Lyon, 19 października: włoskie derby Arnaldi — Musetti i francuska młodość na otwarcie

Turniej ATP w Lyonie rusza od pierwszej rundy na twardych kortach w hali. Pierwszego dnia w drabince singla mężczyzn grają trzy pary i każda ma własną historię. Najmocniejszym punktem są włoskie derby Matteo Arnaldi — Lorenzo Musetti, w których obaj wychodzą na kort z niewiadomą w ciele.
Wokół derbów dzieje się sporo francuskiej młodości. Moise Kouame sprawdzi się przeciw doświadczonemu Lorenzo Sonego, a Felix Balshaw przeciw Jaime Farii, który jesień spędził w azjatyckich turniejach. Mam na dziś trzy mecze w kolejności, w jakiej wyjdą na kort:
- 13:00 — Faria — Balshaw
- 14:30 — Arnaldi — Musetti
- 16:00 — Sonego — Kouame
Godziny podane w czasie UTC.
Faria — Balshaw
Dzień otwiera mecz, który na papierze wygląda prosto, a w praktyce może być dość kapryśny. Jaime Faria, 23-letni Portugalczyk, ma za sobą sporo meczów w głównym cyklu. Felix Balshaw, 20-letni Francuz, przyjeżdża do Lyonu na fali pierwszego wielkiego sukcesu. Ranking dzieli ich o ponad sto miejsc, ale moim okiem forma na korcie dzieli ich znacznie mniej.
Wrześniowe zwycięstwo w Challengerze w Manacor wiele dla Balshawa znaczyło. Zaraz po finale mówił: „Pod koniec się popłakałem” (L'Équipe). W tamtym finale przegrał pierwszego seta i odwrócił mecz. To był już czwarty wygrany finał Francuza w tym sezonie. Do Lyonu trafia dzięki programowi Next Gen Accelerator.
Ostatni mecz Balshawa pokazał jednak drugą stronę tej samej cechy. W Roanne znów odrobił stratę pierwszego seta z Miką Brunoldem, ale w decydującym secie nie wytrzymał i przegrał 3-6 6-2 3-6. Grał tam też debla, więc przyjeżdża z rytmem gry w hali. Nie wiem tylko, ile ten rytm kosztował go sił.
Faria to z kolei zawodnik, któremu mecze potrafią się wymknąć w połowie. W Tokio wykorzystał niespodziewaną szansę w głównej drabince i pokonał Arthura Fery'ego w trzech setach. W Szanghaju wygrał wyrównanego pierwszego seta z Arthurem Geą w tie-breaku, po czym oddał dwa kolejne 1-6, 2-6. Do tego doszła jeszcze gładka porażka 1-6, 1-6 z Jaume Munarem. Prasa odnotowała te zwroty, ale nie wyjaśniła, skąd się brały.
Wcześniej się nie spotkali, więc obaj będą się poznawać w trakcie meczu. Kluczowe wydaje mi się to, kto lepiej zareaguje, gdy pierwszy plan przestanie działać. Obaj mieli ostatnio kłopot z utrzymaniem przewagi, którą sami sobie wypracowali.
Faria jest bliżej wygranej dzięki większemu doświadczeniu w głównym cyklu. Nie jestem jednak przekonany, że przejdzie przez ten mecz spokojnie. Spodziewam się wahań i całkiem możliwego decydującego seta. Z handicapem +2.5 Balshaw wygląda tu rozsądnie, a powyżej 23.5 gema nie byłoby dla mnie zaskoczeniem. Pokaże kort.
Arnaldi — Musetti
W tym meczu najpierw trzeba mówić o zdrowiu, a dopiero potem o tenisie. Musetti złamał palec na treningu i wycofał się z Tokio. Sam napisał wtedy: „Mam niewielkie złamanie palca serdecznego prawej dłoni” (Gazzetta dello Sport). Potem zagrał w Szanghaju. To dowodzi, że może grać, ale niekoniecznie, że nic mu już nie przeszkadza.
Arnaldi ma świeższy problem. W meczu z Taylorem Fritzem w Szanghaju fizjoterapeuta zajmował się jego prawym barkiem, a według TennisTalkera zawodnik wziął też środek przeciwbólowy. Czy bark się już uspokoił, tego nikt dotąd nie potwierdził. Pod koniec sezonu każdy ma swoje dolegliwości, ale bark u tenisisty to coś więcej niż zwykłe zmęczenie.
Szanghaj zostawił Musettiemu raczej poczucie niedosytu niż powód do wstydu. Ze Zhou Yi miał szanse na pierwszego seta, odrobił straty i w decydującej partii znów miał okazję. Ostatecznie przegrał tie-break 1-7. Przegrał tak, jakby wiedział, jak zbudować zwycięstwo, ale w najważniejszych momentach nie umiał go dokończyć.
Arnaldi gra ostatnio lepiej, niż pokazują jego wyniki. Z Carlosem Alcarazem w Tokio przegrał pierwszego seta dopiero po tie-breaku 6-8, w Szanghaju rozbił Bernarda Tomica 6-3, 6-1, a z Fritzem walczył do końca. Cały sezon na twardych kortach wygląda u niego jednak blado: tylko cztery wygrane na czternaście meczów. Widzę w nim przebłyski formy, ale nie widzę, żeby prowadził mecze od początku do końca.
