WTA Ljubljana, 18 września: Barthel wraca do formy, a Sobolieva ma z Samson niedokończoną sprawę

Ćwierćfinały w Lublanie ułożyły się w dzień kontrastów. Trzy mecze startują równocześnie o ósmej rano, czwarty dołącza półtorej godziny później, a wątki w nich są tak różne, jakby ktoś rozpisywał je specjalnie pod cztery osobne opowieści. Mona Barthel, która wygrała w karierze trzynaście tytułów, w tym cztery w głównym cyklu, gra przeciwko dwudziestoletniej Mii Ristic. Anastasiia Sobolieva spotyka Laurę Samson po raz drugi w ciągu dwóch miesięcy — pierwszego spotkania nie dokończyła.
Mączka w Lublanie nagradza cierpliwe budowanie wymiany, ale kilka zawodniczek przeszło przez tę drabinkę zupełnie inaczej: biorąc piłkę wcześnie i nie pozwalając, by wymiana się ustabilizowała. To chyba najciekawsze pytanie dnia — czy w ćwierćfinałach wygra spokój, czy pośpiech. Oto cztery pary, o których chcę dziś pogadać:
- 08:00 — Barthel — Ristic
- 08:00 — Sobolieva — Samson
- 08:00 — Basiletti — Gorgodze
- 09:30 — De Stefano — Tubello
Godziny podane w czasie UTC.
Barthel — Ristic
To, co Barthel zrobiła z Francescą Jones, było najczystszym tenisem tego tygodnia. 6:0, 6:4 z rywalką z okolic setki rankingu, przy czym pierwszy set to była pełna kontrola: Niemka brała piłkę wcześnie, zmieniała kierunek bez przeszarżowania i nie dała Jones zbudować ciężkich, fizycznych wymian, w których ta czuje się najlepiej. Wcześniej tym samym wynikiem 6:0, 6:4 odprawiła Radkę Zelnickovą. W Montreux, jeszcze niedawno, Fiona Ferro nie pozwoliła jej dyktować i wygrała 6:3, 6:4 — w Lublanie Barthel trafia w piłkę zupełnie inaczej, a i kort chyba jej służy, bo bilans na tym turnieju ma wyraźnie dodatni.
Ristic to inna historia i inna generacja. Dwudziestolatka z Serbii przeszła pierwszą rundę w nerwach, wygrywając z Martiną Colmegną 7:5, 7:6(3), a potem zagrała znacznie spokojniej: Miriam Bulgaru trzymała przyklejoną do końcowej linii i skończyła 6:3, 6:3, bez zapraszania rywalki do powrotu. Mączka jest jej żywiołem — w tym sezonie wygrała na niej blisko dwie trzecie spotkań, rok wcześniej nawet więcej. Nieco niepokoi mnie tylko to, że do Lublany przyjechała po płaskiej porażce z Liną Gjorcheską w Antalyi. Nigdy wcześniej ze sobą nie grały.
Klucz widzę w długości wymian. Barthel potrzebuje krótkich punktów: głęboka pierwsza piłka, zmiana kierunku, ewentualnie skrót, jeśli Ristic zacznie się cofać. Ristic musi zmusić Niemkę do uderzania z wysokości ramion i w biegu, a przede wszystkim nie oddawać krótkich piłek na środek kortu, bo Barthel widzi je teraz za dobrze.
Bukmacherzy stawiają na młodość, ale mnie ta demolka Jones nie wygląda na przypadek — Barthel przy tej ostrości timingu jest tu realnie groźna i wyżej wyceniona, niż chyba powinna. Spodziewam się meczu, który rozstrzygnie się w trzech setach albo w dwóch bardzo ciasnych, więc powyżej 21,5 gema wydaje mi się rozsądniejszą stroną niż handicap.
Sobolieva — Samson
Najciekawszy mecz dnia, bo do końca nie wiemy, jak wyglądałoby pierwsze spotkanie tych dwóch. 30 lipca w Targu Mures, w drugiej rundzie na mączce, Samson prowadziła 4:2, kiedy Sobolieva skreczowała. Ukrainka mówiła wcześniej o sezonie pełnym bólu, ale w Lublanie nie ma żadnych zgłoszonych problemów i rozegrała dwa kompletne mecze — z Leą Boskovic 6:2, 7:5 oraz z Denisą Zoldakovą 7:5, 6:4, w spotkaniu dużo bardziej nieprzyjemnym, niż sugeruje wynik. Podobało mi się, że najlepsze długości znajdowała pod koniec setów, a nie w panice.
