Kwalifikant z rozpędem kontra Fearnley prosto z Olbii: Chidekh i Fearnley w drugiej rundzie w Brukseli
Październik w Brukseli to pora, gdy tenis przenosi się pod dach, a zawodnicy przywożą na korty kryte to, co zebrali w ostatnich tygodniach. W drugiej rundzie European Open spotkają się dwaj tenisiści, którzy niedawno wiele zebrali. Kwalifikant Clément Chidekh, 152. w rankingu ATP, przeżywa najlepszą jesień w karierze. Jacob Fearnley, 87. na liście, mówi o sobie, że jest blisko swojego najlepszego tenisa. Ciekawe będzie to, czyja jesienna fala okaże się dłuższa.
Chidekh i cierpliwość w gemach returnowych
Zwycięstwo Chidekha nad Botikiem van de Zandschulpem nie wzięło się z obrony własnego podania i szczęśliwej końcówki. Francuz od początku raz po raz wchodził w gemy serwisowe rywala. Jedno szybkie przełamanie powrotne nie zmieniło przebiegu pierwszego seta.
Najwięcej powiedział jednak drugi set. Pod koniec obaj wymienili się przełamaniami i Chidekh nie zdołał wykorzystać szansy przy własnym podaniu na mecz. Zamiast się rozkleić, od razu wrócił do gry na returnie i tam zamknął spotkanie. Taki odruch mówi o zawodniku więcej niż sam wynik.
Uczciwie trzeba dodać, że van de Zandschulp przyjechał po udanym tournée po Azji. Sports.fr sugerował, że mogły mu doskwierać podróż i zmiana warunków, ale to tylko przypuszczenie, a nie potwierdzona diagnoza. Chidekh zasłużył na uznanie, choć być może nie trafił na rywala w najlepszej świeżości.
Ta forma nie pojawiła się w Brukseli znikąd. Na początku miesiąca Chidekh wygrał turniej w Mouilleron-le-Captif, a finał z Sashą Gueymardem Wayenburgiem był według L'Équipe pozbawiony napięcia. Po tytule powiedział: „Jestem niezwykle szczęśliwy, że udało mi się wygrać pierwszy tytuł u siebie”. Mało kto potrafi się cieszyć tak bez reszty jak tenisista po pierwszym trofeum.
Tamten tydzień nie był jednak spacerem. Z Ugo Blanchetem Chidekh musiał na nowo przejmować kontrolę po stracie przewagi. Z Haroldem Mayotem odrabiał straty, ale rywal z czasem opadł z sił i skreczował. Tego meczu nie należy więc traktować jako dowodu, że Francuz wytrzymał dłużej od w pełni sprawnego przeciwnika.
Po drodze zdarzył się też zgrzyt. W Roanne Chidekh przegrał z Jérôme'em Kymem po wyrównanych setach rozstrzyganych w tie-breakach. Doniesienia nie wskazują na techniczną zapaść ani na kłopoty zdrowotne. Bruksela wygląda więc na szybką odpowiedź na rozczarowanie, a nie na kolejny etap pasma, w którym wszystko szło gładko.
Chidekh zna już tutejsze warunki z kwalifikacji. W ostatniej rundzie eliminacji z Gauthierem Onclinem po pewnym początku musiał się mocniej natrudzić, by domknąć drugiego seta. Przed tym meczem ma za sobą zarówno spokojne fragmenty, jak i nerwowe końcówki pod tym dachem. Nie słychać o żadnych urazach, a mecz otwarcia nie był maratonem.
Fearnley, czyli spokój za serwisem i krótki sen po Olbii
Fearnley ma na swoją formę mocniejszego świadka niż statystyki, czyli samego siebie. Podczas Challengera w Olbii przyznał: „nie jestem daleko od swojego najlepszego tenisa”. Mówił też o przyjemności z rywalizacji i o tym, że na tym poziomie mecze rozstrzygają drobiazgi. To pewność siebie bez pozy.
