Burel kontra Romero Gormaz: odzyskany rytm przeciw leworęcznej cierpliwości w finale Lizbony
W niedzielę o 13:00 czasu moskiewskiego Lisboa Belem Open wyłoni zwyciężczynię, i to wyjątkową. Turniej awansował w tym sezonie do kategorii WTA 125, więc finał da mu pierwszą mistrzynię na nowym poziomie. Naprzeciw siebie staną Clara Burel, 214. w rankingu WTA, oraz rozstawiona z szóstką Leyre Romero Gormaz, 139. na świecie.
Ranking wskazuje jedną faworytkę, ostatnie tygodnie raczej drugą. W tym rozdźwięku kryje się cała intryga tego finału.
Clara Burel i rytm, który wrócił na swoje miejsce
We wrześniu „L'Équipe” pisało, że Burel jest „w dobrym rytmie”. Nie chodziło o jeden udany tydzień, tylko o coraz dłuższe serie meczów i wyraźny trend w górę. Lizbona jest więc kolejnym rozdziałem tej odbudowy, a nie przypadkowym wyskokiem.
Najwięcej mówi o niej finał w Walencji. Alicia Herrero Liñana zaczęła mocno i miała za sobą trybuny, ale Burel po przegranym pierwszym secie odwróciła mecz zdecydowanym drugim setem. W decydującym secie nie oddała już kontroli i sięgnęła po pierwszy tytuł od czasu kontuzji kolana.
Z tamtego finału zostaje coś cenniejszego niż sam puchar. Burel po złym początku nie tylko się podniosła, ale też utrzymała poprawę i nie pozwoliła na kolejny zwrot. Relacje nie wskazują jednak konkretnej zmiany technicznej, która to umożliwiła.
Do Lizbony, jak zauważył TennisActu, przyjechała pewna siebie. Mathilde Lollia miała za sobą niespodziankę z Darją Semeņistają i najlepszy okres na tym poziomie, a Burel nie pozwoliła, by ten rozpęd stał się zagrożeniem. Pokonanie rywalki w dobrym nastroju to inna sztuka niż dobicie kogoś, kto i tak się sypie.
Potem przyszły zwycięstwa nad Guiomar Maristany i Jessicą Bouzas Maneiro oraz komentarz, że Burel „chyba odzyskuje dobre czucie”. To jej drugi finał w ciągu miesiąca. Trzeba jednak uczciwie dodać, że Bouzas Maneiro doszła do półfinału po wyczerpujących bojach z Irene Burillo i Poloną Hercog.
W lizbońskich relacjach nie ma ani słowa o urazach. To nie zaświadczenie lekarskie, ale też żaden sygnał alarmowy. Francuska prasa łączy jej jesienne wyniki z dyskusją o dzikiej karcie FFT do Australian Open, ale to wątek redakcyjny, a nie żadna obietnica. Trenerem Burel jest według WTA Victor Prezelin.
Leyre Romero Gormaz, czyli tydzień, który się rozpogodził
Przed Lizboną jej występy miały niezbyt przyjemny refren. W Walencji z Martiną Trevisan i w Tolentino z Jessicą Pieri zaczynała obiecująco, a mimo to schodziła z kortu pokonana. Czy winne było ciało, taktyka czy głowa, tego relacje nie mówią, więc lepiej nie zgadywać.
Lizbona też zaczęła się pod chmurą. Z Alice Ramé przegrała pierwszego seta, a decydującego rozstrzygnęła dopiero w ciasnej końcówce. Pokazała, że potrafi się pozbierać. Jeden mecz nie wystarcza jednak, by budować teorię o wolnych startach czy szczególnym talencie do trzecich setów.
Potem niebo się przetarło. Mecze z Ralucą Șerban, Fioną Ferro i Dalmą Gálfi układały się wyraźnie spokojniej, a półfinał opisywano jako zadanie, z którym poradziła sobie dość pewnie. Nie wiadomo, czy to zasługa serwisu, ustawienia przy returnie, cierpliwości w wymianach, czy po prostu błędów rywalek.
Ferro to zresztą więcej niż nazwisko w drabince. To ona pokonała Burel w finale w Saint-Palais-sur-Mer, więc zwycięstwo Romero Gormaz nad nią jest ciekawym punktem odniesienia. Porównania przez trzecią zawodniczkę lubią jednak zwodzić: inne warunki, inny dzień, inny mecz.
Romero Gormaz ma już w tym sezonie tytuł na tym poziomie, więc smak wygrywania zna. W niedzielę chodzi o umocnienie tego przełomu kolejnym mocnym tygodniem na mączce. Jej trenerem jest José Luis Aparisi, a o urazach relacje nie wspominają. Jak sama podchodzi do finału, tego nie wiemy.
Leworęczny kąt i pytanie o krótką piłkę
Najpewniejszy element tej układanki to ręka, którą grają. Romero Gormaz jest leworęczna, Burel praworęczna. Serwis z lewej strony kortu, przy stanie przewagi, może wyciągać Burel daleko za boczną linię. Wtedy wiele zależy od głębokości jej returnu i od tego, jak szybko wróci na środek.
Drugi wątek to wymiany po przekątnej: bekhend Burel przeciw forhendowi Romero Gormaz. Rozstrzygnie się tam, która pierwsza wymusi krótką piłkę, nie oddając przy tym pozycji. Czy któraś strona jest dziś słabym ogniwem, tego dostępne materiały nie przesądzają.
Nic nie wiadomo też o tym, by trybuny miały wyraźnie sprzyjać którejkolwiek z finalistek. Ten mecz trzeba więc czytać z bieżącej formy, a nie z historii.
Zmęczenie nie powinno zaważyć. Obie grały do końca tygodnia, a najtrudniejszy mecz Romero Gormaz rozegrała na samym początku turnieju i miała potem przerwę. Jej półfinał nie był maratonem, więc nie ma podstaw, by mówić o wyraźnej przewadze świeżości którejkolwiek z nich.
Kluczowe pytania są dwa. Czy Burel znów potrafi zamienić odzyskany rytm w kontrolę nad meczem? I czy Romero Gormaz, prowadząc, zdoła utrzymać przewagę, której zabrakło jej z Trevisan i Pieri? Trudno o pewność w którejkolwiek z tych spraw. Właśnie dlatego ten finał zapowiada się tak dobrze.

Napisane po cichu, oceńcie po cichu.












