Collignon kontra Lehečka w Brukseli: kolano w porządku, teraz kolej na serwis
Druga runda European Open w Brukseli, korty kryte o twardej nawierzchni. Raphael Collignon, 55. zawodnik rankingu ATP, gra tu przed własną publicznością i dopiero wraca do rywalizacji po przerwie spowodowanej kontuzją kolana. Jiří Lehečka, 20. w rankingu i rozstawiony z numerem 2, wchodzi do turnieju po wolnym losie w pierwszej rundzie. Ciekawie robi się w miejscu, w którym spotykają się te dwie historie. Jeden zawodnik odzyskuje rytm. Drugi ma rytm, ale niedawno zobaczył, co się dzieje, gdy rywal nie chce przegrać.
Collignon: powrót, który zaczął się od potknięcia
Pierwszy mecz w Brukseli, z Nisheshem Basavareddym, nie był płynnym powrotem. Collignon w pierwszym secie zgubił rytm podania. W drugim szybko stracił przełamanie, ale je odrobił i dopiero wtedy na dobre wszedł w mecz.
W decydującym secie historia się powtórzyła. Wczesna przewaga Collignona przepadła, on jednak znów przełamał rywala i zamknął spotkanie przy pierwszym meczbolu. Zwycięstwo po takim przebiegu cieszy bardziej niż gładkie, choć niczego jeszcze nie przesądza.
Warto też pamiętać, z kim grał. Basavareddy przeszedł eliminacje, więc znał już warunki w hali. Collignon natomiast dopiero szukał wyczucia piłki. Sam przyznał, że pierwszy set był zardzewiały, a trzy sety uznał za korzyść, bo dały mu potrzebną porcję meczowego grania.
Przerwa w grze nie była zwykłą luką w kalendarzu. Podczas amerykańskiego tournée kolano coraz bardziej mu dokuczało. Collignon zrezygnował więc z turniejów w Azji i z meczu Pucharu Davisa z Austrią. Steve Darcis tłumaczył wtedy, że zdrowie jest najważniejsze. Wyniki sprzed Brukseli trzeba więc czytać z poprawką na to, że grał z urazem.
Przed przerwą zostało też jedno trudne wspomnienie. W pierwszej rundzie US Open Collignon miał meczbole z Sebastianem Gorznym, ale ich nie wykorzystał. Gorzny bronił się odważnym serwisem i grą z głębi kortu, a mecz skończył się podwójnym błędem Collignona. To jednak pojedyncza rana, a nie nawyk. Brukselskie zamknięcie meczu przy pierwszej okazji trochę ją zagoiło.
Najciekawszy jest stan fizyczny. 15 października Collignon mówił, że w poruszaniu się nic go już nie ogranicza, ale przy serwowaniu jeszcze coś czuje. Po meczu 20 października powiedział wprost, że kolano jest całkowicie wyleczone. To najświeższa deklaracja i ona jest najważniejsza. Jeden długi mecz nie mówi jednak, jak kolano i serwis zniosą kolejne dni gry.
Do tego dochodzi nastrój, który trudno nazwać inaczej niż pogodnym. Collignon powtarza, że nie myśli o punktach do obrony, a sam występ traktuje jako bonus. Na trybunach siedzi jego rodzina. W deblu gra z Davidem Goffinem, który w Brukseli żegna się z tenisem. To dodatkowe minuty na korcie i dodatkowe emocje w i tak wyjątkowym tygodniu.
Lehečka: serwis, który nabrał pewności od forhendu
Najlepszą wizytówką Lehečki jest półfinał w Tokio z Valentinem Vacherotem. SuperTennis opisał go jako występ bliski perfekcji. Gemy serwisowe Czecha były niezwykle pewne, a Vacherot nie potrafił mu w niczym przeszkodzić. Lehečka sam wyjaśnił, skąd to się bierze: postęp w grze z głębi kortu w ostatnich tygodniach daje mu więcej pewności przy serwisie.
To ważne zdanie, bo pokazuje, że jego serwis nie działa w oderwaniu od reszty gry. Wie, że jeśli piłka wróci, poradzi sobie w wymianie, więc serwuje swobodniej. Finał z Carlosem Alcarazem przegrał, ale walczył zawzięcie, a sam Alcaraz nazwał ten mecz swoim najrówniejszym w całym turnieju.
W Szanghaju z Nuno Borgesem Lehečka zaczął zdecydowanie: szybko przełamał rywala i utrzymał przewagę. W środkowym secie Borges wykorzystał chwilę słabości przy jego podaniu. W decydującej partii Lehečka znów przejął kontrolę. Mecz nie był bezbłędny, ale pokazał, że Czech umie odzyskać swój poziom.
