Wiedeń, 28 października: Medvedev, Musetti i Griekspoor prosto z tytułów, De Minaur kontra Tien

Środa w Wiedniu ma dwa oblicza. Część zawodników dopiero zaczyna turniej w pierwszej rundzie, inni mają już za sobą pierwszy mecz pod dachem i grają w drugiej rundzie. Najbardziej rzuca się w oczy trójka, która przyjeżdża prosto z ceremonii wręczenia trofeów: Daniil Medvedev wygrał w Ałmatach, Lorenzo Musetti w Lyonie, a Tallon Griekspoor w Brukseli.
Drugi wątek to dwa zupełnie różne starty w Wiedniu. Alex De Minaur w swoim pierwszym meczu długo tonął i ratował się w ostatniej chwili. Jakub Mensik przeszedł pierwszą rundę tak gładko, że chyba sam był zadowolony. Na dziś wybrałem te pięć meczów:
- 12:30 — Merida Aguilar — Medvedev
- 12:30 — Griekspoor — Nakashima
- 14:00 — Musetti — Tiafoe
- 15:30 — Mensik — Mannarino
- 19:00 — Tien — De Minaur
Godziny podane w czasie UTC.
Merida Aguilar — Medvedev
Medvedev przyjeżdża z Ałmatów z tytułem, ale finał z Nikolozem Basilashvilim nie był dla niego spacerem. Przegrał pierwszego seta w tie-breaku i wyraźnie złościł się na własne uderzenia. W dwóch kolejnych partiach oddał rywalowi już tylko cztery gemy. Najbardziej lubię u niego właśnie to: nie wpada w panikę, tylko przestawia grę w trakcie meczu.
Sam brzmi spokojnie i pewnie, bez cienia triumfalizmu: „Gram dobrze i fizycznie czuję się dobrze” (La Gazzetta dello Sport). Zarazem uczciwie przyznał, że w Azji pomagały mu piłki, a w Ałmatach wysokość. Nieobecność trenera w Kazachstanie była zaplanowana, a współpracę mieli wznowić w Europie.
Daniel Merida Aguilar ma za sobą przełomowy sezon i wygrane choćby z Andriejem Rublowem. Pod dachem jednak wciąż czeka na pierwsze zwycięstwo: w dwóch sezonach ma 0–5 w hali. Do tego w Szanghaju prowadził z Botikiem van de Zandschulpem 6:1 w pierwszym secie, a i tak przegrał. To nie wygląda na człowieka, który już umie domykać takie mecze.
W lipcu na Wimbledonie Merida Aguilar wygrał z Medvedevem pierwszego seta. Potem przegrał trzy kolejne, a w drugiej rundzie skończyło się 3:6, 6:3, 7:5, 6:2. W Wiedniu Medvedev ma bilans 12–3, więc korty kryte nad Dunajem zna jak własną kieszeń.
Spodziewam się, że Medvedev wygra w dwóch setach. Hiszpan może mu przez chwilę dokuczać, ale chyba nie na tyle, by przegrał handicap −3.5 gema. Jeśli Rosjanin nie będzie musiał ratować się tak jak w finale w Ałmatach, wynik bliższy niż 21.5 gema wydaje mi się realny. Najpierw jednak musi się przyzwyczaić do nowej hali.
Griekspoor — Nakashima
Griekspoor wygrał Brukselę w sposób, który trudno nazwać wygodnym: trzy razy z rzędu odrabiał stratę seta. Z Jirim Leheckim przegrał pierwszą partię 4:6, z Francisco Cerundolo nawet 2:6, a wyszedł z tego dopiero w tie-breaku decydującego seta. W finale z Janem-Lennardem Struffem znów zaczął od straconego seta. Sam przyznał, że najlepszy tenis przychodził do niego dopiero pod koniec.
Po finale mówił bez upiększania: „To była walka i dziś mogło się to skończyć w obie strony” (tennis.nl). Brzmi to jak słowa człowieka, który wie, ile szczęścia trzeba było mieć po drodze. W hali gra w tym sezonie świetnie, ma 8–2. Rok temu w Wiedniu ograł Nakashimę w drugiej rundzie po dwóch tie-breakach.
