Joint kontra Sakkari w Hongkongu: wolna głowa przeciwko odbudowanej pewności
Druga runda turnieju WTA w Hongkongu przynosi spotkanie dwóch tenisistek, które jesienią szukają tego samego: poziomu, który da się utrzymać dłużej niż przez jednego seta. Maya Joint, 90. w rankingu WTA, przyjeżdża z falą dobrych wyników z Japonii. Maria Sakkari, 30. na świecie i rozstawiona z numerem 4, zamyka tu swój sezon. Na twardym korcie, który w tym tygodniu gra ciężko i wolno, zmierzą się po raz pierwszy w karierze.
Joint i nowa sztuka rozwiązywania problemów
Australijska federacja i agencja AAP piszą o odrodzeniu Joint i trudno się z tym spierać. Sama zawodniczka tłumaczy to prosto: „Gram swobodnie, gram na własnych warunkach i lepiej rozwiązuję problemy”. Wcześniej w sezonie, jak przyznaje, uparcie trzymała się planu, który nie działał. Teraz potrafi go zmienić w trakcie meczu.
Najlepiej było to widać w Tokio, dokąd przebiła się przez kwalifikacje. Przeciwko Soranie Cirstei zaczęła pewnie, w drugim secie roztrwoniła jednak sporą przewagę i pozwoliła rywalce wyjść na prowadzenie. Zamiast się rozsypać, uspokoiła grę i rozegrała tie-break z przekonaniem, które nie dopuściło do trzeciego seta.
Z Cristiną Bucsą scenariusz był jeszcze bardziej kręty. Joint przegrała drugiego seta po wyraźnym zwrocie akcji, a w decydującym secie straciła podanie. Od razu odpowiedziała przełamaniem, potem sama wyszła na prowadzenie i mimo że Bucsa obroniła pierwsze piłki meczowe, zamknęła spotkanie przy własnym serwisie.
Tokijską przygodę zakończyła Kamilla Rachimowa. Joint odrobiła stratę po wyrównanym pierwszym secie, doprowadziła do decydującej partii, a potem nagle straciła kontakt z meczem. AAP podkreślała, że Rachimowa skuteczniej returnowała. Zrzucanie wszystkiego na zmęczenie byłoby jednak zgadywaniem.
Cała azjatycka jesień Joint przypomina zresztą pogodę w porze monsunowej, bo słońce przeplata się z ulewą. Był przełomowy finał w Seulu, w którym obiecujący początek ustąpił miejsca kosztownym błędom. Potem przyszły bolesne, wyrównane porażki w kwalifikacjach w Pekinie i Wuhanie oraz przerwana szansa w Osace. Dopiero Tokio znów rozpędziło tę historię.
W Hongkongu Joint pokonała Inglis bez trzeciego seta. Ma też powód do spokojnej głowy: cel postawiony w październiku już osiągnęła. Znalazła się w składzie na mecz Billie Jean King Cup z Francją, a kapitan Samantha Stosur chwaliła ją za to, że jest „naprawdę niezawodna” w singlu i w deblu. Z trenerem Chrisem Mahonym pracuje bez zmian.
Sakkari: fundamenty stoją, odwaga wraca powoli
U Sakkari wysoki poziom jest widoczny, ale wciąż nie można na nim polegać od seta do seta. Po zwycięskim, odrobionym meczu z Martą Kostiuk w Wuhanie powiedziała: „Podstawy mojej gry są na miejscu”. Dodała przy tym, że we wcześniejszym meczu z Eliną Switoliną zabrakło jej odwagi w kluczowych momentach. To trafna samodiagnoza: technika jest gotowa wcześniej niż pewność ręki pod presją.
Ćwierćfinał w Wuhanie z Mają Chwalińską dobrze pokazał obie strony tego medalu. Na początku Sakkari gubiła się w wariacjach i rotacjach rywalki i popełniała za dużo błędów. Potem je ograniczyła, zaczęła przeciągać wymiany i odpowiadała świetnym ruchem oraz czuciem przy siatce. Jej gemy serwisowe przychodziły jednak ciężej niż gemy Chwalińskiej, a w końcówce znów pojawiły się błędy z forhendu i bekhendu.
