Bonzi kontra Norrie w Lyonie: dwóch tenisistów, którzy umieją wrócić, ale nie umieją zostać
Jesień przenosi tenis pod dach, a Lyon wita zawodników nową, halową edycją turnieju ATP na twardej nawierzchni. W pierwszej rundzie Benjamin Bonzi, 100. w rankingu ATP, zmierzy się z Cameronem Norriem, który zajmuje 40. miejsce. Obaj przyjeżdżają z podobnym problemem: w ostatnich meczach potrafili odrobić straty, ale potem nie umieli utrzymać kontroli. Zwycięzca trafi na Tommy'ego Paula.
Bonzi i sztuka niegubienia wątku
Ostatnie tygodnie Bonziego przypominają październikową pogodę: przejaśnienie, chmura, znów trochę słońca. W challengerze w Roanne przegrał tie-breaka pierwszego seta z Hugo Grenierem. Potem spokojnie przejął inicjatywę i wygrał ten mecz.
Z Miką Brunoldem scenariusz zaczął się podobnie. Bonzi znów przegrał pierwszą partię i doprowadził do remisu, ale w decydującym secie kontrolę odzyskał rywal. Umie zareagować, ale po odrobieniu strat jeszcze nie potrafi zostać przy prowadzeniu.
Najlepszy obraz jego tenisa pochodzi z US Open, z meczu z Ignacio Busem. L’Équipe pisało o grze zwartej i cierpliwej, a jednocześnie na tyle ostrej, że to Bonzi dyktował tempo. Wygrany tie-break w środkowym secie dał mu pełną kontrolę. Uczciwie trzeba jednak dodać, że Buse był fizycznie wyczerpany wcześniejszymi meczami.
Trzecia runda z Karenem Chaczanowem pokazała drugą stronę tej historii. Bonzi chciał uciec od ciężkich, powtarzalnych schematów rywala, ale nie potrafił tego robić konsekwentnie. Po niewykorzystanych wczesnych okazjach popełniał coraz więcej błędów.
Sam opowiedział o tym z rzadką szczerością. Mówił, że „trochę zgubił wątek” i wpadł w „negatywną spiralę”. Złe wybory na początku sprawiły, że zaczął wątpić w kolejne zagrania, a niepewny serwis rozlał się na resztę gry. To relacja z września, nie diagnoza stanu w Lyonie, ale dobrze pokazuje, czego u niego wypatrywać.
Norrie: dobry tenis w złej serii
Norrie wnosi do Lyonu serię porażek, która ciąży mu od kilku miesięcy. Najświeższy sygnał ostrzegawczy przyszedł z Szanghaju. Przegrał tam pierwszego seta z kwalifikantem Daliborem Svrčiną, doprowadził do decydującej partii i w niej przegrał. The Independent chwalił Svrčinę za zimną krew w końcówce.
Wcześniejszy Pekin wyglądał lepiej, niż sugeruje wynik. Norrie przesuwał Alexandra Zvereva po korcie i był o jeden punkt od wygrania pierwszego seta. Niemiec wyszedł z opresji w tie-breaku po błędzie Brytyjczyka, a w drugiej partii przełamał go w końcówce. Sam Zverev nazwał to spotkanie meczem na wysokim poziomie.
W Nowym Jorku Norrie z trudem wygrał tie-breaka pierwszego seta z Lucą Van Assche, a potem rywal podniósł poziom i przejął mecz. Brytyjczyk przyznał, że brakowało mu energii w nogach. Ocenił to krótko: „Czuję, że przegrałem dziś sam ze sobą”.
Ze zdrowiem sprawa jest otwarta. We wrześniu Norrie wycofał się z meczu Pucharu Davisa z powodu ręki. Kapitan Leon Smith mówił, że zawodnik „trochę czuje rękę”, ale nie wyglądało to poważnie. Norrie zagrał potem w Pekinie i Szanghaju, nowych urazów nie zgłaszano. Czy coś jeszcze mu dokucza, nie wiadomo.
Kto utrzyma to, co odzyska
W tym meczu zderzą się dwa pytania. Czy Bonzi zachowa jasną głowę i będzie atakował rozważnie, a nie z pośpiechu? Czy Norrie przesunie rywala po korcie tak skutecznie jak Zvereva w Pekinie, czy tylko wydłuży wymiany bez wyraźnej korzyści? Dla Bonziego kluczowa będzie cierpliwość w neutralnych wymianach. Jeśli przyspieszy za wcześnie albo odda inicjatywę, Norrie dostanie mecz, który lubi.
Warunki lekko sprzyjają Francuzowi. Bonzi przyjeżdża po meczach w hali w Roanne, a Norrie ostatnio grał na kortach otwartych w Szanghaju i musi przestawić się na halę. Nie wiadomo, kiedy dotarł do Lyonu i jak trenował, więc nie przeceniałbym tej różnicy. Bonzi może liczyć na doping własnej publiczności, choć trudno przewidzieć, czy to go poniesie, czy zacznie mu ciążyć.
Wiele może zależeć od pierwszej zmarnowanej okazji. Bonzi sam połączył niewykorzystane szanse z późniejszymi wątpliwościami, a mecz Norriego w Pekinie też odwrócił się po niedomkniętym secie.
Obaj ostatnio potrafili się podnieść, ale żaden nie umiał zostać na górze. Przyznaję, że nie mam tu pewności, w którą stronę przechyli się ten mecz. Wygra pewnie ten, kto zamieni zryw w stabilną grę. Comeback to dopiero połowa pracy.

Oglądam te mecze godzinami. Wam starczy chwila.