Samson jest młodsza o cztery lata i wyżej o kilkadziesiąt miejsc w rankingu, a mączka to jej najlepsza nawierzchnia od dwóch sezonów — wygrywa na niej blisko trzy czwarte spotkań. Z Weroniką Falkowską przeszła jednak przez młyn: przegrany tie-break, potem 6:0, w końcu 6:3 w decydującym secie. Najważniejsze było to, że rozczarowanie z pierwszego seta nie przeszło z nią do drugiego, a poziom skoczył w górę dokładnie wtedy, gdy zaczęła brać piłkę wcześniej. „Najważniejsze jest skupienie na własnej grze” — mówiła kiedyś o funkcjonowaniu w wielkim tenisie (Tenisový svět). Sobolieva to samo ujmowała inaczej: „Starałam się nie myśleć zbyt wiele o stawce, po prostu próbowałam grać swój najlepszy tenis” (Sport News 24).
Cała walka toczy się o pozycję na korcie. Samson jest groźna, gdy wchodzi przed linię i zamienia neutralną piłkę w natychmiastowy nacisk, więc Sobolieva powinna grać wysoko i głęboko na jej bekhend, żeby Czeszka musiała wytwarzać tempo z głębi. Ukrainka ma za sobą lżejszy mecz i świeższe nogi — Samson po tych trzech setach z Falkowską wchodzi z wyraźnie większym obciążeniem, choć dzień przerwy dostały obie.
Moim okiem to mecz na trzy sety i na długo. Samson ma większy potencjał ofensywny i formę rosnącą w krytycznych momentach, Sobolieva świeższe ciało, porządek w grze i osobisty rachunek do zamknięcia po lipcowym krecie. Powyżej 21,5 gema wygląda tu na całkiem naturalne, a fora +1,5 dla Sobolievej broni się lepiej, niż wskazuje kurs na jej zwycięstwo.
Basiletti — Gorgodze
Noemi Basiletti przechodzi ten turniej jak ktoś, kto nagle zrozumiał, o co chodzi. Najtrudniejszy był pierwszy mecz z Lolą Radivojevic — 7:6(7), 6:4, z opanowanym tie-breakiem i odpartym późnym atakiem. Z Julie Struplovą była już wolna: 6:2, 6:3, gra do przodu, żadnych emocjonalnych zawirowań. Dwudziestolatka po przełomie w Rzymie mówiła rzecz, która pasuje do dzisiejszego meczu jak ulał: „Tu punkt musisz sobie zawsze wziąć sam” (SuperTennis). Jej trener Federico Maccari dodawał, że talent to punkt wyjścia: „Urodziła się z talentem, a ten talent trzeba potem pielęgnować” (OA Sport) — i że pracują głównie nad rozwiązywaniem meczów i decyzjami pod presją.
Ekaterine Gorgodze idzie przez Lublanę drogą dokładnie odwrotną: długo, niestabilnie i drogo. Z Marią Lourdes Carle wygrała 7:5, 6:7(2), 6:4, z Lucie Havlickovą 7:6(4), 1:6, 6:3, więc w środku drugiego meczu zaliczyła spory zjazd i musiała odbudować swoje wzorce w decydującym secie. Odporność ma znakomitą, ale trzydziestoczteroletnia Gruzinka rozwiązała w tym tygodniu znacznie więcej problemów niż Włoszka, a do tego grała jeszcze debla. Jej sezon na mączce jest zresztą słabszy niż zwykle — wygrała mniej niż połowę spotkań, przy wyraźnie lepszym bilansie na twardych kortach.
Atutem Gorgodze jest lewa ręka, zmiana trajektorii i umiejętność namówienia młodszej rywalki na jedno uderzenie za wcześnie. Basiletti ma szybsze przyspieszenie i musi atakować krótkie piłki, nie forsując tempa z kiepskich pozycji; jej bekhend będzie kluczowy, gdy leworęczna zacznie ją wyciągać na stronę ad.
