Zizou Bergs kontra Toby Samuel w Brukseli: pogromca Alcaraza na własnym podwórku, ale z pytaniem o łokieć
Turniej European Open w Brukseli serwuje nam na starcie zestawienie, w którym wielki entuzjazm zderza się ze znakami zapytania w gabinecie fizjoterapeuty. Rozstawiony z szóstką Zizou Bergs, 39. rakieta świata, wychodzi na kryte korty twarde przed własną publicznością przeciwko setnemu w rankingu Toby'emu Samuelowi. Mecz zaplanowano na 19 października na godzinę 11:00 czasu moskiewskiego.
Zizou Bergs: pogromca Alcaraza z ręką na pulsie fizjoterapeuty
Bergs przyjeżdża z azjatyckich kortów z bagażem pewności siebie, który ledwo mieści się w luku samolotu. W Szanghaju odprawił Carlosa Alcaraza po koncercie agresywnej gry z głębi kortu, świetnego returnu i potężnego podania na szybkiej nawierzchni. Sam Zizou przyznał, że znakomite czucie piłki towarzyszyło mu już na treningach i w Tokio.
Najlepszą wizytówką jego obecnej głowy była końcówka tamtego starcia. Bergs dał się przełamać, gdy podawał na mecz, ale zamiast rozpamiętywać straconą szansę, w tie-breaku znów postawił na odważny serwis i zamknął sprawę. Po spotkaniu stwierdził wprost, że przestał okazywać nadmierny respekt gwiazdom i wreszcie czuje, że może z nimi wygrywać.
Schody zaczęły się w kolejnej rundzie przeciwko Tommy'emu Paulowi. Po wyrównanym pierwszym secie, w którym Bergs nie wykorzystał swoich okazji, pojawiły się problemy z barkiem i łokciem oraz przerwa medyczna. Zizou zdołał jeszcze podjąć walkę w drugiej partii z dużej straty, ale stan jego ręki po przylocie do Brukseli to dziś największa zagadka.
Toby Samuel: wrzesień jak z bajki, październik z lekką zadyszką
Samuel zameldował się w pierwszej setce rankingu po znakomitym wrześniu, który udowodnił, że ten chłopak ma papiery na duże granie. Podczas US Open rozbił Tomasa Machaca, popisując się nie tylko świetnym pierwszym podaniem, ale też czystą grą z linii końcowej i mocnym bekhendem po rogach. Przez dwa pierwsze sety praktycznie nie psuł piłek, a po chwilowym przestoju na starcie trzeciej partii błyskawicznie odzyskał kontrolę.
Równie ciekawy test zdał w debiucie w Pucharze Davisa, gdzie na początku zjadły go nerwy i oddał pierwszego seta. Potem jednak opanował emocje przy wsparciu sztabu i przejął inicjatywę na korcie. Pokazał tym samym, że słabsze otwarcie nie musi oznaczać dla niego katastrofy w całym spotkaniu.
Problem w tym, że październikowe występy na poziomie Challengerów nie przyniosły już takiej serii zwycięstw. Podopieczny Iana MacDonalda i Tiarnana Brady'ego miał wprawdzie luźniejszy kalendarz niż wracający z Azji rywal i nie zgłaszał żadnych urazów, ale jego aktualna forma meczowa po cichszym miesiącu wymaga weryfikacji.
Kto przejmie pierwszą piłkę po serwisie w hali w Brukseli?
Na papierze czeka nas strzelanina, w której obaj uwielbiają atak od pierwszej piłki i opierają grę na mocnym podaniu. Kluczem nie będzie jednak sama prędkość serwisu, tylko jakość gemów returnowych i to, kto zepchnie rywala do defensywy przy pierwszym neutralnym uderzeniu. Jeśli bark Bergsa ograniczy jego siłę ognia, Samuel ma wystarczająco dokładne uderzenia z głębi kortu, by to bezlitośnie wypunktować.
Nie ma też co w ciemno przenosić warunków z szybkiego Szanghaju na brukselską halę, bo tutejsza nawierzchnia nie musi dawać podającemu aż takiego handicapu. Panowie znają się z tego sezonu z trawy w Eastbourne, gdzie Samuel był o krok od wyrzucenia Bergsa w drodze do finału. Tamten zacięty bój pokazuje, że o jednostronnym spacerku nie ma mowy, choć halowy beton to zupełnie inna bajka niż trawnik.
Dodatkowym smaczkiem jest atmosfera na trybunach, bo turniej w Brukseli to oficjalne pożegnanie Davida Goffina z zawodowym tenisem. Bergs zagra w roli lokalnego bohatera przy ogromnym zainteresowaniu mediów i kibiców. Zobaczymy, czy domowe ściany dodadzą mu skrzydeł po azjatyckiej podróży, czy raczej dołożą kilogramów do rakiety.

Twój kciuk już leci do przycisku. Widzę to.












