Eala kontra Shnaider w Tokio: leworęczny rewanż za siedem piłek meczowych w Ningbo
Ćwierćfinał Toray Pan Pacific Open na twardych kortach w Tokio to szybka powtórka z rozrywki. Rozstawiona z trójką Diana Shnaider (13. WTA) i grająca z ósemką Alexandra Eala (19. WTA) ledwo co schodziły z kortu w Ningbo, a już stają naprzeciw siebie ponownie. W tym pojedynku dwóch leworęcznych tenisistek nikt nie zamierza kalkulować.
Alexandra Eala: przebudzenie returnu i sztuka wychodzenia z opresji
Przed startem w Tokio forma Eali przypominała jazdę bez trzymanki, czego dowodem były rozczarowujące występy w Singapurze i Wuhanie. W Ningbo pokonała jednak Diane Parry, a w starciu ze Shnaider biła się do samego końca w obu partiach, choć w kluczowych momentach brakowało jej chłodnej głowy i czystości uderzeń.
W stolicy Japonii Eala najpierw gładko odprawiła grającą z dziką kartą Mikę Stojsavljevic, pilnując własnego podania od pierwszej do ostatniej piłki. Prawdziwy test przyszedł jednak w starciu z Tahliah Gibson, która na początku spychała ją do głębokiej defensywy i wygrała pierwszego seta z pomocą taśmy.
Gdy jednak Australijka wcześniej nie zdołała podać na seta, Eala wyczuła krew. Zaczęła kąsać agresywnym returnem, włączyła wyższy bieg w poruszaniu się po korcie i w decydującym secie całkowicie przejęła kontrolę nad meczem.
Sama tenisistka tłumaczy ten zwrot czystą koncentracją i walką o każdą piłkę, a nie nagłą rewolucją techniczną. W Tokio wspiera ją głośna grupa filipińskich kibiców, a wycofanie się z debla z powodu kontuzji pleców jej partnerki, Desirae Krawczyk, daje Eali luksus pełnego skupienia na singlu przed kolejnym startem w Hongkongu.
Diana Shnaider: wachlarz sztuczek i żelazne nerwy w trzecich setach
Shnaider przyjeżdża na ten ćwierćfinał po znacznie równiejszej serii występów podczas azjatyckiego tournée. Rozgrywa swój najlepszy sezon na najwyższym poziomie, ale wciąż czeka w tym roku na tytuł, co tylko podkręca jej apetyt na końcowy triumf w Tokio.
Jej niedawny bój z Ivą Jović w Ningbo został wybrany przez WTA meczem tygodnia. Kiedy sama siła ognia nie wystarczała, Shnaider wyciągnęła z kapelusza krótkie slajsy, loby i mijanki, po czym mimo utraty drugiego seta zresetowała głowę i zamknęła sprawę w trzeciej partii.
Wychodzenie z tarapatów to ostatnio jej specjalność, o czym przekonała się też Julia Putincewa. W Tokio Shnaider miała wolny los w pierwszej rundzie, a w drugiej przetrwała huraganowy drugi set w wykonaniu Aliaksandry Sasnowicz, by w decydującej odsłonie znów dyktować warunki, gdy rywalka zaczęła się mylić.
Leworęczne szachy i lekcja z Ningbo: kto komu zamknie kąty?
Niedawny mecz w Ningbo to kopalnia wiedzy przed piątkowym starciem. Shnaider potrzebowała tam aż siedmiu piłek meczowych, żeby złamać opór rywalki, a po drodze musiała oglądać chociażby zuchwałe kombinacje skrótu i mijanki w wykonaniu Eali.
Spotkanie zaczęło się od pewnych gemów serwisowych, ale błąd Eali z prostego forhendu pod presją pod koniec pierwszego seta zmienił ten mecz w festiwal przełamań. Obie zawodniczki agresywnie atakują drugi serwis, więc słabsze podanie natychmiast kończy się zepchnięciem do obrony albo bezpośrednim punktem z returnu.
Kluczową podpowiedź taktyczną zdradziła sama Shnaider, cytując radę swojego trenera Saschy Bajina. Ponieważ Eala uwielbia wchodzić w kort i otwierać sobie ostre kąty, receptą Shnaider jest głęboka obrona przez środek, która odbiera rywalce całą geometrię kortu.
Do tego dochodzi specyfika pojedynku dwóch mańkutek, czyli nieprzyjemne slajsowane serwisy na ciało i nietypowa rotacja piłki. Obie zawodniczki grały swoje poprzednie mecze w środę i nie narzekają na urazy; o awansie zdecyduje to, czy Eala od pierwszej piłki uruchomi swój return i nie da się sprowokować do błędów, gdy Shnaider znów zacznie posyłać głębokie piłki w sam środek kortu.

Bez kciuka to wymiana bez punktu.











