Jovic kontra Shnaider w Ningbo: ta, która złapała rytm, i ta, która wychodzi z każdej opresji
Turniej w Ningbo doszedł do ćwierćfinału, a jedna z jego par wygląda jak spotkanie dwóch sąsiadek z rankingu. Rozstawiona z czwórką Iva Jovic jest w nim dwunasta, rozstawiona z szóstką Diana Shnaider trzynasta. Mecz na twardym korcie zaplanowano na 23 października na godzinę 11:00 czasu moskiewskiego. Intryga jest prosta: Jovic gra w tym tygodniu coraz lepiej w trakcie meczów, a Shnaider coraz lepiej wychodzi z kłopotów, w które sama się wpędza.
Iva Jovic, czyli rozkręcanie się na oczach rywalki
W meczu z Jasmine Paolini Jovic nie zaczęła od dominacji. Włoszka szybko wypracowała sobie przewagę przełamania i dopiero wtedy Amerykanka znalazła głębokość i tempo. Z każdą wymianą coraz wyraźniej przejmowała linię końcową. W drugim secie odskoczyła na wyraźne prowadzenie i przetrwała próbę odrobienia strat, nie oddając meczu z rąk.
Pod tym ładnym obrazkiem kryją się jednak rysy. W pierwszym secie serwis był luźny, nie zabrakło podwójnych błędów. Paolini też miała kłopoty z własnym podaniem i coraz gorzej radziła sobie z tempem rywalki. To był więc dowód, że Jovic potrafi złapać ofensywny rytm, ale jeszcze nie dowód, że jej gra jest szczelna pod długotrwałym naciskiem.
Bo poprzednie tygodnie pokazały drugą twarz. W Wuhanie 15 października Maja Chwalińska wytrzymała z nią wymagającego pierwszego seta, a po decydującym późnym przełamaniu błędy Jovic zaczęły się mnożyć. W drugim secie jej gra wyraźnie się posypała. Trzeba jednak oddać sprawiedliwość: Chwalińska mówiła o meczu bardzo wyczerpującym fizycznie, a potem wygrała cały turniej. Przegrać z kimś w takim gazie to nie wstyd.
W Pekinie 7 października Iga Świątek najpierw przytłoczyła Jovic zmianami kierunku i intensywnością. Amerykanka znalazła potem lepszy zasięg, odrobiła wczesne przełamanie w drugim secie i na chwilę przechyliła wymiany na swoją stronę. Świątek szybko jednak przykręciła śrubę. Wniosek jest niewygodny: Jovic umie się poprawić, ale nie zawsze umie to utrzymać, gdy rywalka raz po raz zmienia warunki gry.
Fundament z twardych kortów jest za to solidny. We wrześniu obroniła tytuł w Guadalajarze, a w finale z Peyton Stearns cierpliwie przeczekała fazę zdominowaną przez serwis, wykorzystała późną okazję i zamknęła mecz bekhendem po linii. Sama powiedziała potem, że jest pełniejszą zawodniczką niż rok wcześniej. Pewność siebie ma więc z czego czerpać, choć Pekin i Wuhan przypomniały, że kontrola błędów wciąż bywa jej słabym punktem.
Poza kortem wydaje się w dobrym nastroju. W Wuhanie opowiadała, że zwiedza, cieszy się chińską historią i czuje się tu dobrze rozumiana. W relacjach z Ningbo nie ma mowy o urazach. Trenerem pozostaje Thomas Gutteridge. Do tego jej tutejszy bilans wysiłku jest lżejszy: zaczęła od wolnego losu, a mecz z Paolini skończyła szybciej, niż Shnaider zamknęła swój.
Diana Shnaider i sztuka wychodzenia z opresji
Leworęczna Shnaider dotarła do ćwierćfinału drogą, którą trudno nazwać spacerem. Z Alexandrą Ealą, w pojedynku dwóch leworęcznych, zaczęła świetnie, z czystymi schematami ataku po własnym podaniu. Po pierwszym późnym przełamaniu mecz zmienił charakter i przełamania zaczęły padać seriami. Zamknięcie wymagało długiego, wielokrotnie podważanego gema serwisowego i dopiero siódmej piłki meczowej.
Co ciekawe, Shnaider była z tego występu zadowolona. Przyznała, że to było zdecydowanie lepsze niż poprzedni mecz. Ta uwaga sporo mówi o tym, jak wyglądał jej pojedynek z Julią Putincewą.