Mecz z Rafaelem Jodarem był już dla niego lekcją. Serwis i forhend dały Lehečce przewagę na starcie. Pod koniec drugiego seta nie wykorzystał jednak szansy, która mogła rozstrzygnąć mecz, i przegrał tie-breaka. W decydującym secie zmarnował wczesne okazje przy podaniu rywala, a podanie stracił dopiero późno, po długim oporze Hiszpana.
El País zwrócił uwagę na różnicę między jakością uderzeń a tym, co działo się w jego głowie. Lehečka grał przenikliwie, ale z każdą obronioną przez Jodara piłką rosła liczba błędów i jego irytacja. Jodar przyznał, że Czech grał znakomicie, uderzał bardzo szybką piłkę, a warunki mu sprzyjały. Lehečce nie brakowało broni. Brakowało mu cierpliwości, gdy broń nie kończyła sprawy od razu.
Nie wolno jednak przypinać mu łatki kruchego psychicznie. W Pucharze Davisa pokonał Bena Sheltona, utrzymał podanie w trudnym ostatnim gemie i mówił potem o jednym z najlepszych uczuć na korcie. Celowo nie traktował tego meczu jako obowiązku naprawienia wcześniejszego wyniku drużyny. Atmosfera reprezentacji, przygotowania w tej samej hali i oderwanie od rutyny touru wyraźnie mu służą.
Nic nie wiadomo o urazach Lehečki. Ostatni mecz rozegrał w Szanghaju 12 października, a w Brukseli nie musiał jeszcze grać singla. Za nim intensywny okres startów. Przerwa w kalendarzu nie musi jednak od razu oznaczać pełnej świeżości.
Pierwsza fala Lehečki i to, co przyjdzie po niej
Na szybkim, krytym korcie Lehečka może narzucić swój tenis już od pierwszej piłki. Dla Collignona samo przeciąganie wymian nie wystarczy. Kluczowy będzie return na tyle dobry, żeby Czech nie mógł od razu przejąć kontroli nad wymianą. Jeśli Lehečka dostanie łatwą drugą piłkę, połączenie serwisu i forhendu działa u niego jak dobrze naoliwiona maszyna.
Szanghaj podpowiada drogę, ale jej nie gwarantuje. Jodar przetrwał pierwszy napór i raz za razem zmuszał Lehečkę do kolejnego trudnego uderzenia, aż ten zaczął się spieszyć i psuć. Nie znaczy to, że Collignon zdoła powtórzyć tamten plan z tą samą dokładnością. Sam scenariusz jest jednak jasny: przetrwać burzę i poczekać, aż niebo się zachmurzy po drugiej stronie siatki.
Po stronie Collignona najważniejszy będzie serwis. To ostatnie ograniczenie, o którym mówił przed turniejem. Warto patrzeć nie na pojedyncze mocne podania, ale na to, czy serwuje i gra kolejną piłkę bez widocznego oszczędzania się. Nie warto przy tym robić z niego zawodnika, który zawsze zaczyna wolno. Zardzewiały pierwszy set z Basavareddym to jeden mecz po przerwie, a nie reguła.
Z bilansu bezpośrednich spotkań nie da się wyczytać nic konkretnego. Mecz trzeba oceniać przez bieżącą formę i stan zdrowia. Trudno też wskazać, kto ma przewagę w dłuższym meczu. Lehečka przeszedł ostatnio przez wiele trudnych spotkań na najwyższym poziomie. Collignon udowodnił, że wytrzyma długi mecz po powrocie, ale nie wiadomo, jak zregenerował się po nim i po deblu.
Publiczność już raz pomogła Collignonowi. Po pierwszej rundzie mówił, że kibice dali mu mnóstwo energii i pomogli odwrócić losy meczu, a turniej opisywał atmosferę jako elektryzującą. Trybuny mogą dodać mu sił w trudnych momentach. Nie ochronią go jednak przed rdzą ani przed bólem, a mogą też popchnąć do zbyt pośpiesznej gry.
Wszystko sprowadza się do kilku pytań. Jak szybko Collignon złapie rytm i czy jego serwis jest naprawdę wolny od ograniczeń? Czy Lehečka zachowa cierpliwość, gdy piłki zaczną wracać? Jak każdy z nich zareaguje na zmarnowaną szansę? Szczerze mówiąc, to ostatnie pytanie jest dla mnie najbardziej otwarte. Obaj niedawno przegrali mecze, w których mieli szansę je zamknąć, a w Brukseli przekonają się, czy wyciągnęli z tego wnioski.

Napisane po cichu, oceńcie po cichu.











