Miedwiediew kontra Alcaraz w Wiedniu: odrodzenie zderza się z powrotem
Wiedeńska jesień przyniosła półfinał, na który czekała cała hala. W sobotę o 17:00 czasu moskiewskiego Daniił Miedwiediew, rozstawiony z numerem trzecim i piąty w rankingu ATP, zmierzy się z Carlosem Alcarazem, który jest trzeci na świecie i gra w turnieju z dziką kartą jako rozstawiona dwójka. Obaj przyjechali na korty kryte z innymi historiami. Jeden niesie formę zbudowaną tygodniami, drugi dopiero sprawdza, ile z dawnego blasku już do niego wróciło.
Intryga jest prosta, choć ma kilka warstw. Miedwiediew wygrywa ostatnio także wtedy, gdy mecz ucieka mu z rąk, ale za każdym razem musi go z powrotem gonić. Alcaraz ma w zanadrzu zagrania, których nie da się zaplanować, tylko że wciąż brakuje mu ciągłości. W sobotę okaże się, co jest dziś cenniejsze: odporność czy błysk.
Miedwiediew: mistrz powrotów, który za często zaczyna od tyłu
Forma Miedwiediewa nie spadła z nieba. W Hangzhou wytrzymał agresywny początek Rublowa, a potem coraz wyraźniej dyktował warunki od własnego serwisu. W Szanghaju odbudował się po wyraźnym dołku w drugim secie z Paulem. W decydującej partii zmuszał rywala do zagrywania jeszcze jednej piłki, aż ta presja zamieniła się w błędy Amerykanina.
Ta jesień miała też swoje cienie. W Pekinie półfinał zakończył się dyskwalifikacją, bo wybita przez Rosjanina piłka trafiła widza. Miedwiediew przeprosił, mówił o nieumyślnym zdarzeniu i nie podważał decyzji. Potem w Szanghaju przyszła porażka z Jódarem w duchocie. Rosjanin pochylał się wtedy wyraźnie zmęczony, wspierał się na rakiecie i sam przyznał, że rywal lepiej zniósł trudy meczu i lepiej returnował.
W Ałmaty znów wyglądał jak zawodnik, który zna odpowiedzi. Przegrał zacięty tie-break pierwszego seta z Basilaszwilim, a później przejął kontrolę i nie pozwolił rozsypać się swoim gemom serwisowym. Po raz pierwszy w karierze obronił tytuł. Powiedział wtedy, że będzie miał swoje szanse z praktycznie każdym rywalem. W tym samym wywodzie dodał jednak, że przeciwnik zawsze może rozegrać mecz wyjątkowy.
Wiedeń wystawił tę pewność siebie na próbę. Z Méridą zaczął ospale i wyraźnie przegrywał, a winę zrzucił na przeskok z warunków w Ałmaty bez czasu na przygotowanie. Z Norrie'em było znacznie groźniej. Brytyjczyk szybko przejął inicjatywę, Miedwiediew ją odzyskał, po czym w decydującym secie znów zaczął słabo i znów musiał gonić.
Norrie podawał na mecz i miał piłkę meczową. Trafił pierwszym serwisem i ruszył do siatki, a Miedwiediew odpowiedział minięciem wzdłuż linii, przełamał i utrzymał podanie. W tie-breaku narzucił już swoje warunki. Na krawędzi nie czekał na błąd rywala, tylko sam zagrał odważnie i precyzyjnie.
Ćwierćfinał z Mannarino był spokojniejszy i sporo mówi o planie na sobotę. Miedwiediew opisywał go jako walkę o to, by w długich wymianach stawiać rywala w niewygodnych pozycjach. Uważał, że wywierał trochę większą presję i częściej znajdował zagrania kończące. „Trzeba być gotowym na długie wymiany” – podsumował.
Awans do Turynu jest już pewny, więc półfinał nie dźwiga ciężaru kwalifikacji. Rosjanin twierdzi zresztą, że czuł się zakwalifikowany już po Ałmaty, dlatego piątkowe potwierdzenie przyjął bez fety. Pracuje z Andriejem Gołubiewem, z którym po okresie próbnym zostaje do końca sezonu. Urazów nie zgłasza, ale sam ostrzegał przed podróżą i ciasnym kalendarzem. Prawdziwym znakiem zapytania jest więc nagromadzone zmęczenie.
Alcaraz: świeże nogi, niedokończony rytm
Alcaraz mówi o sobie uczciwie. Podoba mu się to, jak gra, ale przyznaje, że wciąż brakuje mu najlepszego rytmu meczowego. W tym sezonie miał przerwę i grał mniej niż zwykle. Dlatego czuje się świeży i głodny gry, choć świeżość to jeszcze nie pełna ostrość.
Tokio dało mu pierwszy od dawna powód do ulgi. W finale z Lehečką znów zaczął powoli, potem poprawił ustawienie i podkręcił intensywność. Podkreślał, że przez cały tydzień nie grał najlepiej, ale znajdował rozwiązania, i mówił, ile znaczy dla niego wygrana po wątpliwościach związanych z powrotem.
Szanghaj szybko przypomniał, gdzie są słabe punkty. Bergs serwował i atakował od pierwszej piłki z dużym przekonaniem, więc Alcaraz rzadko mógł wejść w wygodne wymiany. Odrobił straty, gdy Belg pierwszy raz podawał na mecz, ale w tie-breaku Bergs zagrał już bezbłędnie. Według El País Hiszpan zaczął się wtedy irytować nierównym zachowaniem piłek. Samuel López podpowiadał mu bekhend z rotacją zamiast nadmiaru slajsów i wołał: „Idź do siatki, bądź odważny”.
