Półfinały w Querétaro: Maria i Ferro na nerwy, Andreescu przeciw Monnet

W Querétaro zostały już tylko półfinały i dwa mecze, które mówią o tenisie coś więcej niż same rankingi. Wieczorna sesja 31 października czasu lokalnego zaczyna się dopiero po północy UTC. Na mączce zagrają cztery tenisistki z bardzo różnymi historiami: 39-letnia Tatjana Maria, Fiona Ferro, która mozolnie odbudowuje pewność siebie, Bianca Vanessa Andreescu na fali zwycięstw i Carole Monnet, która chyba sama jeszcze nie wie, jak daleko zaszła.
Żadna z czterech nie przegrała tu jeszcze meczu, ale każda doszła do tego miejsca inną drogą. Jedne przeszły ją gładko, inne o własnych siłach, ale z zadyszką. Te dwa mecze rozbieram po kolei:
- 00:00 — Maria — Ferro
- 01:30 — Andreescu — Monnet
Godziny podane w czasie UTC.
Maria — Ferro
To mecz o tym, kto lepiej znosi niewygodne fragmenty. Tatjana Maria nie straciła w Querétaro seta. Najbardziej podoba mi się jednak nie jej dominacja, tylko to, jak odzyskuje kontrolę, kiedy rywalka nagle się rozpędzi. Zaczęła od 6:0, 6:0, a potem musiała już zaciskać zęby. Z Martiną Colmegną kończyła w tie-breaku drugiego seta, a w ćwierćfinale Valeriya Strakhova zniwelowała jej wyraźną przewagę z początku meczu.
Maria uspokoiła się w tie-breaku pierwszego seta, wygranym do dwóch, a później cierpliwie zbierała błędy Strakhovej. Sama mówi o codziennej walce z własną głową. „Po prostu dalej walczyć i wierzyć w siebie” (WTA Querétaro Open). Ciekawe, że na mączce Niemka nie czuje się jak w domu: w tym roku wygrała na niej mniej więcej co drugi mecz. Jej sezon to przede wszystkim trawa.
Fiona Ferro jest dla odmiany dzieckiem kortów ziemnych. W tym sezonie wygrała na mączce 29 meczów przy 10 porażkach. Jej tydzień był jednak nierówny. Sofia Johnson zmusiła ją do decydującego seta. Z Adrianą Reami Ferro nie oddała gema, a nawet przerwa na deszcz niczego nie zmieniła.
W ćwierćfinale z Elizabeth Mandlik Ferro najpierw rozrzucała rywalkę po korcie precyzyjnymi uderzeniami. Potem Mandlik, przyciśnięta do muru, zaczęła grać swobodnie i celnie, a Francuzka nie zdołała zamknąć meczu w drugim secie. W trzecim odzyskała spokój i wywalczyła decydujące przełamanie. Mecz był długi i emocjonalnie wyczerpujący.
Ferro dokładnie wie, czego się spodziewać. „Ma bogaty repertuar uderzeń, muszę zachować spokój i cierpliwość” (WTA Querétaro Open). Moim okiem to sedno sprawy. Maria lubi zmieniać rytm, podcinać i rozbijać wymianę. Jeśli Ferro straci cierpliwość i zacznie wymuszać, Niemka poczuje się jak w ogrodzie po deszczu: wszystko zacznie jej rosnąć. Francuzka ma zresztą o co grać poza tym turniejem. Lepsza pozycja przed Australian Open i bliski występ w Billie Jean King Cup to mocna motywacja.
Panie nigdy wcześniej się nie spotkały, a bukmacherzy lekko faworyzują Marię. Przyznaję, że mam tu mętlik w głowie. Za Niemką przemawia spokój w ważnych momentach i świeższe nogi. Za Ferro przemawia nawierzchnia, na której wygrywa w tym roku seriami. Mecz może pójść w każdą stronę. Wydaje mi się jednak, że łatwo nie będzie żadnej z nich i że skończy się na długiej, szarpanej walce. Powyżej 21 gemów wygląda na rozsądne oczekiwanie. Wszystko zależy od tego, czy Ferro utrzyma cierpliwość, gdy Maria zacznie mieszać.