W ćwierćfinale z Maximem Mrvą Fearnley zdominował pierwszego seta, a w drugim napotkał znacznie większy opór. Wytrzymał to bez dramatu i dokończył mecz. Potem przyznał, że Mrva potrafił go zostawić w miejscu kilkoma zagraniami, ale uznał, że sam zagrał dobrze.
Półfinał trzeba czytać z gwiazdką. Luca Nardi grał z kłopotem mięśniowym wewnętrznej strony uda, co Fearnley sam przyznał. Dodał przy tym, że Nardi wciąż potrafi być groźny, kiedy czysto trafia w piłkę. To zwycięstwo pokazuje profesjonalizm, ale nie było pełnym sprawdzianem.
Do finału Fearnley doszedł bez straty seta, co potwierdził tygodniowy przegląd LTA. Tam zatrzymał go Damir Dzumhur po zaciętym pierwszym secie. Organizatorzy opisali finał jako mecz na wysokim poziomie, w którym Dzumhur rozkręcał się przez cały tydzień. Nic w tej relacji nie wskazuje na załamanie formy ani na kłopoty fizyczne.
W Brukseli Fearnley szybko odpowiedział na tamtą porażkę. Mecz z Hugo Gastonem był spokojny i z każdym gemem coraz bardziej jednostronny. Widać jednak, że przegrany finał nie zostawił na nim śladu.
Jedna żółta lampka zapaliła się na początku października. W Porto Fearnley skreczował. Późniejsze wyniki pokazują, że funkcjonuje normalnie, choć to jeszcze nie zaświadczenie lekarskie. Bardziej konkretny jest kalendarz: finał w Olbii 18 października, mecz w Brukseli 20 października i teraz kolejny występ dzień później.
Return Chidekha kontra rytm serwisowy Fearnleya
Najprostsza oś tego meczu to presja na returnie przeciwko stabilności przy własnym podaniu. Chidekh wygrał pierwszą rundę, bo nieustannie dobierał się do gemów serwisowych rywala. Fearnley w meczu z Gastonem spokojnie utrzymywał podanie i w odpowiednim momencie przejmował inicjatywę na returnie. Nie ma jednak gwarancji, że te wzorce przeniosą się wprost na nowego przeciwnika.
Dla Chidekha kluczowa będzie cierpliwość. W pierwszej rundzie przełamania przychodziły w miarę regularnie. Przeciwko zawodnikowi, który sam ocenia swoją formę bardzo wysoko, może przyjść kilka gemów returnowych bez żadnej nagrody. Ciekawe, czy Francuz będzie wtedy dalej cierpliwie przeciągał wymiany, czy zacznie się niecierpliwić.
Fearnley musi z kolei utrzymać rytm serwisowy pod stałym naciskiem. Mecz z Gastonem był udany, ale Chidekh przyniesie inny rodzaj presji. Wiadomo tylko, że na kortach krytych gem serwisowy może się rozsypać szybciej, niż się wydaje.
Ta dwójka nie spotkała się wcześniej na korcie. To mecz bez wspólnej historii i bez starych rachunków. O tie-breakach też lepiej nie wyrokować na wyrost. Chidekh przegrał je w Roanne, ale wygrał końcówkę z Onclinem, a Fearnley poradził sobie z Mrvą i przegrał zaciętego seta z Dzumhurem.
Najmniej wiemy o tym, jak obaj zniosą długą walkę fizyczną. Ostatnie tygodnie pokazały głównie kontrolę i sprawne domykanie meczów, a nie wielosetowe przepychanki. Jeśli spotkanie się przeciągnie, większy znak zapytania postawiłbym przy Fearnleyu i jego ciasnym grafiku.
Obaj przyjeżdżają z czymś do udowodnienia. Chidekh ma już swój przełom w Brukseli i teraz musi pokazać, że to nie jednorazowy wyskok. Fearnley chce zamienić dobrą passę z Challengerów w powtarzalną grę w ATP Tour. Zdecydują cierpliwość na returnie, spokój przy podaniu i to, komu dłużej starczy jesiennego paliwa.

Pisane bez pośpiechu. Oceniajcie bez pośpiechu.











