Chaczanow – Alcaraz w Wiedniu: wytrzymałość kontra pogoń za rytmem
W Wiedniu jesień zwykle chowa się pod dach. Erste Bank Open rozgrywa się na kortach krytych, a pierwsza runda przyniosła mecz, który wyglądałby dobrze w każdym ćwierćfinale. Karen Chaczanow, 24. tenisista rankingu ATP, zmierzy się 27 października z Carlosem Alcarazem, trzecią rakietą świata, który zagra z dziką kartą i rozstawieniem numer dwa. Żaden z nich nie rozegrał tu jeszcze meczu. Ciekawsze od rankingów jest jednak to, z czym obaj przyjeżdżają. Chaczanow ma za sobą tygodnie wygranych na zaciśniętych zębach, a Alcaraz otwarcie mówi, że szuka rytmu, który ostatnio mu się wymyka.
Chaczanow: tenisista, który nauczył się wychodzić z opresji
Chaczanow nie wraca po porażce jak ktoś, kto ma za sobą zły tydzień. Na US Open we wrześniu mówiono o jego odrodzeniu. Grał mocno z głębi kortu przeciwko Félixowi Auger-Aliassime’owi, a potem przetrwał długi sprawdzian z Learnerem Tienem. Po Szanghaju brytyjska federacja zaliczyła go do zawodników w najlepszej formie na tourze. Chodziło przy tym o jakość uderzeń i odporność pod presją, a nie o samą drabinkę.
W Szanghaju Arthur Fery długo wybijał go z rytmu wyjściami do siatki i czuciem przy krótkich piłkach. Chaczanow przegrywał w decydującym secie i bronił się przy własnym podaniu. Mimo to nie cofnął się do defensywy. Najlepszy tenis pokazał w decydującym tie-breaku, w którym rozstrzygnęły forhend po krosie z rogu, przenikliwy bekhend i serwis nie do odebrania.
Ten mecz miał też drugą stronę. Fery pokazał, że Chaczanowa da się rozstroić, kiedy wymiana przestaje przypominać klasyczną wymianę z linii końcowej. Skracanie punktów i gra do przodu wyraźnie mu przeszkadzały. Warto o tym pamiętać, zanim po drugiej stronie siatki stanie Alcaraz.
W Ałmaty Chaczanow znów wyszedł z opresji. Z Tomášem Macháčem zaczął lepiej, ale własne gemy serwisowe od początku wymagały obrony. Macháč poprawił podanie i zaczął brać piłkę wcześnie, odbierając mu czas. Chaczanow obronił piłki meczowe pod koniec decydującego seta i w tie-breaku, a uratowały go celny serwis i zdecydowany wolej z forhendu. Sam podsumował to bez upiększeń: „Wycisnął mnie do granic. Wytrzymałem, przetrwałem”.
W ćwierćfinale z Aleksandrem Bublikiem zabrakło już niewiele. Chaczanow wygrał pierwszego seta dzięki późnemu przełamaniu, ale potem coraz trudniej było mu ruszyć serwis rywala. Mecz zamienił się w ciąg utrzymań podania. W decydującym secie to Bublik naciskał, a Chaczanow bronił swoich gemów, sam nie stwarzając podobnych szans w gemach returnowych.
Tie-break rozstrzygnął bekhend Bublika wzdłuż linii i jego dobra gra przy siatce. „Mogło pójść w obie strony” – przyznał zwycięzca i trudno mu zaprzeczyć. Chaczanow nie stracił poziomu. Ten mecz obnażył raczej jego bolączkę: z rywalem, który celnie serwuje i przejmuje inicjatywę pierwszym atakiem, trudno mu odskoczyć.
Nie słychać o żadnym urazie. Pytanie dotyczy raczej obciążenia, bo w Ałmaty Chaczanow rozegrał dwa długie i wyczerpujące emocjonalnie mecze dzień po dniu. Czy zostało w nim zmęczenie, tego nie wiadomo, bo nikt nie powiedział, że przyjeżdża wyczerpany. Ostatnio za to właśnie w końcówkach grał najlepiej, co trochę uspokaja.
