Celownik zamiast radaru: Ben Shelton testuje nowy serwis na odradzającym się Cameronie Norriem
Wieczorna sesja na korcie centralnym podczas Rolex Paris Masters otwiera swoje podwoje, a na scenę wchodzą rozstawiony z trójką Ben Shelton i zajmujący 45. miejsce w rankingu ATP Cameron Norrie. Tuż po nich zaplanowano uroczyste pożegnanie Gaela Monfilsa, więc trybuny będą nabuzowane od pierwszej piłki tego spotkania drugiej rundy.
Intryga jest prosta i niezwykle smakowita: czwarta rakieta świata przyjeżdża z potężnym serwisem po technicznym liftingu, ale wciąż szuka płynnego przejścia do ataku z głębi kortu. Po drugiej stronie siatki stanie zawodnik, który właśnie wydobywa się z jesiennego dołka, choć zamykanie wygranych meczów bywa dla niego ostatnio sportem ekstremalnym.
Ben Shelton zdejmuje wzrok z tablicy prędkości, ale co dalej w wymianie?
Jesień przyniosła Sheltonowi brutalną lekcję w Szanghaju, gdzie Arthur Géa wypunktował go głębokim returnem. Gdy piłka lądowała pod samą linią końcową, ulubiony atak od pierwszej piłki przestawał istnieć, a sam Shelton przyznał bez owijania w bawełnę, że został po prostu ograny.
W Bazylei nastąpił jednak serwisowy przełom, za którym stoi bardzo konkretna korekta techniczna. Sztab Sheltona uprościł ruch serwisowy i ustabilizował wyrzut piłki, a sam zawodnik postanowił przestać gapić się na radar prędkości, by celować w konkretne punkty zamiast bić na oślep.
Efekt? Kosmiczny pokaz podania z Aleksandarem Kovaceviciem, choć sam mecz i tak trzeba było wyrywać w tie-breakach po stracie pierwszego seta. Brak regularnej presji w gemach returnowych zemścił się chwilę później, gdy grający bez kompleksów Jérôme Kym obronił własne podanie i wyrzucił Sheltona z turnieju po decydującym tie-breaku.
Shelton ma już w kieszeni bilet na finały sezonu w Turynie, ale w Paryżu nie zamierza odcinać kuponów i traktuje ten start jako poligon doświadczalny w hali. Przed samym turniejem ogłosił też hitowy transfer: w kolejnym sezonie do jego sztabu — u boku ojca Bryana — dołączy sam Juan Carlos Ferrero, choć owoce tej współpracy zobaczymy dopiero po okresie przygotowawczym.
Cameron Norrie wychodzi z jesiennego cienia i walczy o koncentrację
Październik był dla Norriego pasmem szybkich pożegnań z turniejami w Azji oraz w Lyonie, aż wreszcie przyszedł przełom na kortach w Wiedniu. Pewne zwycięstwo nad Francisco Cerúndolo bez nagłych zapaści w grze pokazało, że pacjent żyje i odzyskuje kontrolę nad własnym tenisem.
Prawdziwym dowodem rosnącej formy był jednak wiedeński bój z będącym w znakomitej dyspozycji Daniiłem Miedwiediewem, w którym Norrie dyktował warunki i serwował na mecz w decydującym secie. Przy piłce meczowej trafił pierwszym podaniem i ruszył do siatki, ale rywal odpowiedział genialnym minięciem po linii, odwrócił losy partii i zdominował tie-break.
Paryski mecz otwarcia z Matteo Arnaldim był z kolei jazdą bez trzymanki i idealnym podsumowaniem obecnego stanu gry Norriego. Po błyskawicznym odrobieniu strat i wygraniu pierwszego seta, w drugiej partii jego gemy serwisowe kompletnie się posypały.
Najważniejszy wniosek płynął jednak z decydującego seta: Norrie zresetował głowę, szybko zdobył przełamanie i do końca spotkania nie dał już rywalowi żadnego punktu zaczepienia. Po udanym teście charakteru ma też o co grać w kolejnych tygodniach, bo kapitan Leon Smith właśnie powołał go na finały Pucharu Davisa w Bolonii.
Pojedynek leworęcznych na przyspieszonej nawierzchni w Paryżu
Dyrektor turnieju Cédric Pioline zafundował zawodnikom znacznie szybszą nawierzchnię niż w poprzednich latach, upodabniając paryskie warunki do tych z Turynu, a do gry weszły piłki marki Dunlop. Na tak szybkim korcie krytym jeszcze większego znaczenia nabiera główne pytanie taktyczne tego wieczoru: czy serwis Sheltona da mu łatwą piłkę do ataku, czy też Norrie zneutralizuje go głębokim returnem pod linię.
Mamy tu do czynienia z pojedynkiem dwóch mańkutów, co całkowicie zmienia tradycyjną geometrię kortu. Ulubiony wyrzucający serwis leworęcznego zawodnika na stronę przewagi nie będzie uciekał na bekhend rywala, lecz poleci prosto na forhend drugiego mańkuta, więc o przewadze zadecyduje precyzja i jakość kolejnego uderzenia.
Dla Norriego kluczowe będzie uniknięcie seryjnych przestojów przy własnym podaniu, jakie przydarzyły mu się w drugim secie z Arnaldim, bo przeciwko bombom Sheltona taka drzemka oznacza oddanie seta bez walki. Obaj panowie są zdrowi, choć Norrie wraca na kort dzień po trzysetowej batalii, a Shelton miał kilka dni na złapanie oddechu po nocnym maratonie w Bazylei.
Jeśli sprawa oprze się o nerwową końcówkę, żaden z nich nie ma obecnie monopolu na chłodną głowę. Shelton przegrał decydującego tie-breaka z Kymem, a Norrie wypuścił z rąk wygrany mecz z Miedwiediewem, więc w Paryżu wygra ten, kto jako pierwszy zbuduje pomost między dobrym otwarciem wymiany a bezwzględnym zamknięciem gema.

Trybuny się nie oszczędzają. Ty też nie musisz.