Bardziej niepokojące było Tokio. Z Julią Putincewą Sakkari roztrwoniła wczesną przewagę w pierwszym secie, wygrała drugiego, a w trzecim straciła wątek. Stało się to po tym, jak rywalka przetrwała trudny gem serwisowy na otwarcie decydującej partii. Grecka prasa wskazywała dwa główne problemy: nadmiar błędów i serwis, który nie dawał przewagi.
Hongkong przyniósł spokojniejszą odpowiedź. Z Carol Young Suh Lee Sakkari zaczęła ostro, a gdy rywalka podniosła poziom i zaczęła naciskać na jej podanie, nie straciła głowy. Przełamała w końcówce, nie oddając Lee ani punktu w tym gemie returnowym, i podała na mecz. Sama przyznała jednak, że w pierwszym secie była skuteczniejsza, a drugi wymagał dodatkowej pracy.
W Hongkongu Sakkari wydaje się zadowolona, mniej zajęta pogonią za dawnym szczytem i rankingiem. Mówi, że jej gra się rozwija, ale wciąż potrzebuje dobrych zwycięstw, żeby to udowodnić. W przeddzień meczu wyraziła publicznie smutek i złość z powodu zarzutów wobec fundacji dziecięcej, którą wspierała finansowo. Pracuje z trenerem Tomem Hillem.
Serwis pod ostrzałem i pytanie o drugi oddech
Grecki Matchpoint247 widzi sedno meczu w pojedynku serwisu z returnem. Mocną stroną Joint jest return i przejmowanie inicjatywy na początku wymiany. Jej własne podanie łatwiej natomiast zaatakować. Dla Sakkari kluczem będzie więc utrzymywanie podania, wczesny nacisk na drugi serwis rywalki i chłodna głowa naprzeciw wysportowanej przeciwniczki.
Joint nie musi przebijać Sakkari w każdej wymianie. Ważniejsze wydaje się psucie jej ulubionej sekwencji: serwisu, po którym od razu przychodzi atak z forhendu. Lokowanie, głębokość i rozważne zmiany rytmu to rodzaj pytań, z którymi Sakkari męczyła się w Wuhanie. Z zastrzeżeniem, że Joint to nie Chwalińska i jej repertuar wygląda inaczej.
Warunki mogą wzmocnić ten scenariusz. Katie Boulter opisała korty w Hongkongu jako „ciężkie i wolne”, wilgotne, z długimi wymianami i niewielką nagrodą za sam serwis. Jeśli tak zostanie, liczyć się będą cierpliwość, powtarzalna głębokość i regeneracja między wymianami. Przy formie obu zawodniczek, w której dobre fragmenty przeplatają się ze spadkami, to wyjątkowo celne wymagania.
Do tego dochodzi kalendarz. Joint ma za sobą kwalifikacje w Japonii, długi występ w Tokio, mecze deblowe ze Storm Hunter oraz późniejszy start w Hongkongu. Przez to czeka ją krótsza przerwa przed tym meczem. Sakkari miała dzień odpoczynku. To nie dowodzi, że Australijka jest wyczerpana, ale warto o tym pamiętać, zwłaszcza po tym, jak zgasła w trzecim secie z Rachimową. Żadna z zawodniczek nie zgłasza urazów.
Nie ma tu wspólnej historii ani rachunków do wyrównania, bo to ich pierwszy mecz. Jest za to podobne pytanie dla obu. Joint i Sakkari potrafią zareagować, gdy mecz zaczyna im uciekać, ale obie tej jesieni zbyt łatwo wypuszczały z rąk decydujące sety. Wygra prawdopodobnie ta, która zamieni krótki zryw w dłuższą odpowiedź. Szczerze mówiąc, trudno dziś wskazać, która z nich ma na to więcej sił.

Jedno polubienie i wyciągam stary zeszyt.