Do tego dochodzi głód. Chaczanow mówił niedawno o kolejnych tytułach, lepszych turniejach i regularniejszym wygrywaniu z czołówką. Odwoływał się przy tym do meczów z Auger-Aliassime’em. Wiedeń i Paryż mają zamknąć jego sezon, który na razie wygląda na wznoszący się, a nie na odbębnianie kalendarza.
Alcaraz: pewność siebie wróciła, regularność jeszcze w drodze
U Alcaraza jesień ma dwa kolory. W Tokio obronił tytuł, pokonując w finale Jiříego Lehečkę, choć początek wcale nie był wzorowy. Stracił pierwszy gem serwisowy i popełniał nietypowe dla siebie błędy. Wrócił do gry, podkręcając intensywność i opierając się na mocnym bekhendzie. W tie-breaku pierwszego seta pomógł mu ważny skrót, a potem przełamanie w połowie seta dało mu kontrolę.
Sam ocenił ten finał ostrożnie. Nazwał go swoim najrówniejszym meczem w turnieju, ale przyznał, że przez cały tydzień musiał szukać rozwiązań, bo najlepszy tenis nie przychodził. Tytuł dodał mu wiary we własną grę. Nie dowodził jednak, że jego zwykły poziom wraca już automatycznie z meczu na mecz.
Szanghaj zaczął się obiecująco. Po spokojnym zwycięstwie nad Juanem Manuelem Cerúndolo Alcaraz mówił: „Kort jest bardzo szybki, a to lubię”. Dobrze to zapamiętać, zanim ktoś znów ogłosi, że Hiszpan nie znosi szybkich nawierzchni. Kłopoty przyszły z innej strony.
Zizou Bergs rozegrał świetny, wszechstronny mecz i znakomicie wykorzystał szybkie warunki. Alcaraz nie potrafił przejąć kontroli nad wymianą serwis–return. Nie poddał się, przełamał Bergsa, gdy ten pierwszy raz podawał na mecz, i doprowadził do tie-breaka. W ostatnich punktach odrabianie strat się jednak urwało. Walczyć potrafił, ale panem tego meczu nie był.
Frustracja była widoczna gołym okiem. Hiszpańskie media opisały, jak Alcaraz narzekał na nierówne odbicie piłki i tracił czucie. Trener Samuel López odpowiadał konkretnie: mniej wybijającego z rytmu slajsu, więcej topspinu w stronę bekhendu rywala, więcej drugich serwisów w ciało. To zdradza, co trzeba było naprawić: budowę wymiany, timing i ochronę własnego podania.
Skargi na odbicie piłki pokazują, jak Alcaraz odbierał ten mecz. Nie dowodzą, że to sprzęt przesądził o porażce. Trochę przypomina to narzekanie na pogodę po nieudanym spacerze. Może i wiało, ale nie tylko wiatr był winny.
Do Wiednia Alcaraz wraca po pięciu latach przerwy, a trafił tu niemal przypadkiem. Przełożono saudyjski pokaz, organizatorzy szybko się zgłosili, a jego zespół uznał turniej za cenne przygotowanie do końca sezonu. 26 października Alcaraz powiedział: „Potrzebuję rywalizacji, turniejów i rytmu, żeby wrócić do najlepszego poziomu”. Jednocześnie dodał, że jest zadowolony ze swojej gry i czuje się pewnie. Jedno drugiemu nie przeczy: pewność siebie wróciła, a regularność dopiero do niej dochodzi.
Nie słychać o nowych urazach. Alcaraz trenował na miejscu, między innymi z Grigorem Dimitrowem. Wieczór w Operze Wiedeńskiej z Alexandrem Zverevem i świeża deklaracja gry w Pucharze Davisa świadczą o dobrym nastroju. Gemów serwisowych to jednak za niego nie wygra.
