Ruud – Jodar w Paryżu: rewanż za Szanghaj z Turynem w tle
Druga runda turnieju Masters w Paryżu, korty kryte, wieczorna sesja. Casper Ruud, 23. w rankingu ATP, zagra z Rafaelem Jodarem, dziesiątym zawodnikiem świata i dziewiątym rozstawionym. Panowie znają się bardzo dobrze, bo spotkali się zaledwie w październiku w Szanghaju. Wtedy Ruud prowadził, a potem patrzył, jak mecz powoli wymyka mu się z rąk.
Intryga jest więc prosta i ludzka. Ruud chce udowodnić, że jego jesienna poprawa to coś trwalszego niż kilka udanych tygodni. Jodar przyjeżdża z kolei z kalkulatorem w kieszeni: wyścig do ATP Finals kończy się po Paryżu, a każda runda waży tu podwójnie.
Ruud wychodzi do siatki i szuka dłuższego oddechu
Paryski początek Ruuda był naprawdę przekonujący, nie tylko poprawny. Z Juanem Manuelem Cerundolo od pierwszych gemów dyktował warunki i gładko utrzymywał podanie. Nie pozwolił rywalowi się zahaczyć. Komentator Christer Francke mówił o wyraźnej różnicy poziomów.
Uwagę zwrócił przede wszystkim jeden szczegół. Ruud kilka razy szedł za serwisem do siatki i kończył akcje wolejem. U zawodnika, którego kojarzymy z cierpliwym przeciąganiem wymian z głębi kortu, to niemal zmiana obyczajów. W hali może się to opłacić, ale jeden mecz to jeszcze nie nowa tożsamość.
Bazylea przypomina z kolei, że dobra forma Ruuda bywa jak październikowe słońce: grzeje mocno, ale nie wiadomo, na jak długo. Z Nuno Borgesem wygrał pierwszego seta pewnie i bez nerwów. Potem w drugim nie wykorzystał szansy w gemie returnowym i od razu stracił własne podanie. W decydującym secie podwójne błędy kosztowały go przełamanie, a sam nie wypracował już ani jednego break pointa.
W tym samym turnieju pokazał jednak i drugą twarz. Z Dominikiem Strickerem dał się przełamać na starcie i długo nie potrafił ruszyć jego serwisu. Presję na returnie przekuł w wynik dopiero pod koniec drugiego seta, a w trzecim szybko przejął kontrolę. To była lekcja cierpliwości, choć odrobiona dość późno.
Fundament tej jesieni położył w Szanghaju. Po zwycięstwie nad Learnerem Tienem analityk Sverre Krogh Sundbø stwierdził, że Ruud serwował niemal najlepiej w karierze, a końcowy tie-break rozegrał z dużym spokojem. Sam zawodnik nazwał ten mecz jednym ze swoich najlepszych zwycięstw w roku. Kolejny awans, z Felixem Auger-Aliassime'em, trzeba wziąć w nawias, bo Kanadyjczyk skreczował z powodu kolana.
W Paryżu nikt nie zgłaszał u Ruuda problemów zdrowotnych. Po porażce z Borgesem Francke zastanawiał się wprawdzie, czy Norweg nie był zmęczony lub pospieszny. To jednak tylko domysł obserwatora, a nie potwierdzona diagnoza.
Jodar naprawia szybko, gorzej z domykaniem
Jodar też wszedł w Paryż bez wielkiego wysiłku, choć nie bez zadrapań. Alejandro Tabilo przełamał go wcześnie, a Jodar odpowiedział natychmiast i zabrał pierwszego seta. W drugim Tabilo znów zakłócił mu rytm serwisowy. Jodar odzyskał jednak presję na returnie i późnym przełamaniem zamknął mecz.
Hiszpańskie relacje zauważyły przy tym kłopoty z drugim serwisem w drugiej partii. To raczej wskazówka na ten konkretny mecz niż dowód na trwałą wadę techniczną. Ruud z pewnością ją jednak zanotował.
Najmocniejszym dowodem jego poziomu pozostaje półfinał w Szanghaju z Daniiłem Miedwiediewem. Jodar grał głęboko przez środek kortu i zmuszał rywala do zmian kierunku. Gdy pojawiała się luka, karał ją przyspieszeniem wzdłuż linii. Do tego serwisem wychodził z trudnych gemów. To był przemyślany atak, a nie loteria efektownych uderzeń.
