Curitiba Open, 26 października: kostka Giovannini, rewanż z Bronzetti i 16-letnia Leme Da Silva

W poniedziałek, 26 października, rusza turniej główny pierwszej edycji Curitiba Open. Korty Graciosa Country Club są ziemne, ale niebo nad nimi bywa kapryśne. Deszcz zagonił kwalifikacje pod dach, choć nikt nie potwierdził, że pierwsza runda też tam trafi. Wiem tylko, że mączka po ulewie gra zupełnie inaczej niż w słońcu.
To dzień otwarcia, więc żadna z zawodniczek nie ma tu jeszcze za sobą rozegranej rundy. Najbardziej ciągnie mnie do rewanżu po skreczu w Nowym Jorku i do dwóch nastolatek. Jedna to 18-letnia Laura Samson, świeżo po finale. Druga to 16-letnia Nauhany Vitoria Leme Da Silva, która dopiero wchodzi w dorosły tenis. Oto pięć par, o których chcę dziś opowiedzieć:
- 14:00 — Samson — Tubello
- 15:30 — Romero Gormaz — Konishi Camargo Silva
- 17:00 — Bosio — Ortenzi
- 19:30 — Giovannini — Bronzetti
- 21:00 — Leme Da Silva — Papamichail
Godziny podane w czasie UTC.
Samson — Tubello
Laura Samson przyjeżdża z Majorki, gdzie doszła do finału i tam się zacięła. Półfinał z Tamarą Zidansek był lekcją cierpliwości. Po 6-1 przyszło 1-6, a mimo to Czeszka odzyskała grę i domknęła decydującego seta 6-3.
W finale rywalką była Ariana Geerlings i skończyło się na 2-6 2-6. Samson zdołała na chwilę wyrównać, ale długi, przegrany gem serwisowy przechylił mecz i rywalka odjechała. Lubię ten obraz: zawodniczka, która umie się podnieść, ale jeszcze nie umie utrzymać tego, co odzyskała.
Alice Tubello zakończyła ostatni tydzień jeszcze ciężej. W półfinale w Heraklionie Alisa Oktiabreva trzymała ją pod presją niemal w każdym gemie, a wynik 2-6 1-6 mówi, jak mało było w tym meczu walki. Czy zawiodła taktyka, wykonanie czy ciało, tego nikt nie wyjaśnił.
Francuzka niesie też bagaż starszy niż jeden turniej. W maju, przed Roland Garros, mówiła: „To dzika karta, na którą nie liczyłam, i to po sześciu operacjach” (RMC). To kontekst kariery, a nie raport medyczny. O obecnym stanie jej biodra nie wiadomo nic.
Na mączce Tubello gra bez wytchnienia: w tym sezonie to już blisko sześćdziesiąt meczów, z wyraźną przewagą zwycięstw. Samson rozegrała ich mniej, ale wygrywa z podobną skutecznością. Wcześniej ze sobą nie grały.
Moim okiem bliżej wygranej jest Samson. Ma świeższą formę i lepiej wychodzi z dołków. Jeśli Tubello nie otrząśnie się po Heraklionie, poniżej 21.5 gema wygląda na rozsądny scenariusz. Zastrzegam jednak, że Samson lubi oddać po drodze seta, a wtedy wszystko się wydłuża.
Romero Gormaz — Konishi Camargo Silva
Leyre Romero Gormaz też przegrała ostatnio finał na mączce: w Lizbonie uległa Clarze Burel 4-6 3-6. Nie była to bierna porażka. Hiszpanka zaczęła ofensywnie i szybko objęła prowadzenie, ale Burel je zniwelowała, a potem atakiem rozstrzygnęła ciasną końcówkę pierwszego seta.
Droga do tamtego finału robiła wrażenie. Galfi, Ferro i Serban nie ugrały z nią więcej niż trzech gemów w secie. Leworęczna Hiszpanka przeżyła w Lizbonie tydzień, w którym jej atak po prostu działał.
Julia Konishi Camargo Silva dostała od gospodarzy dziką kartę i ma za sobą gęsty, domowy okres. W sobotę grała jeszcze finał debla w Campina Grande, a w poniedziałek zaczyna singiel w Curitibie. Czy ją to zmęczyło, nie wiadomo. Pewne jest tylko, że na złapanie oddechu nie miała wiele czasu.
Jej ostatnie mecze to seria zaciętych setów. Z Delatorre Barbosa wygrała dwa tie-breaki, z Cinalli przegrała dwa razy po 5-7, a ostatni mecz oddała po trzech setach i tie-breaku w drugim. Brazylijka umie wisieć na końcówkach, nawet gdy ich nie wygrywa.
Romero Gormaz jest tu wyraźnie lepsza i spodziewam się jej zwycięstwa w dwóch setach. Konishi Camargo Silva potrafi jednak przeciągać sety do samego końca, więc powyżej 16.5 gema wydaje mi się całkiem realne. Kilka gemów przy własnym podaniu Brazylijka powinna wyszarpać.
Bosio — Ortenzi
Argentyński pojedynek, w którym obie zawodniczki ostatnio przerabiały tę samą lekcję: co robić, gdy rywalka zmienia plan. Victoria Bosio wygrała w Las Vegas pierwszego seta z Francescą Mattioli, a potem dwa kolejne przegrała po 4-6.
Bosio wraca z serii meczów na twardych kortach, prawie wszystkich na styk. Na mączce to jednak inna zawodniczka: w tym sezonie wygrywa tam ponad dwie trzecie spotkań. Ma 32 lata i tę nawierzchnię zna na pamięć.