A wyglądał chaotycznie. Shnaider wyraźnie przegrywała w pierwszym secie i znowu znalazła się nad przepaścią w drugim. Grała mocno, ale z dużą liczbą niewymuszonych błędów, a najlepszy tenis przychodził dopiero wtedy, gdy sety już niemal jej uciekały. Ratowała piłki setowe, co samo w sobie jest zaletą. Martwi raczej to, jak często musiała to robić.
Lepszy obraz jej możliwości dał Wuhan. Z Karoliną Muchovą przetrwała trudnego pierwszego seta pełnego długich wymian, zmian tempa i wypadów do siatki. Ciężkie, leworęczne uderzenia z głębi kortu wytrzymały różnorodność Czeszki, a w drugim secie Shnaider ograniczyła proste błędy. Uczciwość nakazuje dodać, że Muchova wyglądała na zmęczoną poprzednią rundą.
Ten sam Wuhan przyniósł też lekcję. Z Jeleną Ostapenko Shnaider nie wykorzystała wyraźnej przewagi w pierwszym secie ani dwóch piłek setowych, a po jego przegraniu w drugim stawiała już znacznie mniejszy opór. Ostapenko posłała wtedy 32 winnery. W Pekinie podobnie: dobry początek z Jekatieriną Aleksandrową, a potem odwrót. Forma idzie w górę, ale faluje jak rzeka na wiosnę.
Jest też kwestia głowy i nóg. 15 października Shnaider przyznała, że do Wuhanu przyjechała mentalnie wypompowana, po półfinale debla w Pekinie i krótkim czasie na przestawienie się na nowe korty i piłki. To jednak słowa sprzed tygodnia, nie diagnoza z Ningbo, gdzie o urazach nikt nie wspomina. Stałym punktem jest współpraca z Saschą Bajinem i rozbudowany sztab, w tym trenerzy przygotowania fizycznego i sparingpartnerzy.
Głębokość kontra ciężar piłki: gdzie rozstrzygnie się ten ćwierćfinał
Na papierze to zderzenie inicjatywy Jovic z ciężarem uderzeń Shnaider. Amerykanka w Ningbo najbardziej imponowała tym, że narzucała tempo i zmuszała Paolini do obrony. Shnaider z Muchovą pokazała, że jej leworęczny forhend i bekhend nie gną się pod zmianami rytmu. Kluczowe pytanie brzmi, czy Jovic utrzyma głębokość przy przyspieszaniu, zamiast powtórzyć serię błędów z meczu z Chwalińską.
Żadna z nich nie może w tym tygodniu traktować serwisu jak twierdzy. Jovic myliła się przy podaniu w pierwszym secie z Paolini, a Shnaider straciła spokój serwisowy w środku meczu z Ealą. Dlatego ważniejsze od asów może być to, kto po returnie szybciej wróci do neutralnej pozycji i przejmie wymianę.
Jovic ma w zanadrzu bekhend po linii, który w Guadalajarze był pełnoprawną bronią. Przeciw leworęcznej rywalce zmiana geometrii wymiany może być cenniejsza niż wierne trzymanie się tej samej przekątnej. Shnaider z kolei wychodzi z meczu z inną leworęczną, sama mówiła o dostosowaniu się do innej rotacji i rozkładu podania. Z Jovic czeka ją zupełnie inna układanka.
Bilans bezpośrednich spotkań to jeden mecz, w Dubaju w tym sezonie. Shnaider przejęła wtedy kontrolę w drugim secie, ale Jovic odpowiedziała zdecydowanie w decydującym secie. Amerykanka ma więc w pamięci, że potrafiła odbudować ten pojedynek po słabszym fragmencie. Tak duże wahania przewagi przestrzegają jednak przed tezą, że któraś rozgryzła drugą.
Zapowiedź WTA podkreśla, że Jovic dobrze radzi sobie w ćwierćfinałach w tym sezonie, a Shnaider czuje się w Ningbo jak u siebie. W tle majaczy wątek rezerwowych do WTA Finals, gdzie wymienia się oba nazwiska, ale żadna oficjalna nominacja nie jest potwierdzona i ten mecz niczego tu nie przesądza.
Przyznaję, że trudno mi wskazać tu wyraźny kierunek. Rozstrzygną trzy rzeczy: czy Jovic utrzyma kontrolowaną agresję, czy Shnaider zagra swój lepszy tenis bez kolejnych akcji ratunkowych i czy różnica w obciążeniu z ostatnich dni da o sobie znać w ruchu, wyborze zagrań albo pewności podania. Obie grały 22 października, a teraz mają przed sobą jeden wspólny poranek.

Napisane po cichu, oceńcie po cichu.










