Eala i Valentova w Hongkongu: forma odbudowana kontra serwis w budowie
Turniej w Hongkongu na korcie twardym zamyka sezon dla wielu zawodniczek, które przez ostatnie tygodnie krążyły po Azji. W drugiej rundzie spotkają się Alexandra Eala, rozstawiona z numerem 2 i siedemnasta w rankingu WTA, oraz Tereza Valentova, obecnie 85. na świecie. Stawką jest ćwierćfinał. Ranking nie mówi jednak wszystkiego, bo panie już się znają, a ich mecz w Dosze w tym sezonie zapisał się w pamięci Eali jako niewygodny.
Intryga ma dwie warstwy. Eala przyjeżdża po Tokio, gdzie grała tenis na naprawdę wysokim poziomie, i chce tę formę przenieść do miasta, w którym trybuny wyraźnie są po jej stronie. Valentova jest w innym miejscu swojej historii: wraca po przerwie i dopiero sprawdza, ile z dawnej pewności zostało w jej grze.
Valentova: powrót, w którym najwięcej pracy wymaga podanie
Czeska agencja ČTK opisywała przerwę Valentovej jako długą i związaną z biodrem. Dlatego jej obecną formę trzeba traktować jak powrót w toku, a nie jak kontynuację poziomu sprzed kilku miesięcy. Nie wiadomo, czy biodro wciąż jej dokucza. Doniesienia z Hongkongu nie mówią o żadnym nowym urazie, ale nie potwierdzają też pełnego wyleczenia.
Pierwszy mecz po powrocie, w Osace z Zhang Shuai, pokazał jej charakter. Dobrze otworzyła spotkanie, w drugim secie wszystko się odwróciło, a w decydującej partii znów zaczęła naciskać na returnie. Umiała się pozbierać, choć przez cały mecz nie panowała nad przebiegiem wydarzeń.
Kolejna runda w Osace, z Lilli Tagger, odsłoniła słabość, która ciągnie się za nią do dziś. Podwójne błędy serwisowe oddawały rywalce sporo punktów, a w gemach returnowych Valentova rzadko znajdowała szczeliny. Problemem nie była sama porażka, tylko to, że serwis nie dawał oparcia reszcie jej gry.
Tokio dało jej przede wszystkim mecze. Przeszła kwalifikacje, po drodze znów trafiając na Zhang, a w turnieju głównym przegrała z Mią Pohankovą. Słowacka prasa pisała, że Pohankova świetnie serwowała i na początku prawie się nie myliła. Valentova długo nie mogła tego zaburzyć, w drugim secie podniosła poziom, ale końcówkę przegrała po serii straconych gemów.
W Hongkongu pokonała Himeno Sakatsume w meczu poszarpanym jak pogoda przed burzą. Na początku drugiego seta przełamania szły jedno za drugim. Dopiero utrzymanie podania mniej więcej w połowie partii przerwało tę huśtawkę, a decydujące przełamanie Valentova zdobyła na samym końcu. To było zwycięstwo wywalczone, a nie wypracowane czystym serwisem.
Jej plusy to presja na returnie, umiejętność podniesienia się po złym fragmencie i coraz więcej rozegranych meczów. Minusem pozostaje podanie, które wciąż nie jest stabilnym fundamentem. Widać upór, ale nie wiadomo jeszcze, czy w ślad za nim przyjdzie pewność siebie.
Eala: od marnowanych szans do cierpliwego odrabiania strat
Początek azjatyckiej jesieni Eala zapewne wolałaby wymazać z pamięci. W Singapurze przeciwko Tatianie Prozorowej zaczęła od nadmiaru prostych błędów. Potem odzyskała agresję na returnie i miała mecz w swoich rękach, ale Prozorowa wyszła z opresji i zaczęła śmiało atakować. Pod koniec zawiódł serwis Eali i posypały się podwójne błędy.
Przełom przyszedł w Ningbo. Z Diane Parry Eala zaczęła od wymiany przełamań, a potem przejęła kontrolę i grała dużo czyściej. Tym zwycięstwem przerwała serię porażek, a w sezonie było to jej 34. zwycięstwo. „Jestem bardzo zadowolona ze swojego występu” – mówiła po meczu, i było słychać, że chodzi jej o jakość gry, a nie tylko o wynik.
W Tokio przeciwko Mice Stojsavljević pokazała dojrzałość. WTA pisała o kontrolowanym występie mimo dużej siły uderzeń rywalki. Eala nie czekała biernie na błędy przeciwniczki, tylko spokojnie prowadziła mecz.
Najwięcej o jej obecnym stanie mówi mecz z Talią Gibson. Australijka na początku ją zdominowała. Zmiana zaczęła się jeszcze w pierwszym secie, gdy Gibson nie wykorzystała pierwszej okazji, by podać na seta. Eala tę partię przegrała, ale potem returnowała coraz lepiej i odwróciła mecz serią znakomitych returnów. „Pierwszy set był trudny, ale miałam swoje szanse” – tłumaczyła.