Klucz do meczu: kto pierwszy zacznie dyktować warunki
Zestawienie terminarzy jest proste. Chaczanow ma w nogach dużo świeżych meczów, a Alcaraz dłuższą przerwę od rywalizacji. Więcej odpoczynku nie musi jednak oznaczać lepszej dyspozycji. Alcaraz dopisał przecież Wiedeń do kalendarza właśnie dlatego, że czuł niedosyt gry.
Zapowiedzi podkreślają jednak dwie rzeczy jednocześnie. Alcaraz dobrze wie, jak rozwiązywać mecze z Chaczanowem, ale ich pojedynki stają się coraz bardziej wyrównane. Chaczanow nie wyjdzie więc na kort pogodzony z porażką, a rywal nie przestraszy go samym nazwiskiem.
Korty kryte sprzyjają raczej Chaczanowowi, który dobrze się w nich czuje. Alcaraz wciąż nie zbudował w hali takiej pozycji jak na kortach otwartych. Nie należy jednak przenosić Szanghaju jeden do jednego, bo nie wiadomo, czy Wiedeń będzie równie szybki i czy piłka będzie się odbijać podobnie. Z Szanghaju warto zabrać co innego: jak Alcaraz zachowuje się, kiedy czuje się na korcie nieswojo.
Po pierwsze, serwis Chaczanowa musi coś budować, a nie tylko gasić pożary. W ostatnich tygodniach pozwalał mu przetrwać trudne momenty. Z Alcarazem to nie wystarczy. Po podaniu Chaczanow musi stać w dobrej pozycji do ataku, zamiast co chwilę zaczynać wymianę pod presją.
Po drugie, return Alcaraza powie o tym meczu wiele już w pierwszych gemach. Bergs pokazał, że Hiszpanowi trudno rozwinąć skrzydła, gdy rywal raz po raz zaczyna punkt na swoich warunkach. Chaczanow gra zupełnie inaczej niż Bergs, ale ta słabość pozostaje aktualna.
Po trzecie, kluczowa będzie zmienność. Fery rozregulował Chaczanowa grą przy siatce, a Macháč wczesnym braniem piłki. Alcaraz ma w repertuarze jedno i drugie: zmiany wysokości i tempa, skróty, wejścia do przodu. Mecz może się zatem rozstrzygnąć na tym, czy zmusi rywala do ciągłego dopasowywania się. Jeśli zostawi Chaczanowa ustawionego i spokojnego, jego ostatnie zdecydowane uderzenia pokazują, że może za to słono zapłacić.
Po czwarte, liczy się tempo, w jakim Alcaraz złapie rytm. Ostatnio jego mecze zaczynały się niepewnie, a potem były udanie naprawiane. Szanghaj pokazał jednak, że te naprawy nie zawsze przywracają kontrolę. Więcej niż efektowny pojedynczy winner powie to, jak szybko ustabilizuje kierunki serwisu i wygodną dla siebie trajektorię wymiany.
Zostają jeszcze końcówki. Ostatnie tie-breaki Chaczanowa nie dowodzą, że ma w nich stałą przewagę. Szanghaj pokazał świetne domykanie, a Ałmaty i ucieczkę spod topora, i porażkę o włos. Powtarza się jedno: serwis i odporność trzymają go w meczu, a o wyniku przesądza kilka odważnych decyzji w ataku.
Trybuny raczej zabrzmią po hiszpańsku. Żaden z nich nie gra u siebie, ale organizatorzy musieli dopuścić do sprzedaży dodatkowe miejsca stojące na pierwszy występ Alcaraza. Chaczanow mówił niedawno, że doping daje mu energię. Tego, co dostał w Ałmaty, nie należy jednak zakładać w Wiedniu.
Uczciwie trzeba przyznać, że to jeden z tych meczów, przy których łatwo o pewność, a trudno o rację. Z jednej strony stoi zawodnik zahartowany seriami wyczerpujących spotkań, z drugiej mistrz, który sam przyznaje, że wciąż szuka swojego rytmu. Pierwsze gemy returnowe Alcaraza i to, co Chaczanow zrobi po własnym serwisie, prawdopodobnie powiedzą więcej niż ranking.

Wynik ustali kort. Nastrój ustawicie wy.