Brandon Nakashima kończył turniej w Lyonie wcześniej, więc miał więcej czasu na odpóczynek. W ćwierćfinale z Flavio Cobollim zaczął bardzo dobrze, mocno naciskał serwisem, ale Włoch stopniowo przejął mecz i wygrał w trzech setach. Nie było to załamanie, raczej powolne wypchnięcie z wymian. Bilans ich spotkań to 1–1, a jedyne zwycięstwo Amerykanina pochodzi z kortu ziemnego w Paryżu w 2022 roku.
Ten mecz rozstrzygnie się na początku. Jeśli Griekspoor znów da sobie zabrać pierwszego seta, nie wiem, czy po takim tygodniu wystarczy mu sił na czwartą pogoń. Bukmacherzy wyraźnie stawiają na Nakashimę, a ja tej przewagi tak wyraźnie nie widzę. Myślę, że mecz się rozciągnie, z tie-breakiem albo trzecim setem, a +2.5 dla Griekspoora wygląda rozsądnie. Przyznaję jednak, że nikt nie wie, ile Brukseli zostało w jego nogach.
Musetti — Tiafoe
Ten mecz zaczyna się po poprzednim spotkaniu, więc godzina startu jest orientacyjna. Musetti przywozi z Lyonu tytuł, ale też zmęczenie, o którym sam opowiadał. Przed finałem bolało go niemal wszystko. Po wręczeniu trofeum mówił: „Czułem się kompletnie wyczerpany, a jednak odzyskałem siły” (Sky Sport). Ból miał minąć w trakcie meczu. Jak Włoch czuje się dziś rano, tego nie wiadomo.
Wcześniejsze rundy w Lyonie były długie i kręte: z Lucą Van Assche wygrał 6:4 w trzecim secie, z Cobollim 7:5 w trzecim. Finał z Taylorem Fritzem wyglądał już zupełnie inaczej, bo skończył się wynikiem 6:3, 6:4. Musetti zmieniał kierunek bekhendem, mijał rywala i przechodził z obrony do ataku. Ani razu nie pozwolił Amerykaninowi przejąć kontroli nad meczem. Pod dachem nie przegrał w tym sezonie jeszcze żadnego meczu.
Frances Tiafoe ostatni raz grał w Szanghaju i przegrał z Alejandro Davidovichem Fokiną w tie-breaku decydującego seta. Jak opisał El País, po meczu kilka razy uderzył rakietą o kort. To mówi o tamtej porażce, a nie o tym, z jakim nastrojem przyjechał do Wiednia. Ma za sobą długą przerwę i bilans 9–4 w Wiedniu, więc tutejsze korty zna dobrze.
Grali ze sobą siedem razy. W pięciu ostatnich meczach Tiafoe prowadzi 3–2, a oba spotkania na kortach twardych w Cincinnati wygrał w dwóch setach. Ostatnie z nich, w sierpniowym ćwierćfinale, skończyło się 7:6, 7:5. Musetti wygrywał z nim na kortach ziemnych, na przykład w ćwierćfinale Roland Garros 2025.
Obraz jest dla mnie mętny. Tiafoe może być wypoczęty albo wyjść z rytmu, a Musetti może grać na fali pewności siebie albo na resztkach sił. Wszystko zależy od tego, czy Włoch utrzyma pozycję blisko linii, gdy Amerykanin zacznie mocno naciskać. Wydaje mi się, że skończy się trzecim setem, a powyżej 22.5 gema wygląda prawdopodobnie. Kto wygra, pokaże pierwsza godzina gry.
Mensik — Mannarino
Ten mecz też rozpocznie się po poprzednim, więc godzina jest szacunkowa. Mensik zaczął turniej od zwycięstwa nad Lukasem Neumayerem 6:2, 6:2. Zdominował gospodarza od pierwszych gemów i nie pozwolił mu nawet rozkręcić wymian. Jak podaje Salzburger Tennisverband, sam uznał ten występ za jeden z najlepszych w sezonie.
