WTA Luanda, 7 listopada: niedokończona sprawa Blinkovej i półfinał Lansere z Noha Akugue

Sobota w Luandzie ma dwie twarze. Anna Blinkova i Yasmine Kabbaj wracają na korty otwarte Kikuxi Tennis Academy, żeby dokończyć przerwany ćwierćfinał. Kilka godzin później Sofya Lansere i Noma Noha Akugue zagrają półfinał. Oficjalny plan gier nie podaje, dlaczego pierwszy mecz został przerwany, a domysły o urazie pozostają domysłami.
Ten dzień jest ważniejszy, niż wygląda w rozpisce. Zwyciężczyni ćwierćfinału może jeszcze tego samego dnia stanąć do półfinału, więc regeneracja staje się tu osobnym przeciwnikiem. W drugim meczu stawką jest miejsce w pierwszym finale w historii tego turnieju. Zaczynam od porannego dokończenia meczu:
- 10:00 — Blinkova — Kabbaj
- 12:30 — Lansere — Noha Akugue
Godziny podane w czasie UTC.
Blinkova — Kabbaj
Blinkova przyjechała do Angoli z konkretnym celem: odbudować pozycję po utracie punktów z poprzedniego sezonu. Francuski TennisActu ujął to bez ogródek: „musi zajść w Angoli daleko” (TennisActu). To oczekiwanie redakcji, nie jej własne słowa, ale dobrze oddaje ciężar, z którym gra.
Jej tydzień nie był gładki. Z Heddar wygrała szybko, 6-2 6-1, ale z Zongyu Li wypuściła z rąk prowadzenie i dopiero w decydującym secie wróciła do porządku, kończąc go 6-2. Lubię takie mecze u zawodniczek w słabszym okresie. Pokazują, że po zgubionym planie jest jeszcze plan B.
Zapala mi się jednak lampka z Courmayeur. Tam Blinkova też dobrze zaczęła z Noha Akugue, a potem nie umiała już na dłużej odzyskać kontroli i przegrała 4-6 3-6. Jej słabością nie jest więc sama porażka, tylko trudność z utrzymaniem przewagi, kiedy już ją zdobędzie.
Kabbaj szła przez Luandę spokojniej. Z Van Zyl musiała się trochę napracować w pierwszym secie (7-5), z Martynov oddała już tylko trzy gemy. Marokanka zbierała dotąd wyniki głównie na mączce, ale w tym roku na korcie twardym wygrywa wyraźnie częściej niż przegrywa. Nie wiem, czy to była wyjątkowo czysta gra, czy błędy rywalek. Relacji z tych meczów po prostu brak.
Rynek traktuje dokończenie tego meczu niemal jak formalność dla Blinkovej. Moim okiem to rozsądne, bo różnica doświadczenia jest spora. Przy handicapie −7.5 byłbym jednak ostrożny: nie znam stanu z chwili przerwania, a Blinkova zbyt często pozwalała ostatnio rywalkom wrócić do gry. Spodziewam się awansu Blinkovej. Ile gemów zostanie do rozegrania, pokaże dopiero wznowienie.
Lansere — Noha Akugue
Tu historia ma więcej warstw. Sofya Lansere w kwietniu opowiadała o trudnym okresie: „Potem w Australii przydarzyła mi się poważna kontuzja barku” (Championat). Mówiła wtedy także o finansowym i emocjonalnym ciężarze odbudowy, kiedy podróżuje się bez stałego trenera u boku.
To kontekst, a nie aktualny raport medyczny. Bardziej świeży sygnał to krecz z Hannah Klugman w Glasgow 29 października, przy stanie 0-2. Przyczyny nie podano, więc wiązanie tego z barkiem byłoby zgadywaniem. W Luandzie Lansere nie straciła jeszcze seta.
Jej droga do półfinału zmieniała jednak charakter. Z Okutoyi i Novak zaczynała od 6-0, a ćwierćfinał z Martyną Kubką był już twardą walką: 7-6(4) 7-5. Po raz pierwszy w tym tygodniu musiała wytrzymać presję wyniku, zamiast tylko pilnować przewagi. To dobra lekcja, ale też godziny w nogach, a przed półfinałem każda się liczy.
Noha Akugue, leworęczna Niemka, przyjechała do Angoli prosto z finału w Courmayeur. SuperTennis pisało o niej, że to „zawodniczka o eksplozywnej sile uderzeń” (SuperTennis). W Luandzie oddała rywalkom w trzech meczach zaledwie 13 gemów, w tym tylko pięć Mikulskyte w ćwierćfinale.
Z Courmayeur płyną dwie nauki. Z Blinkovą odrobiła wczesną stratę i dociągnęła rozchwiany mecz do pewnego końca, więc jej słabszy początek nie musi znaczyć, że gra się sypie. W finale Charaeva zabierała jej czas przyspieszeniami i zmianami rytmu, i Noha Akugue przegrała 3-6 4-6. Jeśli Lansere znajdzie sposób, żeby przeciągać wymiany wariacją i nie dawać rywalce ustawić się do uderzenia, mecz może się zrobić ciekawy.
Wątpliwość mam też z drugiej strony. Dwa tygodnie z rzędu głęboko w drabince to obciążenie, którego wyniki z Luandy nie zdradzają. Łatwe mecze mogły jednak ten ciężar zamortyzować. To trochę jak upał w Luandzie: nie wiadomo, kogo zmęczy pierwszego, dopóki nie zacznie się trzeci gem na przewagi.
Moim okiem bliżej finału jest Noha Akugue. Ma więcej siły w uderzeniu, świeżej pewności siebie i łatwiejszą drogę za sobą. Nie spodziewam się jednak spaceru. Lansere pokazała z Kubką, że umie przetrwać ciasne sety, więc +3.5 gema dla niej wygląda na linię, która ma szansę się obronić. Wszystko zależy od tego, czy bark i nogi po ćwierćfinale dadzą jej grać własny tenis.
Blinkova na dokończenie, Noha Akugue na rozpęd
Najbardziej ciekawi mnie, jak Blinkova poradzi sobie z przerwanym rytmem. Akurat ona ma kłopot z utrzymaniem kontroli, a wznowienie meczu to dokładnie ten moment, w którym kontrolę łatwo zgubić. W półfinale chcę zobaczyć, czy Lansere ma pomysł na zabranie czasu rywalce o mocniejszym uderzeniu i czy jej ciało wytrzyma drugi wymagający mecz z rzędu.
Moje przeczucia są tu miękkie, a dane o zdrowiu i zmęczeniu dziurawe.

Zapamiętacie jutro jedną myśl — kciuk zasłużony.
