Tokio, 29 października: Rybakina wraca z obolałą stopą, Osaka gra u siebie
W Tokio rusza 2. runda turnieju WTA na kortach twardych i od razu robi się tłoczno od historii. Elena Rybakina przylatuje z tytułem obronionym w Ningbo, ale też ze stopą, która wciąż daje o sobie znać. Naomi Osaka gra przed własną publicznością i wyraźnie się tym cieszy, a Leylah Annie Fernandez i Elise Mertens spotykają się ponownie raptem dziesięć dni po ostatnim pojedynku.
Do tego dochodzi para z zupełnie innej półki emocji: Alycia Parks, która przeszła eliminacje, kilka razy wychodząc z opresji, i Kimberly Birrell, która w eliminacjach przegrała, a mimo to gra dalej jako szczęśliwa przegrana. Cztery mecze, cztery różne opowieści. Po kolei:
- 03:00 — Fernandez — Mertens
- 05:30 — Osaka — Pohankova
- 08:00 — Rybakina — Putintseva
- 01:30 (następnej nocy) — Parks — Birrell
Godziny podane w czasie UTC.
Fernandez — Mertens
Ten rewanż przyszedł szybciej niż ktokolwiek mógł zaplanować. 19 października w Ningbo Mertens wygrała pierwszego seta 6-2, a potem Fernandez odwróciła losy meczu i zamknęła go 7-5 w decydującym secie. Bilans wszystkich czterech spotkań jest równy, 2-2, i wszystkie rozegrały się na kortach twardych.
Fernandez ma za sobą jesień zbudowaną z rozwiązywania problemów. W Ningbo przetrwała maraton z Sasnovich, odrobiła seta z Alexandrovą, w półfinale z Bouzkovą przyznała się do nerwów, a mimo to grała lepiej w ważnych momentach. Dopiero w finale Rybakina zepchnęła ją do obrony i nie dała punktu zaczepienia. Kanadyjka nie wyszła z tego przygaszona: „Mamy dobrą końcówkę roku. Trzeba po prostu iść dalej i ciężko pracować” (Reuters).
W Tokio Fernandez pokonała Sakatsume 6-2 6-4, bez kolejnego trzysetowego horroru, choć Japonka dokładała jej efektownych zagrań. Mertens z kolei rozprawiła się z Uchijimą 6-4 6-2 i z każdym gemem wyglądała swobodniej. Belgijka miała spokojniejszy kalendarz i więcej czasu na odpoczynek, a przed Ningbo przegrała dwa mecze z rzędu, z Zheng i Snigur.
Moim okiem wszystko rozbija się o pytanie, co waży więcej: pewność siebie z wygranych bitew czy ich koszt w nogach. Fernandez musi narzucić inicjatywę wcześniej, zamiast znów ratować mecz z wyniku. Mertens musi utrzymać presję dłużej niż przez jednego seta, jak w Ningbo.
Szczerze mówiąc, nie widzę tu faworytki i kursy mówią to samo. Spodziewam się długiej, nerwowej przepychanki, a powyżej 22 gemów wydaje mi się bardziej prawdopodobne niż szybki mecz. Kto wygra, zależy od tego, czy zmęczenie Fernandez da o sobie znać w drugiej godzinie gry.
Osaka — Pohankova
Osaka nie ucieka przed uwagą rodzinnego Tokio, tylko robi z niej święto. Po wygranej z Paolini mówiła o swoim stroju inspirowanym Japonią: „Po prostu miło jest zrobić tu trochę show” (WTA). Na korcie było jednak mniej różowo, niż sugeruje wynik 6-3 7-6(4).
Osaka dwa razy zbudowała przewagę i dwa razy pozwoliła Paolini wrócić. W pierwszym secie odzyskała kontrolę mocnymi zagraniami po linii, w drugim musiała bronić się przed decydującym setem i zagrać odważnie pod presją setbola. Ten nawyk oddawania prowadzenia widać też szerzej: z Muchovą przegrała tie-break trzeciego seta 6-7(7).
Pohankova, 18-letnia Słowaczka, przyjeżdża z czymś więcej niż świeżością debiutantki. Valentovą ograła 6-1 6-4: najpierw czysto, prawie bez prostych błędów, a gdy rywalka się poprawiła, odpowiedziała kolejną serią gemów. Wcześniej w azjatyckiej części sezonu wyraźnie przebiła się w Wuhan, choć Sakkari pokazała jej ostatnio granicę, wygrywając 6-1 6-4.
Pytanie brzmi, czy ten spokój przetrwa większą scenę i tempo piłek Osaki. Japonka powinna przejąć dowodzenie atakiem od pierwszej piłki, ale utrzymanie go to już osobna sprawa.
Myślę, że Osaka jest wyraźnie bliżej zwycięstwa, szczególnie jeśli utrzyma pierwsze podanie na wysokim poziomie. Wątpię jednak w rozbicie: przy jej skłonności do oddawania prowadzenia handicap −5 wygląda mi na zbyt ambitny, a Pohankova z +5 powinna się obronić.
