Herbert kontra Fritz w Lyonie: rozpędzony gospodarz sprawdza serwis faworyta
W drugiej rundzie turnieju na krytych kortach twardych w Lyonie 290. w rankingu Pierre-Hugues Herbert podejmie rozstawionego z dwójką Taylora Fritza. 14. rakieta świata przyjeżdża tu z dziką kartą w ostatniej chwili, żeby ratować szanse na awans do ATP Finals. Na papierze to przepaść, ale na korcie zderzą się rosnąca z każdym dniem pewność gospodarza i dziurawa koncentracja faworyta.
Herbert w Lyonie: od pogoni w kwalifikacjach do dyktowania warunków
Herbert zaczął ten tydzień jak bohater kina akcji, który lubi najpierw oberwać. W kwalifikacjach zarówno Jurij Rodionow, jak i Maxim Mrva zabierali mu pierwszego seta, po czym Francuz wracał do gry i zamykał oba mecze bez dyskusji. To dowód, że na tutejszej nawierzchni potrafi korygować plan w biegu i nie panikuje, gdy ucieka mu otwarcie.
W pierwszej rundzie głównej drabinki przeciwko Sebastiánowi Báezowi zabawa w gonienie wyniku już się skończyła. Herbert przejął inicjatywę od pierwszych piłek, pewnie trzymał podanie i zagrał niezwykle solidny mecz bez jednego momentu zawahania. Zamiast kolejnego thrillera zobaczyliśmy pełną kontrolę w hali.
Nie róbmy z tego jednak opowieści o jesiennej dominacji, bo jeszcze pod koniec września w Mouilleron-le-Captif Francuz odpadł bardzo szybko. Tam jednak wpadł na Saschę Gueymarda Wayenburga, który przyjechał prosto po tytuł w Challengerze. W niedawnym wywiadzie Herbert wspominał wprawdzie o powolnym zbliżaniu się do końca kariery, ale w Lyonie żadnego pożegnania nie urządza.
Fritz i jego problem: potężny serwis to za mało na pełny dystans
Gra Taylora Fritza przypomina ostatnio sportowe auto, które świetnie rusza spod świateł, ale krztusi się na drugim biegu. W Szanghaju przeciwko Stefanosowi Tsitsipasowi Amerykanin na początku dyktował warunki pierwszym podaniem, lecz gdy rywal podniósł poziom w wymianach, Fritz zupełnie stracił sterowność. Tsitsipas podsumował to bezlitośnie: wystarczyło przycisnąć, a drzwi stanęły otworem.
Wcześniej w tym samym turnieju Fritz przeszedł Matteo Arnaldiego, ale fajerwerków tam nie było. Serwis funkcjonował jak należy, jednak z głębi kortu brakowało błysku, a obolały i korzystający z pomocy medycznej przy barku Włoch i tak zdołał odrobić stratę przełamania w drugim secie. Amerykanin przepchnął ten mecz siłą swojego podania, a nie kompletnym tenisem.
Ten schemat ciągnie się za nim od wrześniowego US Open, gdzie wypuścił z rąk wielką przewagę w starciu z Francisco Cerúndolo. Sam Fritz tłumaczył wtedy, że z czasem spadła mu pewność uderzeń z linii końcowej, co w kluczowych punktach wiązało mu ręce. Na domiar złego na początku października w Tokio przeciwko Jaume Munarowi musiał brać przerwę medyczną z powodu urazu lewego uda.
Wolejowe zasadzki czy głębia kortu: co rozstrzygnie starcie w hali?
Głównym pytaniem taktycznym jest to, jak długo Fritz zdoła wygrywać punkty samą kombinacją serwisu i pierwszego uderzenia. Herbert z kolei ma w CV bogatą przeszłość deblową, więc naturalnym ruchem z jego strony byłoby skracanie wymian oraz szukanie akcji serwis-wolej. Jeśli Francuz zacznie regularnie meldować się przy siatce, zmusi rywala do precyzyjnych mijanek w pełnym biegu, a z tym pod presją u Fritza bywało ostatnio krucho.
Równie ciekawie wygląda bilans obciążeń przed czwartkowym wyjściem na kort. Herbert ma w nogach trzy mecze, w tym dwa trzysetowe boje z kwalifikacji, ale w zamian doskonale czuje już specyfikę lyońskiej hali. Fritz dzięki wolnemu losowi w pierwszej rundzie jest znacznie świeższy, lecz wchodzi do gry z marszu i z niedawnym znakiem zapytania przy mięśniu uda.
Jeśli spotkanie przeciągnie się do decydującego seta, obaj znajdą się na grząskim gruncie. U Herberta wyzwaniem będzie regeneracja po maratonie z początku tygodnia, choć w roli gospodarza może liczyć na wsparcie z trybun w trudnych gemach serwisowych. Dla Fritza długa batalia to z kolei test na utrzymanie czystości uderzeń z głębi kortu, gdy samo podanie przestaje załatwiać sprawę.

Nie proszę o brawa. Proszę o jedno polubienie.












