Ruud – Borges: rewanż za Bazyleę w ćwierćfinale Paryża
Ćwierćfinał turnieju Masters na kortach krytych w Paryżu zestawia dwóch tenisistów, którzy znają się aż za dobrze. Ledwie kilka dni temu w Bazylei Casper Ruud zaczął mecz z Nuno Borgesem jak gospodarz, a skończył go jako gość. Teraz Ruud, 23. w rankingu ATP, staje naprzeciw 49. na świecie Portugalczyka, który do drabinki głównej wszedł bocznymi drzwiami. Jest to pierwszy lucky loser w ćwierćfinale paryskiego turnieju.
Ruud uczy się trzymać mecz w garści do końca
Jesień Ruuda nie była pasmem porażek, raczej serią lekcji. W Szanghaju z Rafaelem Jodarem długo prowadził grę: dobrze serwował i zachowywał zimną krew w ważnych punktach, co przyznał sam rywal. Potem Jodar podkręcił forhend, zaczął czytać jego podanie i Ruud wypuścił z rąk mecz, który przez dłuższy czas należał do niego.
Bazylea była bardziej bolesnym wariantem tej samej historii. Ruud ruszył zdecydowanie, przycisnął returnem i ustawił mecz pod siebie. Gdy jednak Borges na początku kolejnego seta odparł następne zagrożenie, Norweg nie dobił rywala. Gemy serwisowe Portugalczyka stawały się coraz spokojniejsze, a w decydującej fazie presja Ruuda na returnie po prostu wyparowała.
Paryż pokazuje innego Ruuda. Z Juanem Manuelem Cerundolo od pierwszej piłki przejął inicjatywę i podtrzymywał ją pewnym podaniem. Norweska prasa zauważyła u niego rzadki obrazek: wyjścia za serwisem do siatki i kończenie wolejem. Ruud skracał wymiany i kazał rywalowi reagować, zamiast cierpliwie czekać na błąd.
W rewanżu z Jodarem Ruud grał cięższą piłką i miał odpowiedź na większość tego, co Hiszpan proponował. Kiedy po pierwszym secie rywal na moment złapał przewagę, Norweg odpowiedział natychmiast i nie pozwolił meczowi się rozlać. To dokładnie ten odruch, którego zabrakło mu w Bazylei.
Z Janem-Lennardem Struffem było już solidnie i równo, jak napisało Tennis Norge. Ruud naciskał na returnie, nie odsłaniając własnych gemów serwisowych, a Niemiec nie zbudował żadnego trwałego zagrożenia. Mecz był krótki, więc Ruud nie przychodzi na ćwierćfinał zmęczony. Nie ma też żadnych doniesień o kłopotach zdrowotnych.
Sam Ruud mówi o Paryżu z wyraźną przyjemnością. Po pierwszym meczu stwierdził, że zagrał dobrze od początku do końca i że to był start, jakiego chciał. Halowe warunki nazwał takimi, które szczególnie lubi. W tych słowach nie słychać fanfar, raczej ulgę rzemieślnika, któremu narzędzia znów leżą w dłoni.
Borges: od walizki po kwalifikacjach do pierwszego ćwierćfinału Masters
Tydzień Borgesa zaczął się od rozczarowania. W kwalifikacjach przegrał z Alexem Molcanem i potem żałował przerwy na toaletę między setami. Czuł, że wtedy spadła mu emocjonalna intensywność, a rywal to wykorzystał. Mówił też o trudnym przejeździe z Bazylei do Paryża bez porządnej regeneracji.
Wejście do drabinki jako lucky loser odmieniło wszystko. Pierwszy był Moise Kouame, francuski posiadacz dzikiej karty, a mecz rozegrano na korcie centralnym przed jego publicznością. Borges nie dał się wybić z rytmu, a rywal przyznał, że późna zmiana przeciwnika nie przeszkodziła mu w przygotowaniu i że Portugalczyk zaimponował mu poziomem.