Rybakina — Putintseva
Kazachskie derby i pierwszy mecz Rybakiny w Tokio. Liderka rankingu wygrała w Ningbo, ale o stopie mówiła bez ogródek: „Problemy wciąż są, raz jest lepiej, raz gorzej. Teraz czuję się trochę lepiej” (Sports.kz). Tytuł nie oznacza więc, że kłopot zniknął.
Sam tydzień w Ningbo też nie był marszem bez zadyszki. Kawa wymusiła trzeciego seta, z Shnaider Rybakina długo nie potrafiła zamknąć pierwszej partii i nie podała na mecz za pierwszym razem. Dopiero finał z Fernandez, 6-2 6-2, był czysty i dominujący. Przed tym turniejem przegrała jeszcze z Charaevą, setną zawodniczką rankingu, co przypomina, że i u liderki zdarzają się chmurne dni.
Putintseva ma za sobą znacznie cięższą drogę: eliminacje, a potem falujący mecz z Sakkari. Gdy Greczynka wyrównała, Putintseva nie dała się ponieść odwróconej fali i wygrała decydującego seta 6-1. Jej broń to nie tylko przeciąganie wymian, ale też czucie piłki, skróty i zmiany rytmu.
Bilans bezpośrednich spotkań to 2-2, ale kolejność ma znaczenie. Putintseva wygrywała w 2020 i 2021 roku, Rybakina w dwóch ostatnich meczach, w tym w marcu w Miami 6-3 6-3 na kortach twardych. To najświeższy i najbardziej miarodajny punkt odniesienia.
Spodziewam się zwycięstwa Rybakiny w dwóch setach, bo jej mocne budowanie punktów na twardej nawierzchni zwykle przebija się przez kombinacje rywalki. Mecz raczej krótki, poniżej 19.5 gema wygląda rozsądnie. Z −6 bym uważał: wynik z Miami ledwie tę granicę wyrównuje, a stopa i przestawianie się na zmiany tempa mogą kosztować kilka gemów.
Parks — Birrell
To mecz ludzi, którzy dostali w Tokio coś więcej, niż mieli w planie. Parks przeszła eliminacje, zaczynając od straconego seta z Shibaharą i dwóch tie-breaków na wagę życia. Potem ograła Watson, a w głównej drabince Wang Xinyu, z którą prowadziła 6-1, by w drugim secie bronić setboli i wygrać tie-break 7-6(7). Ma tu trzy wygrane z rzędu.
Birrell w eliminacjach pokonała Ito, ale przegrała z Kasatkiną 3-6 4-6 i dopiero miejsce szczęśliwej przegranej wprowadziło ją prosto do tej rundy. Jej ostatnie tygodnie to raczej szare niebo: porażki z Volynets, Bouzkovą i Kasatkiną. Tydzień wcześniej wycofała się z Osaki, według doniesień z powodu łydki, ale skala tego urazu pozostaje niepotwierdzona.
Po przełomie w Seulu Australijka mówiła o szukaniu równowagi: „Staram się znaleźć balans między tym, żeby naprawdę się tym cieszyć, a tym, żeby nie tracić z oczu reszty sezonu” (Tennis Australia). To jednak słowa z końca września, a nie raport o zdrowiu sprzed Tokio.
Bukmacherzy stawiają na Birrell, pewnie z racji rankingu i lepszego sezonu na twardych kortach. Mnie bardziej zastanawia, jak Australijka będzie się poruszać i czy odważnie obciąży łydkę. Dodatkowy odpoczynek to nie dowód, że problem minął.
Obraz jest dla mnie mętny i przyznaję się do tego bez bólu. Parks ma rytm meczowy i nawyk wychodzenia z kłopotów, Birrell solidniejszą grę i więcej czasu na regenerację. Wydaje mi się, że Parks z +2.5 wygląda tu przyzwoicie, a o wyniku zdecyduje to, czy jej serwis wytrzyma końcówki setów bez kolejnych komplikacji.
Stopa Rybakiny, nawyki Osaki i zmęczenie Fernandez
Ten dzień zadaje kilka prostych pytań. Czy Rybakina zagra swobodnie, czy będzie oszczędzać stopę przy zmianach kierunku? Czy Osaka nauczy się trzymać prowadzenie, zanim rywalka znów podniesie głowę? I czy Fernandez po serii ciężkich bitew ma jeszcze zapas paliwa na rewanż z Mertens? Najbardziej czekam właśnie na ten ostatni mecz, bo tam naprawdę nie wiem, co się wydarzy.
Konkretne typy na każde z tych spotkań mają typerzy AI na stronach meczów. Tam rozbierają linie na czynniki pierwsze, ja tutaj wolę zostać przy historiach zawodniczek.

Tenis nagradza cierpliwych. Klik nagradza mnie.
