Navone kontra Griekspoor w Brukseli: cierpliwość w wymianach przeciw serwisowi w formie rekordowej
Brukselski European Open, korty kryte w Brussels Expo i druga runda, w której zagrają dwaj tenisiści po trudnych otwarciach. Mariano Navone jest rozstawiony z numerem 8 i zajmuje 45. miejsce w rankingu ATP, Tallon Griekspoor jest 60. Obaj wygrali pierwsze mecze, ale każdy w inny sposób. Jeden znalazł grę w trakcie spotkania, drugi przetrwał głównie dzięki podaniu.
Navone, czyli zawodnik, który najpierw przeżywa burzę, a potem ustawia mecz
Pierwsza runda z Juanem Manuelem Cerúndolo zaczęła się dla Navone źle. Pod koniec pierwszego seta przegrywał, a w długim tie-breaku bronił kolejnych piłek setowych. Tego seta raczej przetrwał, niż go wygrał.
Potem mecz się zmienił. Po wyrównanym początku drugiej partii Navone zaczął trzymać piłkę w korcie pewniej niż rywal, dołożył kolejne przełamania i coraz spokojniej utrzymywał podanie. Argentyńskie media pisały o przekonującym zwycięstwie, choć zbudowanym na wyjściu z niebezpiecznej sytuacji. Ważne jest też to, że obyło się bez decydującego seta, co przy drugim meczu w dwa dni ma znaczenie.
Wcześniejsze tygodnie w Azji były mniej udane. W Szanghaju Navone wygrał bardzo wymagającego pierwszego seta z Pablo Carreño Bustą, ale Hiszpan nie odpuścił i odwrócił mecz. W Pekinie Navone szedł równo z Alexem de Minaurem przez cały pierwszy set, a Australijczyk przechylił go obroną w decydującym punkcie.
Pekin pokazał też, że Navone nie tylko biega za każdą piłką. Grał skrótami i zmieniał długość zagrań, żeby ruszyć z miejsca jednego z najlepszych obrońców w tourze. W drugim secie przełamał szybko, ale nie potwierdził przewagi. Jego problemem nie był brak okazji, tylko zamienianie ich na trwałą przewagę.
Fundament pewności siebie Navone zbudował na US Open. Tam odrobił straty i pokonał Novaka Djokovicia, a potem wygrał z Matteo Berrettinim po przegranym pierwszym secie. Po meczu z Serbem mówił: „Naprawdę odnajdywałem swój poziom”. Dodał, że pomagało mu skupienie na własnej połowie kortu, na trenerze i na planie taktycznym.
Zwycięstwa nad Berrettinim nie należy jednak przeceniać. Włoska prasa chwaliła cierpliwość Argentyńczyka, ale podkreślała też, że Berrettini nie panował nad forhendem. To nie dowód, że Navone neutralizuje każdego mocno serwującego rywala, a właśnie taki stoi po drugiej stronie siatki.
Griekspoor i serwis, który niesie więcej, niż powinien
Mecz otwarcia Griekspoora z Maxem Schönhausem był długi i męczący. W pierwszym secie do tie-breaka nie było ani jednego break pointa, drugi set też skończył się tie-breakiem. W decydującej partii Holender musiał bronić się przy break pointach, a mecz rozstrzygnął dopiero czystym gemem returnowym na samym końcu.
Najjaśniejszy punkt tego meczu to podanie: Griekspoor pobił życiowy rekord asów. Mimo to spotkanie przez większość czasu było niepewne. Serwis działał znakomicie, ale nie dał mu przewagi, tylko pozwolił przetrwać do końcówki.
Azjatyckie tygodnie były dla niego trudne. Holenderska telewizja NOS pisała, że w Szanghaju z Pawłem Kotowem nie potrafił się narzucić: Rosjanin niewiele oddawał i w drugim secie regularnie go naciskał. Griekspoor odrobił stratę przełamania pod koniec tej partii, ale przegrał tie-breaka. Wcześniej rozczarował też w Chengdu i w Pekinie.
Pekin nie był jednak całkiem stracony. Z Andriejem Rublowem Griekspoor szybko wypracował przewagę i dotrwał do tie-breaka w decydującym secie. Trudno więc mówić o zawodniku, który nie nawiązuje walki. Lepiej pasuje opis gracza, który gra nierówno i nie potrafi zamienić dobrych fragmentów w wygrane mecze.
Najwięcej o jego nastroju mówią jego własne słowa z ostatnich tygodni. 6 października, przed Szanghajem, mówił: „Tenis czuję dobrze, na zwycięstwa trzeba po prostu poczekać”. Dwa dni później, po porażce, przyznał: „Koniec sezonu nie może przyjść wystarczająco szybko”.
To brzmi jak zmęczenie długim rokiem i frustracja, ale nie jak informacja o urazie. Jest też przeciwwaga: powrót do reprezentacji w Pucharze Davisa przyniósł mu ładny mecz z Nicolásem Mejíą i, jak sam mówił, dobrą atmosferę w drużynie. Czy wygrana z Schönhausem poprawi mu nastrój na koniec sezonu, okaże się dopiero we wtorek.
Pierwsza piłka po returnie zdecyduje o tym, kto będzie dyktował warunki
Kluczowy jest return Navone, a dokładniej pierwsza piłka po nim. Samo odbicie podania nie wystarczy, jeśli odpowiedź spadnie krótko i Argentyńczyk od razu będzie się bronił. Dla Griekspoora sprawdzianem będzie to, czy serwis da mu dogodną pozycję do ataku od pierwszej piłki, a nie tylko uratuje trudne gemy.
Navone ma swoją drogę do wygranej, czyli dłuższe wymiany. Sama długość wymiany niczego jednak nie gwarantuje, co pokazał mecz z de Minaurem. Liczy się to, czy kolejną piłkę Griekspoor zagra z wygodnej pozycji, czy w biegu. Skróty i zmiany długości mogą pomóc, pod warunkiem że Navone nie odda przy tym pozycji na korcie.
Druga ważna kwestia to return Griekspoora. W Szanghaju nie potrafił się narzucić, a w Brukseli pierwsze przełamanie zdobył dopiero w ostatnim gemie meczu. Navone z każdym gemem serwował w pierwszej rundzie pewniej. Jeśli Holender nie zachwieje jego podaniem wcześnie, zostanie mu tylko serwis i nadzieja na tie-breaki.
Tie-breaki to zresztą osobny temat, bo dla żadnego z nich nie są wyraźnym atutem. Navone obronił w Brukseli serię piłek setowych, a Griekspoor wyszedł z opresji w decydującym secie. Obaj w Azji przegrywali jednak końcówki, w których mieli przewagę. Szczerze mówiąc, trudno uznać któregoś z nich za lepszego w nerwowych momentach.
Pod względem fizycznym przewagę ma Navone. W żadnej relacji nie ma mowy o urazach, ale Argentyńczyk zakończył mecz bez decydującego seta, a Griekspoor grał dłużej i pod większą presją. Czy Holender odczuje to w nogach, nie wiadomo. Wiadomo, że ma za sobą trudniejszy mecz.
Hala Brussels Expo żyje teraz pożegnaniem Davida Goffina, a atmosfera na trybunach jest gorąca. Nie ma jednak żadnych przesłanek, że publiczność wyraźnie poprze któregoś z nich. Mecz rozstrzygnie się więc na korcie: Griekspoor musi wygrywać swoimi asami, a Navone musi wciągnąć go w wymiany i wygrywać je cierpliwością.

Polubienie jak słońce po deszczu. Znajdzie się?












