Zverev kontra Musetti w Paryżu: lider rankingu i odzyskana pewność siebie
Rolex Paris Masters to ostatni duży przystanek sezonu przed jesienną finiszową prostą. W drugiej rundzie na kortach krytych zmierzą się numer jeden świata Alexander Zverev i Lorenzo Musetti, 24. w rankingu ATP. Na papierze to jasna hierarchia. W praktyce Niemiec wraca do gry po mocno nierównych tygodniach, a Włoch przyjeżdża z odzyskaną pewnością siebie i jednym meczem na tym korcie w nogach.
Zverev: wysoki sufit i pytanie o świeżość
Zverev rozpoczyna turniej od drugiej rundy, bo jako rozstawiony z jedynką miał wolny los. Paryż uhonorował go ceremonią z okazji objęcia pozycji lidera rankingu. Dla samego zawodnika data ma szczególne znaczenie, bo zbiegła się z rocznicą wykrycia u niego cukrzycy w dzieciństwie. To wątek osobisty i emocjonalny, a nie żaden nowy problem zdrowotny.
Tło obecnej dyspozycji wyznacza Szanghaj. Po mocnym meczu z Alexem de Minaurem przyszła płaska porażka z Alejandro Davidovichem Fokiną. Zverev przyznał później coś bardzo konkretnego: już w wygranym pierwszym secie reagował wolniej i widział nadlatujące podanie, ale nie potrafił wbić returnu w kort. Takie słowa mówią o zmęczeniu więcej niż sam wynik.
Potem odpoczywał w domu, nie dotykał rakiety, grał w golfa i odcinał się od rywalizacji. Sam opisywał, że w Chinach był wyczerpany fizycznie i zmęczony psychicznie. Wiedeń nie był więc prostą kontynuacją tamtego zmęczenia. Nie dowiódł jednak, że jesienne znużenie całkiem zniknęło.
Otwarcie w Wiedniu z Martinem Landaluce było bardziej ucieczką niż koncertem. Hiszpan dawał mu się we znaki serwisem i atakiem od pierwszej piłki, a w dłuższych wymianach celował w forhend Niemca. Zverev obronił piłki meczowe śmiałym serwowaniem, w tym odważnym drugim podaniem, i przyznał: „Wiem, że muszę grać lepiej”.
Z Tallonem Griekspoorem było już znacznie czyściej. Holender przyjechał prosto po wygranym turnieju, a Zverev pewnie utrzymywał podanie i pod koniec drugiego seta podkręcił presję w gemach returnowych. Gładkie zwycięstwo nad Arthurem Ferym trzeba natomiast brać z przymrużeniem oka. Rywal od pierwszego gema był fizycznie ograniczony po leczeniu w meczu z Musettim dzień wcześniej.
W półfinale Zverev przegrał z de Minaurem, ale się nie rozsypał. Australijczyk najpierw zneutralizował jego serwis, wygrywał dłuższe wymiany i często odpowiadał na wypady do siatki. Niemiec odpowiedział mocnym drugim setem, a decydujący set rozstrzygnął się w tie-breaku, w którym de Minaur był odważniejszy. Ekspert Sky Paul Häuser wciąż widział u Zvereva zmęczenie, choć zaznaczał, że wolne piłki i kort w Wiedniu to inne warunki niż paryskie.
Motywacji mu nie brakuje. Udział w ATP Finals ma już zapewniony, a o sezonie mówi z apetytem: „Jest jeszcze tak wiele rzeczy, które chcę osiągnąć”. Wśród niedokończonych celów wymienia Puchar Davisa. Nie słychać tu sytości, raczej człowieka, który chce domknąć wyjątkowy rok.
Musetti: wiosna w październiku
Jeszcze kilka tygodni temu Musetti wyglądał jak zawodnik, który zgubił rytm. W Szanghaju przegrał z Zhou Yi. Zmarnował dobrą pozycję w pierwszym tie-breaku, odrobił straty w drugim secie, a decydujący tie-break wymknął mu się niemal od razu. Obecna forma to więc świeży wzrost, a nie ciąg dalszy całego sezonu.
W Lyonie najpierw pokazał charakter, a dopiero potem grę na trofeum. Ćwierćfinał z Lucą Van Asschem skończył się późno w nocy. Następnego dnia Musetti przegrał pierwszego seta z Flaviem Cobollim, obronił piłki meczowe i sam wykorzystał swoją szansę. Te mecze kołysały się w obie strony, a on ani razu nie przestał w nie wierzyć.