Ta sama jesień ma jednak drugą stronę. W finale w Szanghaju Jodar zaczął znakomicie i po objęciu prowadzenia wciąż kreował szanse. Alejandro Davidovich Fokina je przetrwał, doprowadził do decydującego seta i pod koniec wyglądał na świeższego. Jodar podsumował to rzeczowo: na break pointach rywal grał lepiej.
Bazylea dopisała podobny rozdział. Z Valentinem Vacherotem Jodar przegrał tie-breaka w pierwszym secie, wygrał drugiego i prowadził z przełamaniem w trzecim. Przewagi nie utrzymał i przegrał kolejnego tie-breaka. Vacherot wygrał potem cały turniej, co tłumaczy wiele, ale nie wszystko.
Warto też pamiętać, że szanghajski zryw poprzedziła porażka w pierwszej rundzie w Tokio. Forma Jodara to więc nie marsz od zwycięstwa do zwycięstwa, tylko seria odbić po wstrząsach. W tych odbiciach jest naprawdę dobry, gorzej z pilnowaniem tego, co już zbudował.
Paryż ma dla niego wymiar bardzo konkretny. Według ATP Jodar mieści się w strefie kwalifikacji do ATP Finals, ale rywale są tuż obok. Publicznie mówi jednak spokojnie: cieszy się grą, chce zachować zwykłe nastawienie i oswaja się z nowym dla siebie turniejem.
Obok niego niezmiennie jest ojciec, który radzi mu, by pozostał skromny i nie udawał kogoś, kim nie jest. Spekulacje o współpracy z Juanem Carlosem Ferrero można odłożyć, bo Ferrero ma od nowego sezonu pracować z Benem Sheltonem. Temperament Jodara bywa przy tym gorętszy niż jego wizerunek. W Szanghaju dostał ostrzeżenie za opryskliwe żądanie ręcznika od chłopca do podawania piłek.
Kto utrzyma ster, gdy serwis przestanie wystarczać
Październikowy ćwierćfinał to najświeższy i najbardziej wymowny materiał. Ruud dobrze bronił się serwisem w ważnych momentach i późnym przełamaniem wygrał pierwszego seta. W drugim odrobił wczesną stratę. Potem forhend Jodara stawał się coraz groźniejszy. Hiszpan przełamał pod koniec drugiej partii, czysto podał na seta, a w decydującym raz po raz rozbijał gemy serwisowe rywala.
Ruud walczył do końca: odrobił przełamanie w trzecim secie i bronił się przed piłkami meczowymi. Norweskie media widziały jednak frustrację i nierówny poziom. Sam Jodar przyznał, że musiał zagrać najlepiej, jak potrafi. Tamtego meczu nie da się więc nazwać spacerem. Hiszpan wynosi z niego jednak cenne wspomnienie: rozgryzł serwis, który najpierw go blokował.
Na szybszym, krytym korcie serwis Ruuda musi otwierać drogę do ataku, a nie tylko rozpoczynać neutralną wymianę. Wyjścia do siatki z meczu z Cerundolo mogą być jego sposobem na to, by nie oddawać Jodarowi ulubionego rytmu z głębi kortu. Równie ważna będzie głębokość, bo Jodar potrafi zepchnąć rywala do defensywy samym naciskiem przez środek, bez szukania kątów.
Druga oś to drugi serwis Jodara. Jeśli Ruud zrobi z tych punktów prawdziwą walkę, jak Tabilo w poniedziałek, odbierze rywalowi spokojne utrzymania podania. Obaj wygrali pierwsze mecze sprawnie, więc żaden nie wnosi na kort świeżego zmęczenia.
Wczesne prowadzenie niczego tu nie przesądzi i to chyba najciekawszy szczegół. Jodar świetnie goni, co Ruud poczuł na własnej skórze. Swoje ostatnie bolesne porażki ponosił jednak wtedy, gdy miał przewagę. Ruud z kolei potrafi zacząć wspaniale i potem się rozmienić, jak z Borgesem.
Przyznam szczerze: nie wiem, czy siatka Ruuda okaże się nową bronią, czy tylko miłym epizodem z jednego wieczoru. Pewne jest za to, gdzie rozstrzygnie się ten mecz. Nie w pierwszych gemach, tylko w chwili, gdy pierwsze schematy serwisowe pękną i trzeba będzie zdecydować, kto przejmie inicjatywę.

Niech to ma ciąg dalszy. Zaczyna się od was.










