Hurkacz kontra Rune w Bazylei: rozpędzony serwis i powrót, który dopiero nabiera tchu
Październik w Bazylei to czas krytych kortów, szybkiej piłki i ludzi, którzy przyjeżdżają tu z różnymi historiami. W drugiej rundzie Swiss Indoors rozstawiony z numerem 10 Hubert Hurkacz, 28. w rankingu ATP, zagra z Holgerem Rune, który z powodu długiej przerwy spadł na 195. miejsce. Stawką jest ćwierćfinał. Ciekawsze od rankingów jest jednak to, że obaj przychodzą na ten mecz w podobnym punkcie: grają już naprawdę dobrze, ale jeszcze nie bez przerwy.
Hurkacz i cierpliwa robota Cervary
Hurkacz wraca z Azji z czymś więcej niż wynikami. W Szanghaju, w meczu z Novakiem Djokoviciem, jego serwis po raz kolejny był fundamentem, ale tym razem wspierały go wyrównane wymiany z głębi kortu, siła i precyzja. Uczciwie trzeba dodać, że Djoković wyglądał na wyczerpanego. To był więc bardzo dobry występ Polaka, ale nie miara, którą można bez zastrzeżeń przykładać do całej czołówki.
Ta zmiana ma swojego autora. Hurkacz opowiadał, że Gilles Cervara przesunął akcent na treningach na jakość uderzenia i dopasowanie się do nadlatującej piłki, dzięki czemu Polak gra mocniej z linii końcowej. Sam podsumował to krótko: „najlepszy tenis od dawna”. Po zwycięstwie nad Zhou Yi Cervara zamiast gratulować gestami pokazywał, że czas jeszcze potrenować forhend. Trudno o lepszy obraz tej współpracy: wygrana nie zamyka tu żadnego tematu.
Najwięcej o obecnym Hurkaczu mówi chyba mecz z Alejandro Davidovichem Fokiną, późniejszym triumfatorem Szanghaju. Polak zaczął znakomicie, dokładał do serwisu skuteczny return i przejął inicjatywę. Gdy rywal podkręcił presję w gemach returnowych, kontrola zaczęła się wymykać. W drugim secie Hurkacz odrobił przełamanie, tylko po to, by natychmiast je oddać, a w decydującym secie szanse rozpłynęły się w błędach w wymianach i w trafionych w porę podaniach Hiszpana.
Otwarcie w Bazylei przeciwko Bergsowi było podobne, tyle że z lepszym zakończeniem. Hurkacz oddał inicjatywę na starcie i przegrał pierwszego seta, choć miał okazje. Mecz odwrócił się pod koniec drugiej partii, gdy Polak rozbił gem serwisowy rywala, który wcześniej wyglądał na spokojny. Na początku decydującego seta obronił zagrożone podanie i od razu przełamał. Bergs, który przyjechał zresztą do Bazylei rozpędzony po Szanghaju i Brukseli, coraz wyraźniej tracił cierpliwość. Hurkacz w obronie biegał za każdą piłką i nie stracił spokoju.
Wniosek jest więc podwójny i obie połowy są prawdziwe. Hurkacz potrafi się rozkręcić w trudnym meczu i coraz więcej daje z głębi kortu. Wciąż jednak zdarzają mu się fragmenty, w których szanse na returnie przelatują mu przez palce jak piasek.
Rune i 373 dni czekania na zwycięstwo
Rune przyjechał do Bazylei w trakcie powrotu po zerwaniu ścięgna Achillesa, operacji i rehabilitacji. Między urazem a pierwszym wygranym meczem w turnieju ATP minęły 373 dni. To dużo czasu na myślenie, a tenisiści rzadko są w nim dobrzy.
