Zverev i Griekspoor w Wiedniu: pewny rytm kontra powrót do formy
W wiedeńskiej Stadthalle Alexander Zverev i Tallon Griekspoor zagrają w drugiej rundzie o ćwierćfinał turnieju Erste Bank Open. Na papierze to starcie drugiego tenisisty świata z pięćdziesiątym. W praktyce spotyka się zawodnik, który przetrwał trudny początek tygodnia, z zawodnikiem, który od kilkunastu dni wygrywa z coraz większym spokojem. Dla Zvereva awans ma jeszcze jedno znaczenie: przyspieszy jego wejście na pierwsze miejsce w rankingu.
Zverev wygrywa charakterem i czeka, aż wróci rytm
Mecz otwarcia z Martínem Landaluce był dla Zvereva raczej egzaminem niż rozgrzewką. Szybko przełamał rywala, ale nie utrzymał przewagi i pierwszego seta wyrwał dopiero w końcówce. Potem Landaluce zaczął grać odważniej, przełamał go na początku drugiej partii i przejął kontrolę nad wymianami z głębi kortu.
Sportschau napisał wprost, że Zverev był chwilami zbyt pasywny. Czekał na błąd rywala, zamiast narzucać mu głębokość i ciężar swoich uderzeń. W decydującym secie grał już bardziej aktywnie, ale nie zdołał zamknąć meczu w normalnym czasie.
Rozstrzygnął dopiero tie-break, w którym obaj mieli piłki meczowe. Zverev kilka razy wychodził z opresji, a na koniec Landaluce zepsuł ambitny atak z forhendu. Trudno o lepszy przykład gaszenia pożaru, ale trudno też uznać ten mecz za dowód, że Niemiec złapał już halowy rytm.
Sam Zverev oddał rywalowi sprawiedliwość. „Doprowadził mnie do absolutnej granicy” – powiedział, chwaląc forhend Landaluce'a i to, że potrafił grać agresywnie bez lawiny błędów. Słabszy fragment gry Zvereva wynikał więc nie tylko z jego własnych kłopotów, ale też z bardzo dobrego tenisa po drugiej stronie siatki.
Ostatnie tygodnie wyglądały podobnie, czyli nierówno. W Szanghaju z Aleksandrem Bublikiem przetrwał groźny pierwszy set, zmagał się z bólem kostki i odrobił stratę przełamania w decydującej partii. Uratowały go serwis, koncentracja i niewykorzystane szanse rywala, a nie przewaga z głębi kortu.
Z Aleksem de Minaurem pokazał za to tenisa wyraźnie wyższej klasy. Dominował przy podaniu i był zadowolony ze swojej gry z linii końcowej przeciw jednemu z najszybszych zawodników w tourze. Ten mecz przypomina, że taki poziom wciąż jest w jego zasięgu.
Później przyszła porażka z Alejandro Davidovichem Fokiną. Zverev mówił, że brakowało mu sił i refleksu, a szczególnie męczył się na returnie. Wyjaśniał, że czuł się wypompowany już od meczu z Bublikiem, więc nie była to wymówka wymyślona na poczekaniu.
Po Szanghaju zrobił sobie przerwę. Przez kilka dni nie brał rakiety do ręki, grał w golfa i twierdzi, że bardzo mu to pomogło. Kostka pozostaje do obserwacji, bo w Szanghaju przyznał: „Kostka niestety dawała o sobie znać” i łączył to z dużym obciążeniem grą.
W relacjach z Wiednia nie ma jednak żadnej wzmianki o nowym urazie. Nie ma też podstaw, by twierdzić, że kostka wciąż go ogranicza. Realne ryzyko to raczej zmęczenie po długim sezonie i bardzo ciężkim meczu otwarcia.
Pozycja lidera na koniec roku jest już pewna, więc chodzi tylko o to, kiedy Zverev wejdzie na szczyt. On sam mówi, że nie zaprząta sobie tym głowy, bo wie, że to nastąpi. Czy taki moment dodaje presji, można tylko zgadywać. Ja bym go jej nie dopisywał.
Griekspoor przywiózł z Brukseli tytuł i spokój
Tydzień wcześniej Griekspoor wygrał turniej w Brukseli, który traktuje niemal jak domowy. Ma tam blisko z domu i dobrze zna te korty z treningów. Ważne jednak, jak zdobył ten tytuł: prawie każdy mecz musiał ratować po słabszym początku.
Z Jiřím Lehečką szybko przełamał, ale oddał przewagę i przegrał pierwszego seta. Wytrzymał wyrównaną drugą partię, przełamał w jej końcówce i rozstrzygnął mecz w połowie decydującego seta. Lehečka się nie posypał, to Griekspoor stopniowo grał coraz lepiej.
Z Francisco Cerúndolo zaczął od wielu niewymuszonych błędów, przez co Argentyńczyk dyktował warunki. Holender ograniczył pomyłki, a jednocześnie przyspieszył grę. W najtrudniejszych momentach decydującego seta pomógł mu serwis. Sam nazwał ten mecz „prawdziwą walką w głowie”.
