Guo i Aleksandrowa w Ningbo: nowa wiara kontra wracająca finalistka
Turniej WTA w Ningbo zaczyna się od meczu, który na papierze wygląda prosto, a w rzeczywistości kryje dwie bardzo różne historie. Hanyu Guo, 189. na świecie i grająca dzięki dzikiej karcie, gra u siebie po najlepszym tygodniu w singlu od dawna. Po drugiej stronie siatki stanie Jekaterina Aleksandrowa, 33. w rankingu i finalistka ubiegłorocznej edycji. Mecz pierwszej rundy na korcie twardym rozpocznie się 20 października o 5:00 czasu moskiewskiego. Stawka jest prosta: czy wiara, którą Guo odnalazła w Wuhanie, wytrzyma zderzenie z tenisistką, która potrafi grać szybko i boleśnie?
Guo i tydzień, w którym wszystko zaczęło się wydawać możliwe
W Wuhanie Guo przez długie fragmenty wcale nie grała pięknie. Sorana Cirstea zdominowała początek ich meczu i zabrała pierwszego seta. Guo przetrwała jednak kolejne meczbole w tie-breaku drugiej partii i odwróciła losy spotkania, które wydawało się już przegrane.
Z Katie Volynets było podobnie, tylko nerwowo w inny sposób. Guo wygrała pierwszego seta, drugiego oddała, a w decydującym podawała na mecz i nie zdołała go zamknąć. Volynets wyszła na prowadzenie i Guo musiała się podnosić jeszcze raz, by ostatecznie wygrać w tie-breaku. Taką wygraną trudno nazwać czystą, ale charakteru w niej było bardzo dużo.
Sama zawodniczka opisała to zdaniem, które dobrze oddaje jej obecny nastrój: „Kiedy wygrywasz, czujesz, że wszystko może się zdarzyć”. Dodała, że mecz z Cirsteą przywrócił jej rytm na korcie. To pewność siebie potwierdzona słowami, a nie tylko dopisana do wyników.
Elina Switolina zakończyła ten marsz bez dawania szansy na kolejną ucieczkę znad przepaści. To zdrowa przeciwwaga dla entuzjazmu. Guo zyskała wiarę i odporność, ale nie panuje jeszcze regularnie nad meczami z mocnymi rywalkami. Wahania formy i kłopoty z utrzymaniem przewagi wciąż się zdarzają.
Jest też coś, czego nie widać w protokołach. Guo wyznała w Wuhanie, że jej ojciec jest ciężko chory i przebywa na oddziale intensywnej terapii. Przyznała, że od czasu sukcesu w deblu na Wimbledonie ten okres był dla niej bardzo trudny. „Nie potrafię po prostu cieszyć się chwilą na korcie i grą” – powiedziała. Jej odrodzenie nie przegoniło więc chmur, tylko nauczyło ją grać pod nimi.
W meczu z Cirsteą bała się kolejnej bolesnej porażki po zaciętej walce. Postanowiła więc myśleć wyłącznie o następnej piłce i skupić się na tym, co zależy od niej: na wysiłku, a nie na wyniku. Fizycznie nie zgłasza żadnych urazów. Ma jednak za sobą serię długich singlowych batalii, do tego grała w deblu, a w Ningbo również wystąpi w grze podwójnej z Kristiną Mladenović. Czy zostało w nogach zmęczenie, tego nie wiadomo.
Aleksandrowa, czyli dobry serwis i dobre uderzenia
Pekin pokazał Aleksandrową z najlepszej strony. Z Dianą Sznajder odrobiła stratę seta i przełamania, co dowodzi, że nie potrzebuje szybkiego prowadzenia, by mecz poszedł po jej myśli. Potem przyszła wygrana z Lindą Noskovą, aktualną mistrzynią Wimbledonu. WTA nazwała ten występ dominującym, bo serwis i atak od pierwszej piłki działały wtedy jak jeden mechanizm.
Sama Rosjanka podsumowała to z rozbrajającą oszczędnością słów: „Dobry serwis, dobre uderzenia”. Cieszyła się też, że obyło się bez długiej męczarni. To był tenis, który wygrywa siłą własnej gry, a nie na doświadczeniu czy błędach rywalki.
