Kto pierwszy złapie rytm w Hongkongu? Sakatsume kontra Valentova na otwarcie turnieju
Organizatorzy turnieju WTA w Hongkongu zafundowali nam mały zwrot akcji jeszcze przed pierwszą piłką. W oficjalnej drabince na twardych kortach 87. w rankingu Tereza Valentova dostała nową rywalkę, którą okazała się 114. rakieta świata, kwalifikantka Himeno Sakatsume.
Intryga pierwszej rundy kręci się wokół jednego pytania: która z pań szybciej opanuje nerwy na starcie? Sakatsume potrafi przespać początek meczu, podczas gdy Valentova dopiero szuka stabilności po problemach zdrowotnych.
Sakatsume: maraton w nogach i budzik nastawiony za późno
Sakatsume ma już w nogach tutejsze kwalifikacje, gdzie pokonała Cody Wong i odwróciła losy meczu z Eleną Pridankiną po przegranym pierwszym secie. Wcześniej w Samsun również potrafiła zdominować Simonę Waltert w decydującej partii, co pokazuje, że rozkręca się z gema na gem.
Problem pojawia się, gdy po drugiej stronie siatki staje ktoś z cięższą ręką. W Tokio przeciwko Leylah Fernandez Sakatsume biegała za każdą piłką i przeciągała wymiany, ale przebudziła się za późno i zabrakło jej argumentów na returnie w kluczowych momentach.
Jeszcze boleśniej wyglądało to w Osace w starciu z Katie Boulter, gdzie po niewykorzystanych szansach posypało się jej własne podanie. Nawet deszcz i dokończenie meczu następnego dnia nie pomogły, bo Sakatsume tylko reagowała na wydarzenia, zamiast dyktować warunki i zmieniać tempo wymian.
Po turnieju w Tokio sama przyznała, że musi zmienić przygotowanie do pierwszych gemów. Po tegorocznym przełomie i pierwszym zwycięstwie w głównej drabince turnieju wielkoszlemowego nie interesują jej już ładne porażki, a wolny dzień po kwalifikacjach w Hongkongu dał jej czas na spokojny oddech.
Valentova: powrót po kontuzji i serwisowa ruletka
Valentova buduje formę po przerwie spowodowanej urazem biodra, który wykluczył ją między innymi z US Open. Jej jesienny powrót to klasyczna sinusoida, gdzie dobre momenty przeplatają się z nagłymi zapaściami.
W Osace potrafiła stracić kontrolę nad meczem z Shuai Zhang, by ostatecznie zamknąć spotkanie agresywnym returnem w decydującym secie. Dzień później zatrzymała ją jednak Lilli Tagger, która przy silnym wietrze świetnie serwowała w ważnych punktach, podczas gdy Valentovą pogrążyły błędy własnego podania.
W Tokio przeszła przez kwalifikacje kosztem Liang En-shuo oraz ponownie Zhang, ale w głównej drabince zderzyła się ze ścianą o nazwisku Mia Pohankova. Rywalka zaatakowała od pierwszej piłki, a Valentova odpowiedziała festiwalem podwójnych błędów, wystrzelonymi w aut forhendami i pomyłkami na returnie nawet po drugim serwisie.
W drugim secie tamtego pojedynku Valentova na chwilę odrobiła stratę przełamania, po czym natychmiast znów oddała podanie. Grała fragmentami lepiej, ale brakowało jej powtarzalności, choć nic nie wskazuje na to, by w Tokio ograniczał ją jakikolwiek ból.
Kto przejmie inicjatywę w gemach returnowych?
Kluczem na twardej nawierzchni w Hongkongu będzie jakość returnu, a nie samo dochodzenie do równowagi w gemach rywalki. Sakatsume w Osace wypracowywała sobie okazje, ale nie potrafiła ich domknąć, natomiast Valentova w Tokio oddawała darmowe punkty, psując returny z drugiego podania.
W dłuższych, wielokierunkowych wymianach Sakatsume czuje się pewnie dzięki świetnej pracy nóg, pod warunkiem że nie daje się zepchnąć do głębokiej defensywy. Valentova musi z kolei znaleźć złoty środek między atakiem a regularnością, bo bez solidnego serwisu sama wpędzi się w kłopoty.
Mamy też klasyczny dylemat: ogranie na miejscu kontra świeżość. Sakatsume zna już tutejsze korty po dwóch meczach eliminacji i miała dzień przerwy, podczas gdy Valentova przyjeżdża prosto po starcie w Tokio, szukając wreszcie dwóch równych setów z rzędu.

Pisane na fasonie, oceniane jednym palcem.











