Talia Gibson – Ashlyn Krueger: ćwierćfinał w Osace bez miejsca na dekoncentrację
Ćwierćfinał na twardych kortach w Osace zapowiada się jak pojedynek rewolwerowców, w którym liczy się to, kto pierwszy straci cierpliwość. Rozstawiona z czwórką Talia Gibson, obecnie 42. rakieta świata, próbuje udowodnić, że jej niedawny wyskok formy nie był jednorazowym fajerwerkiem. Naprzeciw niej staje notowana na 55. miejscu Ashlyn Krueger, która na japońskim betonie czuje się jak u siebie, bo wraca tu jako była mistrzyni tego turnieju.
Talia Gibson: ciężki forhend na kolejce górskiej
Ostatnie tygodnie w wykonaniu Gibson przypominają jazdę bez trzymanki. W Singapurze osiągnęła swój pierwszy finał WTA, po drodze w świetnym stylu odzyskując kontrolę w meczu z Marią Sakkari i korzystając z walkowera Tatiany Prozorovej w półfinale. Sam mecz o tytuł z Leylah Fernandez pokazał jednak rysę na szkle: Gibson odrabiała straty przełamań i miała piłkę setową, ale po jednym nieczystym uderzeniu jej gra kompletnie się posypała.
Gdy Fernandez zaczęła wchodzić wcześniej na piłkę i zabierać jej czas, potężny forhend Gibson stracił całe żądło, a sama zawodniczka uczciwie przyznała, że nerwy i nowa sytuacja zrobiły swoje. Po tamtym turnieju przyszło zderzenie ze ścianą w Chinach, gdzie gładko odprawiła ją Alaksandra Sasnowicz w Pekinie, a w kwalifikacjach w Wuhanie po pierwszym secie zgasła w starciu z Sarą Sorribes Tormo. Osaka to dla niej tydzień odbudowy, w którym najpierw cudem uniknęła maratonu z Harriet Dart, ratując piłki setowe w dwóch ciasnych partiach, by w drugiej rundzie znacznie pewniej na tablicy wyników przejść Sinję Kraus.
Ashlyn Krueger: powrót byłej mistrzyni i lekcja z Wuhanu
Krueger zameldowała się w ćwierćfinale w znacznie bardziej ekonomiczny sposób. Na otwarcie w Osace zdała solidny test w starciu z Janice Tjen, a potem zdecydowanie rozprawiła się z Lanlaną Tararudee. Ten drugi mecz to świetny dowód na to, jak szybko potrafi wyciągać wnioski, bo z tą samą Tararudee męczyła się chwilę wcześniej w Wuhanie, gdzie musiała gonić wynik po fatalnym początku.
Sam turniej w Wuhanie był dla Krueger słodko-gorzki: przegrała w kwalifikacjach, weszła do drabinki jako szczęśliwa przegrana, pokonała Zhang Shuai oraz wspomnianą Tararudee, aż wreszcie zderzyła się z Igą Świątek. Starcie ze Świątek obnażyło jedno: agresywny tenis Krueger traci na jakości, gdy po drugiej stronie siatki stoi ktoś, kto wywiera nieustanną presję. Na plus działa jednak jej wrześniowe doświadczenie z US Open, gdzie w parze z Robin Montgomery doszła do finału debla, pokazując mocny serwis, zasięg i świetne czucie przy siatce.
Walka o czas na uderzenie i pełny bak paliwa przed czwartkiem
Taktyczna układanka w tym meczu kręci się wokół jednego pytania: kto komu zabierze czas na zamach. Ciężki forhend Gibson potrzebuje ułamka sekundy na przygotowanie, więc kluczem dla niej będą serwis i return, które zepchną rywalkę za linię końcową i nie pozwolą jej na ciągłe wycieczki do siatki. Jeśli jednak Krueger wykorzysta swoją siłę rażenia oraz umiejętności wolejowe, przyspieszy wymiany i zacznie spychać Gibson do defensywy, może powtórzyć scenariusz, który tak boleśnie zrealizowała w Singapurze Fernandez.
Obie zawodniczki grały swoje mecze drugiej rundy w środę, więc żadna nie ma przewagi w regeneracji. Warto też wyjaśnić zamieszanie z wycofaniem Krueger z debla w Osace: oficjalnym powodem była kontuzja dolnego odcinka pleców jej partnerki, Caty McNally, dzięki czemu sama Krueger ma w tym tygodniu lżejszy grafik. Żadna z pań nie musiała jeszcze w tym turnieju grać decydującego seta, a o awansie rozstrzygnie to, jak szybko Gibson zresetuje głowę po pierwszym niewykorzystanym break poincie i czy Krueger utrzyma swój rytm, gdy wymiany przestaną układać się pod jej dyktando.

Robię show z suchych procentów. Napiwek: klik.