Ćwierćfinał z Dianą Shnaider przegrała, ale grała świetnie. Wygrała pierwszego seta, a końcówkę drugiego oddała, gdy nie wykorzystała długiej szansy przy podaniu rywalki. W tie-breaku kosztował ją podwójny błąd. W decydującym secie Shnaider grała bardzo precyzyjnie, choć Eala do końca stwarzała zagrożenie. „Ten mecz zasługiwał na to, by być finałem” – przyznała zwyciężczyni.
Eala po porażce nie spuściła głowy. „Jestem z siebie dumna, mimo że przegrałam” – powiedziała. Dodała, że następnym razem chce lepiej rozegrać kluczowe momenty. O Hongkongu mówiła jak o turnieju, na który się cieszy, a nie jak o obowiązku do odhaczenia na koniec sezonu.
Otwarcie w Hongkongu z Emerson Jones wyglądało prosto tylko w wyniku. W obu setach Eala szybko wypracowała wyraźną przewagę, a Jones za każdym razem częściowo ją odrabiała. W pierwszym secie Australijka była blisko wyrównania. Eala wygrała ostatnie punkty, w czym pomogły też błędy rywalki. Zachowała zimną krew, ale utrzymanie prowadzenia wciąż sprawia jej kłopot.
Pozostaje jeszcze zdrowie i zmęczenie. W meczu z Shnaider Eala brała przerwę medyczną, podczas której sprawdzano jej prawą kostkę, po czym grała dalej. W Hongkongu zapytano ją o oklejone kolano. Odpowiedziała, że czuje się dobrze: „Jestem zdrowa, jestem szczęśliwa”.
Sezon był gęsty, w kalendarzu znalazły się nawet Igrzyska Azjatyckie. Eala nie zgadza się jednak z tezą, że zmęczenie odbiera jej siły. Mówi, że taki napięty program to też błogosławieństwo, i podkreśla, że wciąż ma motywację. Jej trener Joan Bosch chwali uderzenia z głębi kortu i return, dodając: „Serwis też się poprawia. Mentalność jest dobra. Fizycznie też idzie do przodu”.
Return Eali kontra niepewne podanie Valentovej
Kluczowe starcie łatwo wskazać. Return był główną bronią Eali w odwróceniu meczu z Gibson, a podanie Valentovej w Osace i w Hongkongu wciąż było placem budowy. Jeśli Eala zacznie atakować od pierwszej piłki w gemach returnowych, Valentovej trudno będzie spokojnie utrzymywać podanie.
Działa to także w drugą stronę. Valentova w swoich powrotach miała dobre fragmenty na returnie, a serwis Eali w tym azjatyckim tournée potrafił zawieść w najgorszym momencie, czego dowodem są Singapur i tie-break z Shnaider. Valentova musi zmuszać rywalkę do grania kolejnych dobrych piłek i nie może uznać wczesnej straty za koniec meczu.
Sama siła uderzenia niewiele tu rozstrzygnie. Eala pokazała, że umie przetrzymać mocny początek rywalki i z czasem przejąć inicjatywę. Ważniejsze będzie, czy Valentova utrzyma dokładną presję przez dłuższy czas. Mecz z Pohankovą pokazał, jak trudno jej z rywalką, która gra agresywnie i prawie się nie myli.
Bilans bezpośrednich spotkań to tylko Doha w tym sezonie. W tym przypadku ważniejsza od liczb jest psychologia: Eala zna tę rywalkę i pamięta, że było jej z nią niewygodnie. Wypowiada się o niej z szacunkiem, ale bez obaw: „To dla mnie dobre wyzwanie”. Mówi, że trzeba się dobrze przygotować i walczyć na korcie do końca.
Żadnego prowadzenia nie należy uznawać za bezpieczne. Eala w obu setach pozwoliła Jones wrócić do gry, a mecz Valentovej z Sakatsume był ciągiem przełamań. Można się więc spodziewać okresów chwiejnej przewagi. Nic jednak nie wskazuje, by ten mecz musiał rozstrzygać się w tie-breakach.
Jeśli dojdzie do trzech setów, trudno przesądzać o kondycji. Eala wytrzymała długi, wymagający mecz z Shnaider na wysokim poziomie, a Valentova potrafiła się podnieść po złym środkowym secie. Obie mają jednak swoje obciążenia: jedna wraca po przerwie, druga dźwiga długi sezon.
Do tego dochodzą trybuny. Eala dziękowała po pierwszym meczu za widoczne wsparcie, a w Hongkongu chętnie kończy sezon. Doping doda jej energii, choć może też zwiększyć presję. Bosch tonuje oczekiwania kibiców słowami, że ich wsparcie „nie oznacza, że trzeba wygrywać co tydzień”. Zarówno dla Eali, jak i dla Valentovej ten mecz to przede wszystkim sprawdzian, na jakim etapie są w tym momencie sezonu.

Wynik ustali kort. Nastrój ustawicie wy.











