nie tylko na treningu.
Ostatni mecz, 28 października w Courmayeur, dobrze to pokazał. Lisa Pigato przyszła z gotowym planem, żeby wybić ją z rytmu, i potem przyznała: „Robin miała mało punktów odniesienia, a to prowadziło do wielu błędów”. Gdy Montgomery zaczęła wyraźnie lepiej serwować, drugi set stał się naprawdę wyrównany, ale w tie-breaku nie dokończyła pościgu.
Wcześniejsze tygodnie układają się w podobny obraz. W Pekinie przeszła kwalifikacje i stoczyła zacięty mecz z Katie Volynets, lecz bez domknięcia najważniejszych fragmentów. W Seulu, 22 września, przegrała z grającą z dziką kartą Sohyun Park, która odniosła wtedy pierwsze zwycięstwo w głównym cyklu.
Gdyby ktoś chciał przykleić Montgomery łatkę zawodniczki, która pęka pod presją, podważa to jej debel na US Open. Z Ashlyn Krueger odrobiła stratę pierwszego seta z Gabrielą Dabrowski i Luisą Stefani, a potem wyszła z głębokiego dołka w decydującym tie-breaku. Doszły aż do finału, w którym Siniaková i Townsend odwróciły mecz po mocnym otwarciu Amerykanek.
Sama Montgomery mówiła wtedy o swojej parze: „Mocno uderzamy, ale potrafimy też grać różnorodnie, i to chyba ludziom przeszkadza”. Relacje z Nowego Jorku podkreślały jej mocny serwis, ruch do przodu i skuteczne woleje. To jednak debel, a w singlu wciąż czeka ją sprawdzian rytmu od pierwszego gema.
Wolny kort, wilgoć i pytanie o pierwszy cios
Bilans bezpośrednich spotkań niczego tu nie podpowiada. Zostaje więc zderzenie stylów. Montgomery to leworęczna siła, która chce kończyć szybko, a Udvardy cieszy się na kort, który ma te zakończenia spowalniać.
Courmayeur podsunął przepis na Montgomery: niewygoda, zmiana wysokości, głębokości i tempa piłki, odebranie jej punktów odniesienia. Udvardy nie musi więc wygrywać na siłę wymian na szybkie zagrania. Może raczej przeciągać wymiany, trzymać piłkę w korcie i czekać, aż rywalka zacznie przyspieszać z niewygodnych pozycji.
Drugi klucz to serwis, i to po obu stronach siatki. Gra Montgomery zmienia się razem z jej podaniem, więc wiele zależy od tego, czy Udvardy na returnie zneutralizuje pierwszy atak. Z kolei niestabilne ostatnio podanie Udvardy może jej odebrać długie, wyczerpujące wymiany, o których tak ciepło mówiła.
Do tego dochodzą warunki. Montgomery ostatnio grała pod dachem w Courmayeur, a teraz czeka ją upał i wilgoć na otwartych kortach, choć nie ma sygnałów o zmęczeniu podróżą. Prognoza na dzień otwarcia mówi o porannym deszczu i później pochmurnym niebie, a Vijay Amritraj zwracał uwagę, że upał, wilgoć i przerywany deszcz testują koncentrację.
Obie wchodzą do turnieju bez zgłoszonych urazów i bez zmęczenia wcześniejszymi rundami. Obie grają też debla, Udvardy z Isabelle Haverlag, a Montgomery z Jodie Burrage, ale to ewentualne obciążenie przyjdzie dopiero później. Na razie to jest mecz o to, czy zachwyt nad warunkami zamieni się w odporność, czy siła Montgomery odnajdzie rytm, zanim spotkanie jej ucieknie.

Nie dla liczb pisane. Ale i nie na przekór im.











