Sorana Cirstea kontra Sara Bejlek w Ningbo: pożegnalny taniec czy kolejny thriller?
Drabinka turnieju WTA na twardych kortach w Ningbo właśnie otworzyła się szeroko, bo 20 października z imprezy wycofała się Iga Świątek. W drugiej rundzie rozstawiona z numerem 8 Sorana Cirstea (17. WTA) zmierzy się z Sarą Bejlek (32. WTA), a nagrodą jest ćwierćfinał bez niedoszłej głównej faworytki. Obie panie uwielbiają ostatnio wypuszczać z rąk pewne prowadzenie, więc zapnijcie pasy.
Sorana Cirstea: efektowna gra i sztuka domykania spotkań
Cirstea rozgrywa swój ostatni sezon w karierze i w wieku 36 lat wciąż potrafi wejść na kosmiczny poziom. Podczas US Open ograła po raz pierwszy Jasmine Paolini, a zatrzymała ją dopiero Jessica Pegula. Trener Adrian Cruciat jeszcze we wrześniu chwalił jej świetne przygotowanie, choć tamten rytm przerwała późniejsza kontuzja łydki i wycofanie się z turnieju w Pekinie.
Powrót na korty w Wuhan przyniósł jednak dramat, który do dziś może śnić się Cirstei po nocach. W meczu z Hanyu Guo kontrolowała grę, by roztrwonić ogromną przewagę w drugiej partii, zmarnować kolejne piłki meczowe i przegrać w decydującym secie. Zbudowanie przewagi przyszło jej łatwo, ale zamknięcie spotkania okazało się zadaniem ponad siły.
W pierwszej rundzie w Ningbo przeciwko kwalifikantce Han Shi było już znacznie spokojniej, choć też nie obyło się bez turbulencji. Cirstea zgubiła wczesną przewagę w pierwszym secie, by przełamać rywalkę w samej końcówce, a w drugiej partii również szybko oddała prowadzenie przed odzyskaniem kontroli. Sama przyznała po tym zwycięstwie bez straty seta, że jest bardzo zadowolona i chce cieszyć się grą przed chińską publicznością.
Sara Bejlek: mistrzyni ucieczek z podbramkowych sytuacji
Sara Bejlek przyjechała do Ningbo z łatką zawodniczki, która potrafi stworzyć sobie szanse, ale miewa kłopoty z ich zamianą na punkty. W Pekinie Naomi Osaka nazwała ją niesamowitą tenisistką po tym, jak Bejlek postawiła jej twarde warunki w wietrznej i zimnej trzeciej rundzie, przegrywając głównie przez świetny pierwszy serwis i ataki rywalki przy siatce. Z kolei w Wuhan Bejlek prowadziła w drugim secie 3:1 z Paolini, by ostatecznie oddać inicjatywę i całe spotkanie.
Nawet wcześniejszy okres na kortach twardych w Guadalajarze pokazał te wahania, gdy po gładkim ograniu Alycii Parks szybko zatrzymała ją Cristina Bucsa. W pierwszej rundzie w Ningbo znowu trafiła na Parks i zafundowała kibicom prawdziwy rollercoaster. Bejlek roztrwoniła dobre otwarcie, przegrywała już setem i przełamaniem, ale zdołała odwrócić losy drugiej partii.
W decydującym secie Bejlek pilnowała własnego podania, korzystając też z błędów serwisowych Amerykanki. W końcówce wybroniła się pod presją we własnym gemie serwisowym, zaliczyła przełamanie, a serwując na mecz, odparła break pointy na powrotne przełamanie. Pokazała stalowe nerwy, ale kosztowało ją to mnóstwo sił na niespełna dobę przed kolejnym wyjściem na kort.
Rewanż za Wimbledon i test świeżości na twardym korcie
Media przypominają, że dla Bejlek to okazja do rewanżu za porażkę na Wimbledonie, choć sama zawodniczka nie składała przed meczem żadnych bojowych deklaracji. Na twardym korcie w Ningbo kluczowe będzie zderzenie ofensywy Cirstei z umiejętnością antycypacji Bejlek, która już w Pekinie świetnie czytała zamiary Osaki. Jeśli Bejlek zacznie zgadywać kierunki ataków i przeciągać wymiany, Cirstea znów stanie przed pytaniem, czy potrafi utrzymać koncentrację po nieudanym pierwszym uderzeniu.
Równie ciekawie wygląda kwestia fizyczna i dodatkowy dzień odpoczynku po stronie wyżej notowanej tenisistki. Cirstea swój krótki mecz pierwszej rundy zamknęła w poniedziałek, podczas gdy Bejlek wywalczyła awans po wyczerpującej wtorkowej bitwie. Bejlek nie zgłasza żadnych urazów, a u Cirstei po problemach z łydką nie ma sygnałów o nawrocie kontuzji, więc o wszystkim zdecyduje chłodna głowa w gemach na styku.

Jedno kliknięcie i wracam z kolejnym tekstem.