W Wiedniu ta rada wyraźnie zakiełkowała. Z Chaczanowem Alcaraz w obu setach odrabiał stratę przełamania i nie wykorzystał wcześniejszych szans. Sam przyznał, że się spieszył i ryzykował za bardzo. Tie-break rozegrał jednak znacznie lepiej, więc niedokończone okazje nie zamieniły się w emocjonalny zjazd.
Z Basilaszwilim najpierw grał najlepiej w tym tygodniu i odebrał rywalowi jego atakujący tenis. W połowie drugiego seta przyszły błędy przy własnym serwisie i Gruzin wrócił do gry. „Pozwoliłem mu wrócić do meczu” – przyznał Alcaraz. Długi tie-break uratował skrótem i bekhendowym minięciem w biegu, choć wcześniej zmarnował proste piłki, a jego forhend stracił pewność z początku meczu.
Ćwierćfinał z Paulem był najbardziej obiecujący. Amerykanin dobrze returnował i raz po raz zagrażał Hiszpanowi przy podaniu. Alcaraz odpowiadał skrótami, mocnym serwisem i grą do przodu. Przy break poincie posłał nawet drugi serwis i poszedł za nim do siatki. Choć przyznał, że z głębi kortu czuł się mniej pewnie niż dzień wcześniej, w tie-breaku forhend znów był stanowczy, a Paulowi sypał się bekhend.
Urazów w relacjach z Wiednia nie ma. Wokół Hiszpana panuje dobra atmosfera. López i reszta teamu żywiołowo reagowali na jego improwizacje przy siatce, a trening z Dimitrowem przyciągnął tłumy. Alcaraz chwalił pełne trybuny, choć muzyka w przerwach była dla niego na początku zbyt głośna.
Długa wymiana czy nagła zmiana rytmu
Ten mecz to spór o tempo i kształt wymiany. Miedwiediew chce rywala najpierw uwierać, a dopiero potem przejmować wymianę. Alcaraz w Wiedniu na kłopoty odpowiadał zmianą scenariusza: skrótem, wejściem do siatki, wolejem. Nie chodzi więc o to, kto dłużej wytrzyma przy linii końcowej. Ważniejsze, czy Rosjanin utrzyma niewygodną głębokość i nie zaprosi Hiszpana do przodu.
El País podsunął przeciwko Alcarazowi recepturę, by „spłaszczyć mecz”. Chodzi o to, żeby zamiast widowiskowej improwizacji dać mu powtarzalne, mało przyjemne schematy i sprawdzić jego koncentrację. Trudno o tenisistę bardziej predestynowanego do takiego tenisa niż Miedwiediew. To jednak analiza dziennikarzy, nie ogłoszony plan Rosjanina.
Serwis będzie ważny głównie przez to, co dzieje się po nim. Miedwiediew podaje lepiej i dzięki temu nie musi wygrywać każdego punktu harówką. Paul pokazał jednak, że dobry returnujący potrafi Alcarazowi uprzykrzyć gemy serwisowe. Hiszpan z kolei nie dopuszcza, by trudne punkty zamieniały się w zwykłą wymianę z głębi kortu. Pierwsze dwa zagrania po serwisie powiedzą więcej niż liczba asów.
Wiedeń to nie Ałmaty. Miedwiediew potrzebował czasu, żeby oswoić się z kortem. Alcaraz lubi tę nawierzchnię, ale zauważył, że piłki z czasem robią się bardzo puchate i trudniej z nich wydobyć moc. Warto patrzeć, który z nich zacznie forsować przyspieszenie, gdy piłka przestanie słuchać.
Bilans bezpośrednich spotkań w Wiedniu wspomina się głównie przez jeden mecz. Ostatnie starcie w tym sezonie wygrał Miedwiediew. To przypomnienie, że potrafi z Alcarazem zrealizować plan, ale w innych warunkach nie daje mu automatycznej przewagi psychologicznej.
Obaj grali w czwartek i w piątek, więc w sobotę wyjdą na kort po dwóch dniach wysiłku. Miedwiediew po trzysetowym boju z Norrie'em musiał się dłużej regenerować. Alcaraz uniknął trzecich setów, ale co chwilę ratował zacięte fragmenty, a to też kosztuje siły i nerwy.
Co rozstrzygnie? Po pierwsze start Miedwiediewa. Jego odporność jest dziś pewniejsza niż pierwsze gemy, a z Alcarazem gonienie wyniku może okazać się droższe niż z Méridą czy Norrie'em. Po drugie zachowanie Hiszpana po zmarnowanych szansach. Z Chaczanowem i Basilaszwilim zdarzało mu się wtedy spieszyć, z Paulem został przy jasnych, ofensywnych decyzjach.
Uczciwie przyznaję, że trudno wskazać, czyja historia ma tej soboty mocniejszą kartę. Najwięcej powie praca nóg Miedwiediewa po długich wymianach i głębokość jego piłek w drugiej godzinie gry. Równie ważne będzie to, czy Alcaraz po kolejnym zmarnowanym break poincie wciąż będzie chodził do siatki z odwagą, której domagał się López.

Że doczytaliście — już dużo. Kciuk to premia.











