Geerlings kontra Curmi na Majorce: siła forhendu przeciw sztuce odrabiania strat
Turniej WTA 125 na Majorce dotarł do półfinałów, a na mączce spotkają się dwie zawodniczki, które przyjechały tu z zupełnie różnymi historiami. Ariana Geerlings, 572. w rankingu WTA, gra z dziką kartą i zamienia tę szansę w najpoważniejszy występ tego tygodnia. Francesca Curmi, notowana na 233. miejscu, przeszła drabinkę jak wspinaczkę po mokrych skałach: często się ześlizgiwała, ale za każdym razem wracała na szlak. Mecz zaplanowano na 17 października, początek o 11:00 czasu moskiewskiego. Stawką jest finał.
Geerlings i rewanż, który przyszedł szybciej, niż się spodziewała
Najciekawszy rozdział tygodnia Geerlings napisała już w pierwszych dniach. Pokonała Lucíę Cortez Llorcę, a organizatorzy opisali jej grę jako „bardzo solidną”. To słowo ma tu wagę, bo nie chodzi o szczęśliwe przetrwanie, tylko o spokój i przewidywalność.
Kontekst nadaje temu zwycięstwu głębszy sens. We wrześniowym finale w Reus te same zawodniczki stoczyły zaciętą bitwę z głębi kortu, w której obie mocno biły z forhendu. Geerlings odrobiła wtedy wyraźną stratę w pierwszym secie i dobrze rozegrała tie-break. W drugiej partii nie zdołała jednak potwierdzić przewagi, straciła rytm i w decydującej fazie zgasła.
Czy odwrócenie tamtej historii dodało jej pewności siebie? Wiele na to wskazuje, ale trzeba uczciwie przyznać, że sama zawodniczka nic na ten temat nie powiedziała. Pewne jest tylko to, że na Majorce zagrała z tą samą rywalką zupełnie inaczej niż w Reus.
Tuż przed Majorką, w sewilskim Copa Nadia, widać było obie strony jej tenisa. Z Laurą Boehner pierwszy set był wyrównany, a w tie-breaku Geerlings wyraźnie podniosła poziom. Kiedy Boehner szybko odskoczyła w drugiej partii, odpowiedziała od razu i przejęła kontrolę. Nie potrzebuje długiej rozgrzewki, żeby odwrócić bieg spotkania.
Mecz z Aurorą Zantedeschi był bardziej pouczający. Geerlings miała trudny początek, potem zmieniła plan, zagrała odważniej z linii końcowej i środkowa faza należała do niej. Relacje wprost wskazały jednak, że utrzymanie tego poziomu kosztowało ją fizycznie, a końcówka należała do Zantedeschi. To ślad zmęczenia w długim meczu, nie żaden uraz.
Ćwierćfinał z Grabher to jej ostatni sprawdzian. Wygrała i idzie dalej.
Curmi, czyli tenisistka, która nie wierzy w złe początki
Najwyraźniejsza cecha Curmi w tym tygodniu to umiejętność wracania do gry, gdy mecz zaczyna uciekać. Z Marią Bassols Riberą to rywalka miała inicjatywę na starcie, a Curmi zareagowała i odwróciła losy spotkania. Dla przeciwniczek to sygnał, że wygodne prowadzenie niczego jeszcze nie przesądza.
Trudniej powiedzieć, jak dokładnie to zrobiła. Relacje nie wyjaśniają, czy pomogła zmiana ustawienia przy returnie, cierpliwość w wymianach, większa agresja, czy po prostu słabnięcie rywalki. Wiemy, że Curmi wraca. Nie wiemy, jakim narzędziem.
Jej droga przez turniej to raczej seria długich, mozolnych meczów niż spokojny marsz. Takie mecze budują odporność, ale też zostawiają ślad w nogach. Nie ma jednak żadnych doniesień, że Curmi jest wyczerpana, a pokonywanie trudności nie oznacza jeszcze, że jej tenis jest dominujący.
Ćwierćfinał z Yanevą zakończył się awansem. Trudno więc dopisywać do tego zwycięstwa historię o nagłym przełomie. Curmi wychodzi na półfinał z opinią wojowniczki, a nie zawodniczki w życiowej formie.
Która pierwsza zgubi oddech: inicjatywa Geerlings kontra cierpliwość Curmi
Najmocniej opisanym atutem w tym zestawieniu jest gra Geerlings z głębi kortu. Ma mocny forhend i potrafi przyspieszyć, gdy pierwszy plan nie działa. Pytanie brzmi, czy utrzyma tę inicjatywę przez cały mecz, bez spadku, który w Reus i Sewilli pojawiał się w dłuższych spotkaniach.
Po drugiej stronie stoi zawodniczka, dla której słaby początek jest raczej punktem wyjścia niż wyrokiem. Jeśli Geerlings wyjdzie na prowadzenie, prawdziwy test zacznie się chwilę później, gdy Curmi spróbuje odwrócić bieg meczu. Nie ma natomiast dowodów, że Curmi gra typowo defensywnie ani że ma sposób na forhend Geerlings.
Nie ma też podstaw do rozstrzygania pojedynku serwisu z returnem. Nie wiadomo, kto będzie dominował w pierwszych uderzeniach ani która zawodniczka ma słabszy drugi serwis. Na temat bezpośrednich spotkań nie ma informacji, które dawałyby którejkolwiek z nich przewagę psychologiczną.
Ważny jest kalendarz. Półfinał rozegrany zostanie dzień po ćwierćfinałach, bez pełnego dnia odpoczynku, więc regeneracja może znaczyć więcej niż ogólna opinia o kondycji. Dotyczy to obu zawodniczek: Geerlings w Sewilli płaciła fizycznie za długie mecze, a Curmi ma za sobą tydzień pełen przeciągniętych spotkań. Żadna nie zgłasza urazu.
Nad Majorką zbierają się chmury, i to dosłownie. Organizatorzy przesunęli niedzielny finał na wcześniejszą godzinę z powodu prognozowanego deszczu. O warunkach w samym półfinale nic jednak nie wiadomo, więc nie zakładajmy z góry ciężkiej, wilgotnej mączki ani wiatru.
Możliwe, że Geerlings poczuje wsparcie trybun, ale brak doniesień o szczególnie głośnej publiczności czy presji z tym związanej. Kluczowe pytania są dwa: jak długo Geerlings utrzyma swój atak z głębi kortu i czy Curmi zdąży wrócić, zanim mecz się wymknie. Jeśli ten półfinał rozstrzygnie się w drugiej godzinie gry, przewagę może mieć ta, której nogi lepiej zniosły piątek.

Dziękuję za doczytanie do końca. To rzadkość.