Z tego tygodnia pochodzi też ważne zdanie o taktyce: „Mój slajs to na tej nawierzchni ważna broń”. Jego dobra forma nie polega więc tylko na tym, że trafia serwisem. Zmienia rytm, miesza wysokość piłek i podejmuje lepsze decyzje.
Finał z Janem-Lennardem Struffem nie był ładny. Griekspoor długo nie miał czucia piłki, narzekał na naciąg rakiety i popełniał niepotrzebne błędy. W tym samym turnieju zdarzały mu się krzyki, lekceważące gesty i łamanie rakiety.
Odwrócił ten mecz lepszym serwisem i większą cierpliwością. Slajs z bekhendu rozbijał rytm Struffa, choć przy decydującym przełamaniu Niemiec też sporo się pomylił. Na koniec Griekspoor pewnie podał na mecz. Po finale powiedział: „Cieszę się, że najlepszy tenis zagrałem wtedy, kiedy był najbardziej potrzebny”.
W Wiedniu pokazał jeszcze coś innego. Z Brandonem Nakashimą zaczął bardzo mocno, kilka razy przełamał i nie widać było u niego dawnych wybuchów złości. Holenderska agencja ANP zwróciła na to uwagę wprost: Griekspoor grał na wysokim poziomie i zachował spokój.
Później Nakashima złapał rytm i jedno przełamanie w drugim secie odwróciło losy meczu. Decydujący set toczył się bez przełamań, a tie-break Griekspoor rozegrał wyraźnie lepiej od rywala. Pokazał więc wszystko naraz: mocny start, cierpliwość, kiedy rywal przejął inicjatywę, i chłodną głowę w końcówce.
Nie wiadomo, ile tej poprawy to zasługa Thomasa Högstedta, którego wrześniowe doniesienia wymieniały jako trenera Holendra. Nie wiadomo też, jak bardzo trener angażuje się w Wiedniu. Na razie pewne są tylko wyniki i zachowanie zawodnika na korcie.
Do tego dochodzi kalendarz. Griekspoor grał finał w Brukseli w niedzielę, a w Wiedniu wyszedł na kort w środę po kolejnym trzysetowym meczu. O urazach nic nie słychać, ale po tylu długich spotkaniach zmęczenie jest realnym znakiem zapytania.
Kto pierwszy przejmie inicjatywę
Najważniejsza lekcja z meczu z Landaluce brzmi tak: Zverev ma kłopoty, gdy pozwala agresywnemu rywalowi rządzić forhendem. Griekspoor w ostatnich tygodniach nauczył się grać szybciej bez dawnej porcji błędów. Wiele zależy więc od tego, kto pierwszy wypchnie rywala za linię końcową.
Duże znaczenie może mieć slajs Holendra. Nisko odbita piłka zmienia wysokość uderzenia i przerywa długie, wygodne wymiany, w których Zverev lubi się rozpędzić. Krótki slajs to jednak zaproszenie, by Niemiec wszedł w kort i zaatakował.
Hala nie musi oznaczać szybkiej gry i krótkich wymian. Zverev nazwał wiedeńskie piłki „niesamowicie wolnymi” i przyznał, że przez nie jego podanie daje mniej, niż się spodziewał. To jego subiektywna ocena, a nie pomiar, ale dobrze tłumaczy, dlaczego returnujący mogą tu sporo zdziałać.
Griekspoor już to wykorzystał, bo z Nakashimą to właśnie return dał mu przewagę na starcie. Jeśli Zverev znów będzie grał zbyt asekuracyjnie, przy jego podaniu może zrobić się tłoczno. Jeśli wróci tenis z meczu z de Minaurem, Holender będzie miał bardzo mało miejsca.
Ostatnie spotkanie obu tenisistów, w Montrealu, Griekspoor wspomina dobrze. Nie przyjeżdża więc z bagażem zmarnowanych szans przeciw temu rywalowi. Teza, że Zverev go onieśmiela, nie ma dziś oparcia w faktach.
Jest też drobny wątek poboczny. Po US Open Griekspoor skrytykował Zvereva za długie kozłowanie piłki przed serwisem. Później wyjaśnił, że chodziło mu o wrażenia widza, i pochwalił rywala za świetny sezon. Na korcie zobaczymy więc raczej cierpliwość przy linii serwisowej niż chęć rewanżu.
Obaj ostatnio dobrze znoszą presję. Zverev wychodził z dużych kłopotów w decydujących setach z Bublikiem i Landaluce. Griekspoor wygrywał końcówki po słabszych fragmentach gry. Jeśli mecz się wyrówna, trudno wskazać, kto pęknie pierwszy, i mam tu więcej wątpliwości niż pewności.
Tak wygląda główna intryga tego meczu. Zverev chce zamienić odporność w kontrolę, czyli przestać ratować się w trudnych momentach i zacząć narzucać swoją grę. Griekspoor chce, by jego powrót do formy przetrwał zmęczenie po Brukseli i kolejny wymagający mecz. Rozstrzygną to pierwsze agresywne wymiany, skuteczność slajsu i to, ile dadzą serwisy na wolnych piłkach.

Czasem się mylę. Dziś raczej nie.











