Tabilo kontra Jódar w Bazylei: lewa ręka przeciw pewności siebie odzyskanej w Szanghaju
Bazylea otwiera się dla Rafaela Jódara meczem, którego nie da się potraktować jak rozgrzewki. Rozstawiony z numerem 3, jedenasty w rankingu ATP Hiszpan zagra w pierwszej rundzie z trzydziestym na liście Alejandro Tabilo. Na krytym korcie twardym zaczną 27 października o 16:00 czasu moskiewskiego.
Stawka jest jasna. Bazylea i Paryż to ostatnie okazje, by Jódar wywalczył pierwszy awans do ATP Finals. Tabilo przyjeżdża z tenisem, który potrafi zachwycić, ale ostatnio gubił się w najważniejszych chwilach meczów.
Tabilo, czyli mecze, które uciekają na ostatniej prostej
Najlepszy obraz Tabilo z ostatnich tygodni pochodzi z Tokio. Z Tommym Paulem nie wymęczył zwycięstwa, tylko zagrał pewnie, ofensywnie i narzucił warunki od początku do końca. Co ważne przed Bazyleą, grał wtedy pod dachem.
Kolejny mecz w Tokio pokazał drugą twarz tej samej formy. Z Denisem Szapowałowem pierwszy set przyniósł wymianę przełamań i późną ucieczkę rywala. Tabilo odpowiedział jednak dojrzale i drugą partię wygrał, utrzymując przewagę po kolejnej wymianie przełamań.
Decydujący set długo toczył się spokojnie, gem za gemem przy podaniu. Aż przyszedł moment, w którym Tabilo musiał serwować, żeby zostać w meczu. Szapowałow zaatakował, ręka Tabilo straciła pewność i na tym gemie wszystko się skończyło.
W Szanghaju scenariusz wrócił w innym kostiumie. Tabilo wygrał pierwszego seta z Pablo Carreño Bustą, ale przegrał tie-break w drugim, a w decydującym rywal już nie oddał inicjatywy. Mecz przerwał deszcz na odkrytym korcie.
Potem były Ałmaty, z których Tabilo się wycofał bez podania powodu. Pewne jest tylko to, że do Bazylei nie przywozi dodatkowych meczów w nogach.
Jest też wątek bardziej optymistyczny. We wrześniu Tabilo opowiadał o większej ciągłości treningów, łączeniu pracy na korcie z przygotowaniem fizycznym i o planie, by częściej chodzić do siatki. Wolej nazwał atutem, z którego dotąd korzystał za rzadko, i przyznał, że ta zmiana już procentuje.
Jódar: pewność siebie odbudowana w biegu
Jódar pojechał do Szanghaju po rozczarowujących startach. Wrócił z finałem, choć nie przeszedł turnieju gładko. Z Jirim Lehecką, Boticiem van de Zandschulpem i Casperem Ruudem raz po raz musiał szukać rozwiązań po trudnych początkach.
Sam uznał to za zaletę: „Wszystkie mecze z poprzednich rund mi pomogły”. Forma rosła mu w trakcie turnieju, mecz po meczu. Dobrze to wróży jego rytmowi, ale przypomina też, ile wysiłku kosztowała ta droga.
Półfinał z Daniiłem Miedwiediewem był już inny: mniej ucieczek znad przepaści, więcej jakości. Miedwiediew sprawdza, czy rywal wytrzyma długie wymiany z głębi kortu. Jódar wytrzymał i mówił potem, że gra dobrze i czuje się na korcie swobodnie.
Finał z Alejandro Davidovichem Fokiną zawierał wszystko naraz. Jódar zaczął czysto i agresywnie, wygrywał returnami, prowadził setem i przełamaniem. Davidovich odrobił stratę, przetrwał presję pod koniec drugiego seta i przejął mecz, gdy zrobił się długi.
Pod koniec finału Jódar potrzebował pomocy z powodu skurczów. Davidovich mówił otwarcie, że jego planem było zrobić z tego mecz fizyczny i zmuszać rywala do biegania.
Od Szanghaju minęło trochę czasu, więc nie chodzi o regenerację z dnia na dzień. David Ferrer, kapitan reprezentacji w Pucharze Davisa, przyznał jednak, że niepokoi go nagromadzone zmęczenie Jódara. Do napiętego kalendarza doszło właśnie powołanie do kadry na Puchar Davisa.
Charakter Jódara też ma dwie strony. W meczu z van de Zandschulpem dostał ostrzeżenie za wybuch wobec chłopca od piłek, a potem przeprosił słowami: „Jestem człowiekiem, uczę się”. Emocje bywają u niego głośne, ale nie wypychają go z meczu.
Po przegranym finale nie widać było przygnębienia. Jódar powiedział, że wciąż jest zadowolony z tego, jak mu idzie, a porażkę tłumaczył lepszą grą rywala w kluczowych momentach. Jego zespół nadal prowadzi ojciec, a doniesienia o Juanie Carlosie Ferrero pozostają na razie plotką.
Jeden wątek możemy od razu odłożyć. Davidovich wycofał się z Bazylei, więc rewanżu za Szanghaj nie będzie. Nie ma też żadnego powodu sądzić, że Jódar wybiega myślami poza Tabilo.
Serwis z lewej ręki kontra nogi po Szanghaju
Dla Tabilo najważniejsze będzie pierwsze uderzenie. Leworęczny serwis otwiera inne kąty, a dobrze zaplanowane wejście do siatki może odebrać Jódarowi spokojne wymiany z returnu na linię końcową. Sztuka polega na tym, by atakować po piłce, która naprawdę zmusza rywala do obrony, a nie po neutralnej.
Return Jódara to dziś groźna broń. Jeśli Tabilo zacznie oddawać mu proste gemy serwisowe, każdy z nich zamieni się w test obrony. A takich testów Chilijczyk ostatnio nie zdawał w decydujących setach.
Drugi klucz to przepis Davidovicha: zmienność zamiast samej siły. Wydłużanie wymian i zmuszanie Jódara do ruchu może rozbić jego rytm ataku. Uczciwie trzeba jednak dodać, że Tabilo to inny tenisista, a kryta hala w Bazylei to nie Szanghaj, więc kopiowanie tamtego scenariusza nie gwarantuje niczego.
Warunki też nie przesądzają sprawy. Tabilo ma świeży, udany występ pod dachem w Tokio, ale to jeszcze nie dowód, że szybkość kortów w Bazylei mu sprzyja.
Nie mamy też żadnego punktu odniesienia z ich wcześniejszych spotkań. Zostaje porównanie dwóch jesiennych opowieści. Jódar odbudował w Szanghaju pewność siebie i wysoko zawiesił poprzeczkę, Tabilo ma wysoki pułap, ale gra w kratkę.
Rozstrzygnąć mogą dwa momenty. Pierwszy to gem, w którym Tabilo poda, by utrzymać się w secie albo w meczu, bo właśnie tam ostatnio przegrywał. Drugi przyjdzie, gdy mecz się wydłuży i okaże się, czy nogi Jódara są już po Szanghaju w porządku.
Faworyta wskazują ranking i rozpęd, ale nie zawsze sprawdzają się na korcie. Jeśli Tabilo przez cały mecz utrzyma poziom z Tokio, mecz może się bardzo wyrównać. Jeśli Jódar wytrzyma fizycznie do końca, będzie miał po swojej stronie świeżą pewność siebie.

Milczenie to też odpowiedź. Wolę cieplejszą.