Historia ich spotkań należy do Musettiego: 4-0. Dwa mecze odbyły się na twardej nawierzchni. W Australian Open 2025 Musetti wygrał w czterech setach, z dwoma tie-breakami po drodze. W lipcu w Waszyngtonie prowadził 6-0, 3-1, kiedy Arnaldi skreczował. Wcześniej w Lyonie Musetti wygrał trzy mecze i przegrał jeden.
Włoski serwis MondoSport24 widzi w tym meczu zderzenie techniki i zmian rytmu Musettiego z solidnością Arnaldiego z linii końcowej i jego wytrzymałością. Zgadzam się z tym. Musetti musi wyciągać rywala z wygodnych wymian zmianami tempa i nie może tylko bronić się głęboko za linią. Arnaldi chce z kolei, żeby Musetti pod presją raz za razem sam szukał rozwiązań.
Moim zdaniem Musetti jest bliżej wygranej, bo ma bilans spotkań, lepszy sezon na twardych kortach i więcej sposobów na rozmontowanie rywala. Nie spodziewam się jednak spaceru. Arnaldi potrafi długo trzymać piłkę w korcie, a ich mecz w Melbourne pokazał, że potrafią się nawzajem zmęczyć. Powyżej 22.5 gema wygląda tu przekonująco. Handicap −3.5 dla Musettiego wydaje mi się już ryzykowny, skoro nikt do końca nie wie, jak trzyma się jego palec. Zwycięzca trafi do tej samej części drabinki co para Sonego — Kouame.
Sonego — Kouame
Na wieczór zostaje mecz pokoleń. Kouame ma 17 lat i za sobą głośny sezon, którym żyje francuska prasa. Gra w nim już nie tylko o występ przed własną publicznością, ale także o miejsce w Next Gen Finals. Alexandre Hercheux pisał po turnieju w Roanne wprost: „Kouame jest pod presją” (TennisActu).
W hali Kouame czuje się wyraźnie dobrze, bo w tym roku wygrał na kortach krytych 18 z 24 meczów. W Roanne rozbił Diego Dedurę 6-1, 6-4. W następnej rundzie z Nicolaiem Budkovem Kjaerem nie znalazł jednak punktu zaczepienia i przegrał 4-6, 2-6. W czerwcu wycofał się z Challengera w Lyonie z powodu łokcia. Od tamtej pory gra regularnie i nic nie wskazuje, żeby łokieć wciąż mu dokuczał.
Sonego to rywal, który w hali czuje się jak u siebie. Ma tytuł w Metz i finał w Wiedniu, a w zeszłym sezonie wygrał na kortach krytych dziewięć meczów przy sześciu porażkach. Tegoroczna jesień idzie mu jednak ciężko. W kwalifikacjach do Szanghaju przegrał z Azizem Dougazem 6-7, 7-5, 4-6. Odrobił stratę pierwszego seta, ale nie zdołał dokończyć powrotu. Lyon też nie przynosi mu dobrych wspomnień: jedyny wcześniejszy mecz tutaj przegrał.
Kouame ma rytm gry z ostatnich tygodni, Sonego ma za sobą dłuższą przerwę. Nie przesądzam, czy dla Sonego to świeżość, czy zardzewienie. W samym meczu chodzi o to, czy Kouame zamieni go w długi pojedynek ruchu i wyczucia piłki. Sonego wolałby krótkie akcje i atak od pierwszej piłki, zanim publiczność zdąży unieść młodego Francuza.
Tu przyznaję się do wątpliwości: ten mecz może pójść w każdą stronę. Sonego lekko przeważa doświadczeniem w hali, ale jego forma w tym roku nie daje mi spokoju. Kouame z handicapem +1.5 wydaje mi się rozsądną opcją. Wiele zależy od tego, kto lepiej zacznie i czy presja walki o Next Gen Finals Francuza zmobilizuje, czy usztywni.
Palec Musettiego, bark Arnaldiego i dwóch Francuzów z apetytem
Pierwszy dzień w Lyonie stawia przede wszystkim pytania o zdrowie. Ręka Musettiego i bark Arnaldiego mogą zdecydować o derbach bardziej niż cała historia ich spotkań. Obok tego jest drugi wątek: czy Balshaw i Kouame przeniosą formę z challengerów na poziom ATP, i czy Faria oraz Sonego zdołają to powstrzymać.
Najbardziej czekam na derby, bo tam łatwo zobaczyć, czy zawodnik gra swobodnie, czy oszczędza rękę. Pomaga w tym każdy drugi serwis i każdy bekhend pod presją. Kto szuka konkretnych typów na te trzy mecze, znajdzie je u typerów AI na stronach poszczególnych spotkań. Tam schodzą do szczegółów, na które w zapowiedzi dnia nie ma miejsca.

Jedno polubienie i wyciągam stary zeszyt.