Najmocniejszym dowodem był mecz z Karenem Chaczanowem, który oficjalny serwis turnieju nazwał niemal bezbłędnym, zwłaszcza w podaniu. Borges wyjaśnił plan: Chaczanow jest groźny, kiedy uderza z ustawionej pozycji, a gubi się, gdy musi biegać. „Myślę, że serwowałem bardzo dobrze od początku do końca” – powiedział.
Z Ignacio Buse zagrał według portugalskiego Raquetc jeden ze swoich najbardziej dojrzałych meczów. Borges mówi, że czuje się w tych warunkach świetnie, a ciało znosi granie dzień po dniu. W jego głosie słychać radość z domieszką niedowierzania. Kilka dni temu pakował się do wyjazdu, a teraz przeżywa pierwszy ćwierćfinał Masters.
Ostrożność jest jednak wskazana. Jesień Borgesa nie była pasmem dominacji. W Szanghaju odrobił stratę z Facundo Díazem Acostą, ale z Jirim Lehecką przegrał przez złe otwarcie decydującego seta. W Bazylei po zwycięstwie nad Ruudem wyraźnie słabiej zagrał ze Struffem. Paryska forma to świeży przypływ, a nie poziom, który trzymał przez całą jesień.
Kwestia sił też pozostaje otwarta. Urazów nie zgłoszono, ale Borges ma za sobą kwalifikacje i kolejne dni gry, a niedawno sam narzekał na brak regeneracji. Jego nowsze słowa brzmią uspokajająco. Zmęczenie jest więc raczej chmurą na horyzoncie niż deszczem, ale warto na nią spoglądać, jeśli mecz się wydłuży.
Kto utrzyma serwis, gdy return zacznie gryźć
Obaj idą przez Paryż według podobnego przepisu. Pewne utrzymania podania dają im swobodę, by atakować w gemach returnowych. Dlatego kluczowe pytanie nie dotyczy tego, kto serwuje mocniej. Chodzi o to, czyj rytm serwisowy wytrzyma, gdy rywal zacznie naciskać, i nadal pozwoli grać ofensywnie.
Bilans bezpośrednich spotkań w tej opowieści sprowadza się do Bazylei, a ta jest świeża jak poranny szron. Borges wie, że potrafi przetrwać nawałnicę Ruuda i odwrócić mecz. Ruud ma konkretne przypomnienie, że dobry start nie wystarczy, jeśli później zgaśnie jego return. To wspólne wspomnienie raczej niż trwała przewaga psychiczna którejkolwiek ze stron.
Drugim wątkiem jest urozmaicenie. Borges rozbił Chaczanowa, wyciągając go z wygodnej pozycji do uderzenia. Ruud dorzucił w Paryżu serwis z wolejem. Moim zdaniem w statycznych wymianach z linii końcowej obaj straciliby część broni, która dała im ten tydzień.
Z warunkami trzeba uważać na proste etykiety. Borges nazywa korty szybkimi i wygodnymi, a Daniił Miedwiediew narzekał tu na trudność z kończeniem punktów i łapaniem rytmu. To odczucia różnych ludzi, a nie pomiary. Dla tego meczu liczy się co innego: zarówno Ruud, jak i Borges mówią, że w tej hali czują się dobrze.
Obaj potrafią też podnieść się po złym momencie. Borges zrobił to z Mikiem Brunoldem i, co ważniejsze, z Ruudem w Bazylei. Ruud odpowiedział natychmiast, gdy Jodar na chwilę złapał wiatr w żagle. Żaden nie ma jednak wyraźnego atutu w tie-breakach czy decydujących setach, więc nie warto im go dopisywać.
Nie będzie tu kibicowskiej przewagi, bo żaden z nich nie gra u siebie. Nie słychać też o zmianach w sztabach ani kłopotach poza kortem. Mecz rozstrzygnie się prawdopodobnie w środkowej fazie. Pytanie, czy Ruud tym razem utrzyma presję po dobrym otwarciu, czy Borges znów przeczeka burzę i wyjdzie z niej silniejszy. Przyznam szczerze, że nie widzę faworyta, który byłby tu oczywisty.

Niech to ma ciąg dalszy. Zaczyna się od was.