Jazmin Ortenzi przegrała w Lizbonie pierwszego seta z Hercog, odrobiła stratę, ale decydującą partię oddała tak samo, 3-6. Na początku sezonu ból prawej ręki zmusił ją do kreczu w Orlando. Nikt nie zgłaszał od tamtej pory nawrotu, więc traktuję to wyłącznie jako tło.
Ortenzi jest wyżej w rankingu i ma świeższy rytm na ziemi, więc to ona stoi bliżej awansu. Mam jednak przeczucie, że Bosio nie odda tego łatwo, bo jej mecze rzadko kończą się szybko. Z handicapem +4 wygląda mi tu nieźle. Jeśli Ortenzi spokojnie przetrzyma pierwszą korektę rywalki, skończy się w dwóch setach.
Giovannini — Bronzetti
Najciekawszy mecz dnia jest ciągiem dalszym historii z Nowego Jorku. W kwalifikacjach US Open Giovannini i Bronzetti już zaczęły grać, ale Argentynka musiała skreczować z powodu urazu. Prasa w jej kraju pisała potem o problemie z kostką.
We wrześniu Giovannini mówiła wprost: „Od dłuższego czasu zmagam się z kontuzją” (Puntal). Jaki jest dziś stan kostki, nikt nie potwierdził. Mecze rozegrane od tamtej pory to jeszcze nie zaświadczenie o pełnym zdrowiu.
Liczby z mączki mówią za nią: 19-latka wygrywa w tym roku blisko cztery mecze na pięć. W Starej Zagorze po 6-1 nagle oddała jednak kontrolę i przegrała z Lucie Petruzelova, zawodniczką z siódmej setki rankingu. Wcześniej był udany występ w deblu na Igrzyskach Ameryki Południowej u boku Ortenzi, dobry znak po przerwie.
Giovannini lubi tenis z fantazją. Jak opisuje ITF, łatwo generuje moc, zwłaszcza forhendem, i potrafi zmienić rytm skrótem albo wejściem do siatki. To jednak tenis, który wymaga zdrowych nóg.
Bronzetti odbudowuje się po trudnym okresie, o którym sama mówiła otwarcie. Jej trener Francesco Piccari zauważył w sierpniu, że Włoszka „forhendem gra teraz bardziej zdecydowanie” (SuperTennis). Dodał, że lepiej czyta grę i częściej sięga po skrót oraz slajs z bekhendu.
Wyniki jeszcze tego nie pokazują: w ostatnich pięciu meczach Bronzetti wygrała raz. Z Barthel podniosła się po 3-6 aż do 6-0. Z Teichmann walczyła do końca, ale oddała gem serwisowy w decydującym momencie drugiego seta.
Tu nie mam pewności i nie będę udawał, że jest inaczej. Bukmacherzy minimalnie stawiają na Bronzetti, ja na mączce skłaniam się ku Giovannini, o ile kostka pozwoli jej dobiegać do skrótów. Argentynka z +1 gemem wygląda mi interesująco, a trzeci set wcale by mnie nie zdziwił. Wszystko zależy od tego, jak pewnie Giovannini poczuje się w ruchu.
Leme Da Silva — Papamichail
Dzień zamyka 16-letnia Nauhany Vitoria Leme Da Silva, w Brazylii znana po prostu jako Naná. Przed turniejem mówiła, że występy w reprezentacji i zderzenia z seniorskim tourem są „bardzo cenne w tym okresie przejściowym” (TenisBrasil).
Najbardziej podoba mi się w niej szczerość wobec własnych porażek. Po 2-6 1-6 z Kaitlin Quevedo w São Paulo przyznała, że powinna była zmusić rywalkę do większego wysiłku i dokładniej ją sprawdzić. Żałowała też niewykorzystanych okazji. Szesnastolatka, która sama stawia sobie taką diagnozę, zwykle szybko się uczy.
Despina Papamichail ma 33 lata i długą seniorską karierę za sobą. Ten sezon na mączce jej jednak nie niesie. Rok temu rozegrała na ziemi ponad 90 meczów i wygrała zdecydowaną większość, a teraz ma więcej porażek niż zwycięstw. Ostatnio w Santa Margherita di Pula zatrzymała ją Alessandra Mazzola, 3-6 4-6.
Do tego dochodzi podróż: jeszcze w zeszłym tygodniu Greczynka grała we Włoszech, a teraz wychodzi na kort w Brazylii. Czy zmiana czasu da jej się we znaki, nie wiem. To znak zapytania, a nie potwierdzona słabość.
Kursy są niemal równe, z lekkim wskazaniem na Papamichail. Spodziewam się długiego meczu, powyżej 20.5 gema, a Leme Da Silva z handicapem +1.5 wygląda mi tu nieźle. Rozstrzygnie, czy Brazylijka wykorzysta szanse, których w São Paulo nie wykorzystała.
Kostka Giovannini, chmury nad Graciosą i lekcje Leme Da Silva
Najważniejsze pytanie dnia dotyczy zdrowia: jak porusza się Giovannini i czy rewanż z Bronzetti tym razem dojdzie do końca. Drugie dotyczy pamięci. Samson i Romero Gormaz muszą zostawić za sobą przegrane finały, a Tubello rozbicie w Heraklionie. Jeśli wróci deszcz, plan dnia może się rozjechać: dwa mecze mają tylko kolejność, a nie stałą godzinę, a wieczorny może zmienić kort.
Gdybym miał wybrać jeden mecz, zostałbym na wieczór przy Giovannini i Bronzetti, a potem przy szesnastolatce, która uczy się na głos. Szczegółowe typy na każdy z tych pojedynków mają typerzy AI na stronach meczów. Liczą tam dokładnie to, na co ja patrzę tylko okiem.

Jeśli coś zostało w głowie, zostawcie ślad.