Droga nie była prosta. W Tokio Duńczyk przegrał z Kyrianem Jacquetem, i to w meczu wyraźnie mniej wyrównanym od późniejszych. Szanghaj był już inny. Z Danielem Altmaierem Rune ruszył od pierwszej piłki, zdominował początek i długo pewnie utrzymywał podanie w decydującym secie. Altmaier jednak został w meczu, odwrócił losy w tie-breaku drugiego seta i na końcu znalazł przełamanie. Rune potrafi więc już zagrać mocno od razu, gorzej z utrzymaniem tego przez cały mecz.
W Bazylei z Quentinem Halysem było nerwowo od początku do końca. Rune wygrał pierwszego seta dzięki przełamaniu w połowie partii, w drugim prawie nie miał zaczepienia na returnie i Halys przejął tie-break. W decydującym secie Duńczyk raz za razem bronił własnego podania zamiast dyktować warunki. W końcowym tie-breaku roztrwonił wyraźną przewagę, a mecz domknął dopiero po podwójnym błędzie Halysa, trudnym półwolejem spod siatki.
Gilles Muller, komentujący spotkanie, powiedział, że właśnie takich meczów Rune teraz potrzebuje i że tym słodsze jest ich wygrywanie. Sam Rune zamknął temat jednym słowem: „Szczęśliwy”. Duńska prasa pisała, że gra dobrze i idzie w dobrą stronę, ale nie ukrywała, ile pracy go to kosztowało. To zwycięstwo mówi więcej o jego woli walki niż o tym, że wrócił return na dawnym poziomie.
Return Rune naprzeciw armat Hurkacza
Najważniejsze pytanie dotyczy gemów serwisowych Hurkacza. Halys właśnie pokazał, jak wygląda dla Rune mecz z mocnym serwującym: długie fragmenty bez wpływu na wymianę i ciągłe utrzymywanie własnego podania pod presją. Rune zniósł to psychicznie, ale problemu na returnie nie rozwiązał. Przeciwko Hurkaczowi musi wprowadzać do gry tyle piłek, by w ogóle doszło do wymian, w których może się pokazać.
Jeśli wymiany już będą, mogą być ciekawsze, niż sugeruje opinia o Hurkaczu jako o serwującym. Polak wyraźnie więcej daje teraz z głębi kortu. Rune ma za to receptę z meczu z Altmaierem: zaatakować od początku i nie pozwolić rywalowi wejść w wygodny schemat serwisu i następnego uderzenia. Nie wiadomo jednak, jak długo Duńczyk wytrzyma taki atak. Z Altmaierem poranna burza nie dotrwała do wieczora.
Obaj ostatnio dobrze znosili trudne momenty. Hurkacz uciekał z opresji przy podaniu z Bergsem, Rune pozbierał się po roztrwonionej przewadze w tie-breaku z Halysem. Obaj mają też świeże przegrane mecze, w których okazji było więcej niż zamienionych. Nie ma tu nikogo, komu można by przypiąć łatkę nienaruszalnego psychicznie.
Kalendarz też niczego nie rozstrzyga. Rune grał w poniedziałek, za sobą ma dłuższy i bardziej wyczerpujący mecz, ale we wtorek odpoczywał. Hurkacz grał we wtorek i wraca na kort już w środę. Przy Achillesie Duńczyka to, jak organizm zniesie kolejne mecze z rzędu, pozostaje niewiadomą. Po meczu z Halysem nie zgłaszano jednak żadnych nowych problemów, podobnie jak u Hurkacza po meczu z Bergsem.
Drobny szczegół na koniec: Rune swój pierwszy mecz grał na korcie centralnym, a Hurkacz zaczynał na bocznym i dopiero teraz przenosi się na centralny. To raczej ciekawostka niż przewaga. Ważniejsze będą trzy sprawy: ile returnów Rune wprowadzi do gry, czy Hurkacz zamieni swoje okazje, zanim obudzi się jego niepewna strona, i czy duński atak wytrzyma do końca meczu.

Teksty się starzeją. Dobry nawyk nie.











