Lilli Tagger kontra Han Shi w Kantonie: ofensywny walec czy chiński mur?
Ćwierćfinał turnieju WTA w Kantonie na otwartych kortach twardych przynosi zestawienie, które na papierze wygląda jak pojedynek z dwóch różnych światów. Rozstawiona z czwórką Lilli Tagger, aktualnie 53. rakieta świata, staje naprzeciw posiadaczki dzikiej karty, 162. w rankingu Han Shi. Różnica w notowaniach jest gigantyczna, ale chińska publiczność ma już w tym tygodniu powody do radości i apetyt na kolejną sensację.
Lilli Tagger: kontrola z małą rysą w końcówkach
Lilli Tagger idzie przez turniej w Kantonie jak burza, dyktując warunki od pierwszej piłki. W starciu z Magdą Linette od połowy pierwszego seta włączyła wyższy bieg, trzymała swoje podanie pod kluczem i nie dała się sprowokować do pośpiechu, gdy rywalka postawiła twardszy opór w drugiej partii. Sama Tagger tonuje jednak nastroje i podkreśla, że był to mocny, lecz wcale nie łatwy mecz.
Wcześniej podopieczna Franceski Schiavone odprawiła Venus Williams, świetnie absorbując szybkość jej uderzeń i strzelając mocno z obu skrzydeł. Nie róbmy jednak z wygranej nad legendą wielkiego pomnika, bo Williams od dawna szuka formy w singlu. Prawdziwym papierkiem lakmusowym obecnej dyspozycji Tagger był dopiero pewny występ przeciwko Linette.
Gdzie w tym idealnym obrazku kryje się haczyk? W niedawnych turniejach w Osace i Wuhanie Tagger miewała problemy z domykaniem zaciętych spotkań. Z Ann Li w Osace obroniła się przed stratą meczu, ale w decydującym tie-breaku jej poziom nagle runął, a w Wuhanie z Nikolą Bartunkovą zmarnowała serię szans w pierwszym secie i ostatecznie przegrała decydującą partię.
Han Shi: żelazna obrona i pierwszy taki ćwierćfinał
Han Shi gra pierwszy ćwierćfinał WTA w karierze i robi to z chłodną głową doświadczonego stratega. W poprzedniej rundzie z Dajaną Jastremską straciła wczesną przewagę, obroniła podanie pod presją utraty seta, a chwilę później sama zaliczyła kluczowe przełamanie. Na koniec, podając na mecz, przetrwała jeszcze furię ataków rywalki i zamknęła spotkanie bez dodatkowego gema.
Jej plan na agresywne rywalki jest rozbrajająco szczery: skupia się na defensywie i zmuszaniu przeciwniczki do biegania, zamiast iść na ślepą wymianę ognia. Oczywiście warto pamiętać, że Jastremska miała w nogach mordercze kwalifikacje i ciężki poprzedni mecz. W pierwszej rundzie z Alewtiną Ibragimową Shi też musiała wykazać się lepszym wyborem uderzeń w wyrównanych, kluczowych punktach.
Ten wynik nie wziął się z powietrza, bo Shi zbudowała potężny kapitał meczowy, przechodząc wcześniej kwalifikacje w Pekinie, Suzhou, Wuhanie i Ningbo. To właśnie w Wuhanie pokazała, że potrafi nie tylko biegać za każdą piłką, ale też agresywnie kreować szanse w gemach returnowych, odwracając mecze z Alexandrą Ealą czy Peyton Stearns. Teraz cieszy się wsparciem trybun, rozdaje zdjęcia pod kortem i otwarcie przyznaje, że rywalki zaczynają już uważniej analizować jej grę.
Taktyczne szachy i zagadka regeneracji
Na korcie zobaczymy klasyczne zderzenie inicjatywy z głęboką defensywą. Tagger uwielbia prowadzić grę i ustawiać wymiany bezpiecznym serwisem, ale Shi nie jest tylko bierną ścianą do odbijania i potrafi nagle przejść do ataku, gdy dostanie krótszą piłkę. Kluczowe pytanie brzmi, czy returny i obrona Shi będą wystarczająco głębokie, by Tagger nie mogła kończyć akcji drugim uderzeniem.
W kwestii fizycznej żadna z tenisistek nie zgłasza urazów, ale terminarz zafundował im nierówny czas na odpoczynek. Shi ma za sobą pełny dzień przerwy przed ćwierćfinałem, podczas gdy Tagger gra dzień po dniu po czwartkowym występie. Na szczęście dla wyżej notowanej zawodniczki, jej dotychczasowe mecze w Kantonie były stosunkowo krótkie, więc wcześniejszy maraton singlowo-deblowy z Osaki nie powinien jej ciążyć.
Ostatni czynnik to odporność na stres w końcówkach oraz atmosfera na trybunach. Shi ma za sobą głośnych lokalnych kibiców, choć podczas meczu Tagger z Linette trybuny świeciły pustkami, więc trudno wróżyć tu ogłuszający kocioł. Jeśli jednak dojdzie do nerwowej końcówki, niedawne potknięcia Tagger w decydujących momentach zderzą się z nową pewnością siebie Shi, która w tym tygodniu z opresji wychodzi po mistrzowsku.

Obiecałem widowisko i dowiozłem. Rewanż?