Andreescu — Monnet
Bianca Vanessa Andreescu przyjechała do Meksyku z tytułem z Rovereto i wygląda na to, że zabrała ze sobą całą tamtą pewność siebie. W Querétaro nie straciła seta. Ćwierćfinał z Alicią Herrero Liñaną był popisem: 6:1, 6:1. Kanadyjka narzuciła warunki od pierwszej piłki i do końca nie zdjęła nogi z gazu.
Ważne, że ta pewność nie wzięła się z samych łatwych meczów. W Rovereto Andreescu musiała się mocno namęczyć z Ruzic, a w finale z Dominiką Salkovą odrabiała spore straty w pierwszym secie, zanim wygrała go w tie-breaku. Po ćwierćfinale mówiła o skupieniu na piłce zamiast na nazwisku po drugiej stronie siatki. „Byłam skoncentrowana od pierwszej do ostatniej piłki” (WTA Querétaro Open).
Carole Monnet to najmilsza niespodzianka tego tygodnia. Francuzka zajmuje 243. miejsce w rankingu i gra pierwszy półfinał w sezonie. Zaczęła od pokonania Leolii Jeanjean, 90. w rankingu, a potem bardzo sprawnie rozprawiła się z Carmen Andreeą Hereą. To był czysty, przekonujący tenis.
Ćwierćfinał trzeba jednak czytać ostrożnie. Z Nadią Podoroską Monnet przegrała pierwszego seta, a odwrócenie losów meczu zbiegło się w czasie z kłopotami fizycznymi Argentynki. Monnet nie odpuściła i wykorzystała szansę, co samo w sobie jest zaletą. Po meczu dziękowała publiczności: „Nie poddam się. Idziemy dalej razem” (WTA Querétaro Open).
Monnet ma właściwie jedną drogę. Musi przeciągać wymiany, trzymać piłkę w korcie i zmuszać Andreescu do podejmowania decyzji raz za razem, zamiast pozwolić jej na szybkie rozstrzygnięcia. Pytanie brzmi, czy skupienie Kanadyjki wytrzyma, jeśli mecz zrobi się brzydki i poszarpany. Do tego dochodzi zmęczenie: Francuzka ma za sobą trzysetowy bój, a Andreescu spędziła na korcie bardzo mało czasu.
Moim okiem Andreescu jest wyraźnie bliżej finału i widzę jej zwycięstwo w dwóch setach, bez wielkiej dramaturgii. Gdyby skończyło się podobnie jak jej wcześniejsze mecze tutaj, poniżej 19.5 gema wygląda naturalnie. Zastrzegam tylko, że Monnet w tym tygodniu już raz udowodniła, że nie umie się poddawać.
Ferro, Andreescu i pytanie o świeżość nóg
Spodziewam się nocy o dwóch odmiennych charakterach. Pierwszy półfinał to szachy z niepewnym wynikiem: cierpliwość Ferro przeciw sprytowi i spokojowi Marii. Najbardziej ciekawi mnie, jak Francuzka zareaguje, gdy pierwszy raz straci kontrolę nad wymianami. Drugi mecz to sprawdzian, czy rozpędzona Andreescu da się wciągnąć w szarpaninę, o której marzy Monnet.
W obu meczach wraca to samo pytanie: ile kosztowały ćwierćfinały. Ferro i Monnet grały długo i nerwowo, Maria i Andreescu wyszły z nich wypoczęte. Konkretne typy na oba spotkania znajdziecie na stronach meczów. Tam rozkładają je na czynniki pierwsze dokładniej niż ja tutaj.

Dobry mecz i dobry czytelnik. Brakuje kliknięcia.