Finał z Taylorem Fritzem był już innym obrazkiem. Agresywne returny od początku, celny serwis i spokój w trudnych gemach serwisowych dały mu kontrolę od pierwszej do ostatniej piłki. Sky pisało o występie niemal perfekcyjnym. Musetti przyznał, że przed wyjściem na kort coś go bolało, ale w trakcie gry ból minął, a w głowie czuł niezwykły spokój. Ten tytuł w Lyonie zdjął z niego ciężar wielu przegranych finałów.
Pewność siebie dojechała do Wiednia. Z Francesem Tiafoe wybronił się z opresji przy piłce setowej w pierwszym tie-breaku, przejął jego końcówkę, a w drugim secie przełamał rywala i pewnie podał na mecz. Potem przyszła jednak przestroga. Z Ferym prowadził w decydującym secie z przełamaniem i stracił tę przewagę, choć rywala łapały skurcze.
W Paryżu pokonał Huberta Hurkacza w dwóch tie-breakach. Pierwszy rozegrał z autorytetem. Drugi zrobił się nerwowy: Włoch nie wykorzystał kilku piłek meczowych i musiał bronić piłki setowej. Przy pierwszej szansie słaby drugi serwis pozwolił Hurkaczowi na forhendowy return nie do obrony. Musetti przyznał, że przez moment drżała mu ręka, ale ocenił: „Chyba odzyskałem pewność siebie”.
Podanie poprawił nie dzięki szczęściu, tylko technice. Mówi o dobrym czuciu ruchu, świetnym podrzucie i czystym trafieniu w piłkę. Pomaga też zmiana w sztabie. Do Simone Tartariniego dołączył Gianluca Mager, prywatnie szwagier zawodnika, a Musetti mówi, że wrócił dzięki temu spokój. Ma już także pewne miejsce w składzie Włoch na finał Pucharu Davisa.
Szybki kort, pierwszy return i nerwy w końcówkach
Warunki są tu tematem samym w sobie. Musetti mówi wprost: „Warunki są naprawdę szybkie”. Poczuł to od pierwszego treningu, a po meczu z Hurkaczem opowiadał, że returnowanie było trudne, a długich wymian z głębi kortu było niewiele. Na takim korcie przewaga serwisu rośnie, a każdy gem returnowy jest na wagę złota.
Mecz zacznie się więc od pierwszego returnu i piłki zaraz po nim. Zverev bez trudu kontrolował gemy serwisowe z Griekspoorem, ale de Minaur pokazał, jak można rozbroić jego podanie. Musetti udowodnił w Paryżu, że potrafi tu dobrze serwować. Nie udowodnił jeszcze, że odbieranie mocnego podania przychodzi mu łatwo.
Bilans bezpośrednich spotkań i dawne wyniki mówią tu mniej niż teraźniejszość. Zawodnicy często trenują razem i dobrze znają swoje gry. Musetti mówi o Zverevie z szacunkiem, ale bez lęku. Widzi u niego większą pewność siebie, a mecz z liderem rankingu traktuje jako dodatkową motywację.
Taktycznie warto patrzeć na forhend Niemca. Landaluce celował w tę stronę i czasem odbierał Zverevowi wygodne schematy ataku od pierwszej piłki. Zmiany tempa i kierunku Musettiego mogą wywołać podobną niepewność.
Długie wymiany nie należą dziś automatycznie do Zvereva, bo de Minaur wygrywał je w Wiedniu regularnie. Musetti musiałby jednak dojść do nich z głębokim returnem i dobrą pozycją na korcie. Samo przeciąganie wymiany z defensywy to jeszcze nie powtórka z Australijczyka. Podobnie jest z siatką: liczą się jakość podejścia i równowaga rywala, a nie samo podchodzenie.
Do tego dochodzi różnica w gotowości. Zverev jest wypoczęty po wolnym losie, ale nie zagrał jeszcze meczu na tym szybkim korcie. Musetti zna już tempo kortu centralnego i smak jego nerwowych końcówek, a przed spotkaniem miał dzień przerwy. Świeżość i aklimatyzacja to dwie różne przewagi i trudno dziś orzec, która waży więcej.
Najwięcej mogą powiedzieć końcówki. Zverev potrafi w nich serwować z odwagą, jak przeciwko Landaluce, ale ostatni tie-break w Wiedniu oddał. Musetti wychodzi z opresji coraz lepiej, tylko mecz z Ferym przypomina, że utrzymanie przewagi wciąż nie jest u niego odruchem. Jeśli rozstrzygnie kilka piłek przy stanie 5:5 albo 6:6, uczciwiej przyznać, że wynik to niewiadoma.

Potraktujcie to jak herbatę dla piszącego.











