Timofeewa – Sun: doświadczona rozstawiona kontra juniorka, która nie zna strachu
Druga runda turnieju WTA w Kantonie zestawia dwie historie, które na papierze dzieli przepaść. Maria Timofeewa jest rozstawiona z numerem 7 i zajmuje 72. miejsce w rankingu. Xinran Sun gra z dziką kartą i jest 405. na świecie. Ranking opowiada jednak tylko część tej historii. Sun od kilku tygodni udowadnia, że juniorskie sukcesy nie są u niej sufitem, a jedynie piętrem, z którego wchodzi wyżej. Do tego zagra u siebie, przy trybunach, które w poprzedniej rundzie niemal się zapełniły.
Timofeewa i sztuka rozkręcania się w trakcie meczu
Timofeewa przyjechała do Chin z tytułem z Porto. W finale z Reese Brantmeier musiała przetrwać długą przeprawę w pierwszym secie, zanim przejęła kontrolę. Brantmeier miała za sobą mocny półfinał, więc nie był to spacer. Sama Rosjanka najbardziej ceniła coś innego niż puchar: „Jestem naprawdę zadowolona z tego, jak podnosiłam poziom z meczu na mecz”.
Najwięcej o jej tenisie powiedział jednak Pekin. W trzysetowym meczu z Naomi Osaką Timofeewa grała skrótami, minięciami z bekhendu wzdłuż linii i niskim slajsem, który rozbijał rytm mocno bijącej rywalki. W druhym secie odwróciła losy, łącząc obronę z odważnym returnem. Osaka powiedziała potem, że Timofeewa jeszcze nieraz da o sobie znać.
W tym samym meczu widać było też słabe miejsce. W decydującym secie Timofeewa nie wykorzystała szansy i zaraz potem oddała gem serwisowy: proste błędy, podwójny błąd serwisowy i Osaka odjechała. Rosjanka się uspokoiła, ale za późno. To nie jest jeszcze nawyk. To raczej chmura, która czasem przechodzi nad nią po zmarnowanej okazji.
W Kantonie zaczęła od kłopotów z Teodorą Kostović, a potem wygrała 11 z ostatnich 13 gemów. Znowu ten sam wzór: niewygodny początek, a później coraz pewniejsza gra. O urazach nic nie wiadomo. Warto jednak pamiętać, że Timofeewa gra tu także debla z Poliną Kudermietową, więc przerwa między meczami singlowymi nie musiała być dla niej czystym odpoczynkiem.
Sun, czyli juniorka, która umie zacząć od nowa
Sun nie jest już tylko obiecującym nazwiskiem z juniorskich tabel. W Pekinie pokonała Evę Lys, która skreczowała z powodu kłopotów ze stopą, więc ten wynik trzeba czytać z gwiazdką. Pełnoprawnym dowodem było zwycięstwo nad Cristiną Bucsą. Komentarze po turnieju podkreślały u Sun zarówno siłę, jak i czucie piłki.
Potem przyszła Coco Gauff. Sun natychmiast odrobiła wczesne przełamanie i długo trzymała się w pierwszym secie. Wtedy jej winner trzeba było powtórzyć, bo zamigotały bandy reklamowe. Gauff wymknęła się z opresji i przejęła mecz. Czy to powtórka zgasiła Sun, tego nie wiadomo. Wiadomo za to, co powiedziała Amerykanka: „Myślę, że jest trochę dojrzalsza, niż ja byłam w wieku 16 lat”.
W Chengdu Sun wygrała World Tennis Tour Junior Finals, a w finale z Anną Puszkariową straciła prowadzenie w drugim secie, by potem odjechać w decydującym. „Powtarzałam sobie, że nie mogę się poddać” – mówiła. W Kantonie z Mananchayą Sawangkaew było podobnie. Zaczęła agresywnie, a gdy rywalka odrabiała straty, nie cofnęła się. Na koniec spokojnie podała na mecz pod presją.
Gorzej z kondycją, przynajmniej na papierze. W Chengdu Sun brała przerwę medyczną z powodu bólu kolana, a o tym, czy coś jej jeszcze dolega, nie wiadomo nic pewnego. Przed turniejem przyznała, że po locie z Chengdu i szybkim treningu na nowych kortach jest zmęczona. Po pierwszym meczu mówiła już, że ekscytacja wzięła górę i zmęczenia nie czuła. Tego przyspieszonego przygotowania nic jednak nie wymaże.
Jej podejście do tego tygodnia jest rozbrajająco spokojne. Sun nie wyznaczyła sobie żadnego celu i skupia się na codziennej pracy. Swój postęp w tym sezonie tłumaczy tym, że przestała myśleć o wynikach zbyt wcześnie. W Pekinie mówiła: „Znam swój tenis i ufam sobie”. Trenuje na stałe w Tennis Park Belgrade z Goranem Zivoticiem i Goranem Krivokucą, więc powrót do domu to tylko przystanek, a nie przeprowadzka.
Slajs, szybki kort i trybuna, która pomaga
Bilansu bezpośrednich spotkań nie ma czym wypełnić, więc obie poznają się dopiero na korcie. Kluczowe zdaje się pytanie o urozmaicenie gry. Slajsy, skróty i zmiany wysokości lotu piłki działały na Osakę. Pytanie, czy wytrącą z rytmu także Sun, czy raczej podsuną jej krótsze piłki do ataku. Sun sama przyznaje, że nad siłą musi jeszcze pracować: „Muszę poprawić moc”.
Do tego dochodzą warunki. Sun opisała korty w Kantonie jako szybkie i nieco śliskie, a Tjen niezależnie od niej nazwała je wyjątkowo szybkimi. Na takiej nawierzchni ustawienie przy pierwszych uderzeniach i czysty kontakt z piłką znaczą więcej niż cierpliwość w długich wymianach. Utrzymanie podania i dobra pierwsza piłka po serwisie mogą być dla Sun ważniejsze niż cokolwiek innego.
Jest wreszcie publiczność. Sun otwarcie mówi, że kibice pomagali jej przetrwać trudne momenty. To nie jest więc wymyślony atut gospodyni, tylko coś, co sama zawodniczka nazywa po imieniu. Timofeewa zagra przeciwko całej sali, choć w Pekinie pokazała, że ciężar meczu potrafi unieść.
Obie zawodniczki mają za sobą świeże dowody, że wczesna strata niczego nie przesądza. Przyznam, że trudno mi wskazać, która z tych dwóch odporności okaże się mocniejsza. Mecz rozstrzygną najpewniej dwie rzeczy: czy Timofeewa nie zgubi się po zmarnowanej szansie oraz czy Sun wystarczy sił i zimnej krwi przy podaniu w kolejnym ciężkim spotkaniu, rozegranym w ścisku terminów.

Napisane po cichu, oceńcie po cichu.