Różnica świeżości jest tu na tyle duża, że Basiletti wydaje mi się bliżej wygranej — i rynek to widzi. Nie kupowałbym jednak rozbicia: Gorgodze potrafi przegrać seta i nie stracić kontroli nad meczem, więc handicap −2,5 dla Włoszki wygląda ryzykownie, a powyżej 20,5 gema bardziej zgodnie z charakterem tego spotkania.
De Stefano — Tubello
Najmniej głośny ćwierćfinał dnia, a chyba najbardziej „mączkowy”. Samira De Stefano zaczęła turniej od odwrócenia meczu z Arantxą Rus — 1:6, 6:3, 6:3 — kiedy przestała pozwalać, by wypychano ją do biernej obrony, i zaczęła wcześniej zmieniać kierunek. Z Barborą Palicovą poszła od razu do przodu i wygrała 6:1, 7:5, mimo że druga partia zrobiła się nieprzyjemna. W jej lublańskim tygodniu jest więc i powrót ze straconego seta, i prowadzenie od pierwszej piłki.
Alice Tubello była jeszcze stabilniejsza: Vivian Wolff trzymała pod stałą presją (6:4, 6:3), a Dalmie Galfi, potrafiącej przejąć mecz prostą, twardą grą, nie pozwoliła zbudować dłuższych sekwencji ofensywnych (6:3, 6:4). Żadnego decydującego seta, żadnej straty kontroli w końcówkach — w Montreux, gdzie po dobrym otwarciu przegrała z Palicovą 6:3, 4:6, 1:6, było dokładnie odwrotnie. Jej historia jest jednak szersza niż tydzień w Lublanie: „To niespodziewana dzika karta po sześciu operacjach” — mówiła po tym, jak dostała szansę w Roland Garros (podcast). O najciemniejszym momencie rehabilitacji wspominała bez ozdób: „Mówiłam sobie, że to może koniec, że trzeba zająć się czymś innym” (Tennis Actu).
Obie na mączce czują się pewnie — Tubello wygrała w tym sezonie siedem spotkań na dziesięć, a rok wcześniej cztery na pięć; De Stefano ma w tym roku podobnie dobre proporcje. Francuzka ma lepszą równowagę w obronie i czystszy tydzień, Włoszka większą gotowość do uderzenia jako pierwsza. Jeśli De Stefano zaatakuje przewidywalnie, Tubello wykorzysta jej tempo; jeśli będzie zmieniać kierunki i czasem wyciągnie rywalkę do przodu, Francuzce zrobi się ciasno.
Tu obraz jest naprawdę mętny i kursy prawie równe nie kłamią. Skłaniam się minimalnie ku Tubello ze względu na spokój w końcówkach setów, ale wystarczy jeden dobry start De Stefano, żeby wszystko się przestawiło. Zapowiada się na dwa długie sety albo trzy krótkie — w każdym razie na mecz z okolic granicy 21,5 gema.
Doświadczenie Barthel, świeżość Sobolievej i trzy pytania o nogi
Najbardziej ciekawi mnie, czy Barthel potrafi powtórzyć precyzję z meczu z Jones przeciwko komuś, kto porusza się po mączce lepiej i nie da jej tanich okazji. Drugie pytanie dotyczy nóg: Samson i Gorgodze mają w tym tygodniu najwięcej przepracowanych minut, a to na kortach ziemnych zwykle wychodzi dokładnie w tym momencie, w którym mecz zaczyna się robić ciężki. Trzecie jest o dojrzewaniu — Basiletti i Ristic dostają dziś sprawdzian z cierpliwości, nie z talentu.
Mój dzisiejszy wybór to mecz Sobolievej z Samson, bo niedokończone spotkania zawsze mają drugie dno, a oba tenisy pasują do siebie aż niewygodnie. Kto szuka konkretnych typów na te cztery ćwierćfinały, znajdzie je u typerów AI na stronach poszczególnych meczów — tam schodzą w liczby głębiej, niż wypada w tekście przed pierwszą piłką.

Wynik ustali kort. Nastrój ustawicie wy.
