Ignacio Buse kontra Daniił Miedwiediew: paryski test dla świeżego resetu w starciu z halową maszyną
Druga runda halowego turnieju Rolex Paris Masters przynosi zderzenie dwóch zupełnie innych tenisowych rzeczywistości. Rozstawiony z numerem czwartym Daniił Miedwiediew, obecnie piąta rakieta świata, wchodzi do gry po wolnym losie i z bagażem świetnej jesiennej formy. Naprzeciw niego stanie 33. w rankingu ATP Ignacio Buse, który w Paryżu zaliczył właśnie efektowny reset formy, ale teraz musi udowodnić, że ten błysk przetrwa starcie z elitarnym returnem.
Ignacio Buse: stalowe nerwy na otwarcie i rachunki wyrównane z nawiązką
W pierwszej rundzie w Paryżu Buse zrobił coś znacznie ważniejszego niż samo wpisanie nazwiska na tablicę wyników — zdominował Zizou Bergsa. Buse od początku narzucał warunki, regularnie wywierał presję w gemach returnowych i zgasił próbę powrotu rywala w drugim secie. Podczas gdy sfrustrowany Bergs łamał rakietę i łapał karę punktową, Buse zachował lodowaty spokój i bezpiecznie utrzymał podanie do samego końca.
Ten spokój smakuje tym lepiej, że wcześniej w październiku w Szanghaju ten sam Bergs sprawił mu ogromne męczarnie. Buse odrobił jednak pracę domową, świetnie zaadaptował się do szybkiej nawierzchni w Paryżu i po meczu otwarcie cieszył się ze swojego poziomu. Sam zawodnik tłumaczył, że dobre treningi musiały w końcu przełożyć się na wynik, nawet jeśli wcześniejsza passa w turniejach mówiła co innego.
Zanim jednak ogłosimy pełne odrodzenie, warto przypomnieć niedawny turniej w Wiedniu i mecz z Adrianem Mannarino. Buse zaczął tam od koncertowego pierwszego seta, by całkowicie stracić grunt pod nogami, gdy rywal przełamał go na starcie drugiej partii i ostatecznie wygrał w decydującym secie. W Paryżu ze zdrowiem Buse wszystko jest w porządku, więc w ostatnim turnieju sezonu zamierza po prostu cieszyć się grą w motywującej go oprawie paryskiej hali oraz atmosferą pożegnania Gaela Monfilsa.
Daniił Miedwiediew: jesienny walec, który potrafi wybaczyć sobie chwile słabości
Miedwiediew przyjeżdża do stolicy Francji po przegranym półfinale w Wiedniu z Carlosem Alcarazem, ale nazywanie tego kryzysem byłoby sporym nadużyciem. To był twardy bój pełen długich wymian, w którym Miedwiediew potrafił błyskawicznie odrabiać straty przełamania w obu setach. Zgubiły go detale pod gigantyczną presją: podwójny błąd serwisowy w końcówce pierwszej partii, ataki Alcaraza na jego drugi serwis i wypuszczona przewaga w tie-breaku.
Sam Alcaraz zauważył zresztą, że rywal przystępował do tamtego starcia z serią zwycięstw i ogromną pewnością siebie. Wcześniej w Wiedniu Miedwiediew rozegrał bardzo kontrolowany mecz z Mannarino, w którym — jak sam podkreślał — kluczem było to, kto pierwszy odbierze rywalowi komfort w płaskich wymianach. Z kolei w starciu z Cameronem Norrie pokazał charakter, wracając do gry po przegranym pierwszym secie, stracie podania w decydującej partii i obronie piłki meczowej na returnie, co zwieńczył dominującym tie-breakiem oraz efektownym wolejem po długiej wymianie.
Miedwiediew miewa wybuchy frustracji, jak wtedy, gdy okładał kort w meczu z Norrie, albo wcześniej w październiku w Pekinie, gdzie został zdyskwalifikowany w półfinale po tym, jak uderzona przez niego piłka trafiła kibica. Pod wodzą trenera Andrieja Gołubiewa, z którym współpraca układa się bardzo dobrze, potrafi jednak szybko poskładać swoją grę, co udowodnił także zdobywając tytuł w Ałmaty po odwróceniu losów finału z Nikołozem Basilaszwilim i wcześniejszym ograniu Terence'a Atmane dzięki ofensywie z forhendu oraz mijaniom. Miejsce w finałach sezonu w Turynie ma już w kieszeni, a doniesienia o zmęczeniu po azjatyckim tournée sam zdementował jeszcze przed finałem w Ałmaty, zapewniając o swojej świeżości.
Klucz do meczu: pierwsze minuty Miedwiediewa kontra powtarzalność podania Buse
Największym znakiem zapytania po stronie Miedwiediewa jest adaptacja do nowych warunków w pierwszych gemach spotkania. W Wiedniu w meczu otwarcia z Meridą musiał gonić wynik ze sporego deficytu w pierwszym secie, co tłumaczył przestawianiem się z kortów w Ałmaty. W Paryżu znów wchodzi do gry po wolnym losie na świeżą nawierzchnię, podczas gdy Buse ma już w nogach wygrany mecz o stawkę na tym konkretnym korcie.
Taktycznie wszystko sprowadza się do tego, czy serwis Buse przetrwa nieustanny ostrzał na returnie. Miedwiediew nie ogranicza się do pasywnego przebijania i czekania na błędy; potrafi przechodzić do ofensywy z forhendu, świetnie mija i od pierwszej piłki stara się zepchnąć podającego do defensywy. Buse nie może liczyć na to, że samo przeciąganie wymian da mu przewagę — musi utrzymać inicjatywę po pierwszym podaniu, zamiast tylko wprowadzać piłkę do gry.
Szansą dla Buse jest za to agresywne wchodzenie na drugi serwis Miedwiediewa, czyli dokładnie to, czym Alcaraz napsuł mu tyle krwi w Wiedniu. Pytanie brzmi, czy Buse dysponuje odpowiednią siłą ognia, by skopiować ten plan i nie pęknąć, gdy Miedwiediew zacznie wracać do gry po ewentualnych potknięciach. Jeśli Buse utrzyma poniedziałkowy rytm serwisowy pod ciągłą presją, zobaczymy zacięte widowisko; jeśli jednak jego poziom spadnie po pierwszej korekcie taktycznej rywala, Miedwiediew metodycznie zamknie ten mecz.

Nie proszę o brawa. Proszę o jedno polubienie.