Porażki z Mirrą Andriejewą nie należy brać za załamanie formy. Aleksandrowa odrabiała duże straty w drugim secie i naciskała do końca, gdy rywalka próbowała zamknąć mecz. „Zagrała dziś niewiarygodnie” – przyznała Andriejewa. WTA zauważyła jednak, że przewaga zwyciężczyni była wyraźniejsza, niż sugerowała zacięta końcówka.
Wuhan przyniósł zgrzyt. Z Leylah Fernandez Aleksandrowa przegrała pierwszego seta, wyrównała, ale w decydującym secie nie utrzymała poziomu. Fernandez jest w dobrej formie podczas azjatyckiego tournée, więc nie była to wpadka bez przyczyny. Mimo to pozostaje pytanie, czy Aleksandrowa potrafi utrzymać swój najwyższy poziom gry do końca trudnego meczu.
Ciekawy jest jej stosunek do warunków gry. W Pekinie powiedziała, że piłki Yonex Tour Platinum lepiej pasują do jej gry. Dodała, że ciągłość w doborze piłek pomaga, bo jednoczesna zmiana kortu, warunków i piłki potrafi wytrącić z rytmu. Czy w Ningbo będzie tak samo, nie wiadomo. Wiadomo za to, że korty tego turnieju zna dobrze, skoro rok temu doszła tu do finału.
Nie ma też informacji o urazach Aleksandrowej. Jej singlowy Wuhan skończył się wcześniej niż u Guo, więc miała dłuższą przerwę. Nie oznacza to jednak automatycznie większej świeżości, bo nie wiadomo, jak wyglądały jej treningi i regeneracja. Z jej słów wynika natomiast, że stara się nie rozpamiętywać przeszłych spotkań, bo to tylko dokłada napięcia.
Pierwsze uderzenie Rosjanki kontra upór gospodyni
Najważniejszy punkt kontrolny tego meczu to związek serwisu Aleksandrowej z jej pierwszym atakiem. Jeśli podanie będzie jej dawało wygodną piłkę na drugie uderzenie, jak w meczu z Noskovą, Guo może mieć mało czasu na złapanie oddechu. Jeśli Rosjanka będzie musiała budować akcje z neutralnych pozycji, mecz zrobi się dłuższy i bardziej kręty.
Atutem Guo jest dziś umiejętność resetu po trudnym momencie. Słabszy początek czy zmarnowana szansa na zamknięcie meczu nie muszą jej wytrącać z gry. Z tego wynika prosta wskazówka: utrzymywać wyrównany wynik w gemach returnowych, by mecz miał okazję się odwrócić. Nie znaczy to jednak, że powinna grać pasywnie ani że długie wymiany automatycznie jej sprzyjają.
Obie zawodniczki niedawno pokazały, że potrafią walczyć pod presją wyniku. Guo podniosła się po nieudanym podaniu na mecz, a Aleksandrowa naciskała do ostatnich piłek z Andriejewą. Żadnej nie wypada więc przyklejać łatek „słaba psychicznie” czy „zawsze pewna w końcówkach”. Ciekawsze będzie to, czy po zmarnowanej szansie którakolwiek zacznie uderzać ostrożniej.
Zostają więc forma, charakter i stan nóg.
Czynnik domowy to osobna niewiadoma. Wsparcie publiczności po głośnym występie w Wuhanie może Guo dodać skrzydeł, ale może też dołożyć ciężaru oczekiwań. Sama przyznała, że w zaciętych meczach przychodzi strach. Trudno przewidzieć, czy trybuny ją od niego uwolnią, czy go wzmocnią.
Na papierze faworytką jest Aleksandrowa, a różnica w rankingu jest ogromna. Mecz rozstrzygnie się jednak zapewne w dwóch kwestiach. Pierwsza: czy Rosjanka od pierwszych gemów zbuduje rytm serwis plus atak. Druga: czy Guo, niosąca w sobie więcej, niż widać z trybun, znów znajdzie w sobie spokój na następną piłkę. Jeśli pierwsze zadziała, będzie krótko. Jeśli drugie, Ningbo może zobaczyć kolejny długi poranek.

Że doczytaliście — już dużo. Kciuk to premia.