Adrian Mannarino przeszedł przez kwalifikacje, a we wtorek wygrał z Ignacio Buse mimo straty pierwszego seta 0:6. Potem uparcie odrabiał straty i za każdym razem, gdy rywal go doganiał, odpowiadał kolejnym przełamaniem. Ma 38 lat, gra lewą ręką i ma w tym sezonie 10–5 w hali. To bardzo dobre liczby jak na kogoś, kto rzekomo powinien już tylko odcinać kupony.
Jest też czerwcowa historia z Queen's. Mannarino wygrał tam z Mensikiem 5:7, 7:6, 7:6, po dwóch tie-breakach, choć przegrał pierwszego seta. Francuz nie daje rywalowi tempa, piłka wraca od niego płaska i nieprzyjemna. Atak od pierwszej piłki, który tak dobrze działał na Neumayera, z nim nie zawsze się sprawdza. Do tego Mensik w tym sezonie wygrał tylko jeden z trzech meczów w hali.
Moim zdaniem Mensik jest bliżej wygranej: jest wypoczęty, a Mannarino ma za sobą bardzo intensywny tydzień. Handicap −4.5 to jednak dużo przeciwko komuś, kto umie wciągnąć faworyta w szarpaną grę. +4.5 dla Mannarino powinno się obronić, chyba że Czech będzie serwował tak jak w poniedziałek.
Tien — De Minaur
De Minaur na początku października skreczował w finale w Pekinie z powodu urazu pachwiny i wrócił na kort z obandażowanym lewym udem. Potem zagrał w Szanghaju i dotarł tam do meczu z Alexandrem Zverevem. W Wiedniu skończył już pełny mecz. Nowych skarg na zdrowie nie było, ale nikt też nie potwierdził, że uraz całkiem minął.
Jego pierwszy mecz w Wiedniu był walką o przetrwanie. Tomas Machac zasypywał go ostrymi uderzeniami, a Australijczykowi nie działał serwis, więc pierwszy set skończył się 1:6. Odwrót zaczął się od mozolnie utrzymanego podania. Po meczu De Minaur mówił: „Zawziąłem się, znalazłem przełamanie wtedy, kiedy było mi najbardziej potrzebne, i mecz się odwrócił” (ABC). Gra o Finały ATP sprawia, że każdy taki mecz ma dla niego dodatkową wagę.
Learner Tien, 20-letni leworęczny zawodnik, pokonał Van Assche 6:3, 6:1 bez zbędnych komplikacji. Organizatorzy na stronie turnieju chwalą jego czytanie gry, spokój i regularność. Grają ze sobą po raz pierwszy. W hali De Minaur jest w tym sezonie niepokonany, a Tien, choć rok temu pod dachem miał 10–2, w tym sezonie ma tam więcej porażek niż zwycięstw.
Na pierwszy rzut oka to pojedynek dwóch zawodników, którzy chętnie przeciągają wymiany i trzymają piłkę w korcie. Myślę jednak, że wygra nie ten, kto dłużej wytrzyma, tylko ten, kto pierwszy odważy się na kontrolowany atak. Lekko skłaniam się ku De Minaurowi, bo ma doświadczenie i lepsze wyniki w hali. Pewności nie mam żadnej, bo w pierwszym secie z Machacem wyglądał bardzo słabo. Spodziewam się trzech setów i wyniku powyżej 22.5 gema.
Mistrzowie z zeszłego tygodnia i pytanie o świeże nogi
Ten dzień zada jedno pytanie trzy razy: ile zostaje z tytułu, kiedy po tygodniu trzeba zacząć od nowa w innej hali? Medvedev, Musetti i Griekspoor przyjeżdżają z pewnością siebie, ale też z ciężkimi nogami. Najbardziej ciekawią mnie pierwsze gemy Griekspoora i to, jak Musetti poruszy się w drugim secie. Wieczorem zobaczę, czy De Minaur znów będzie musiał ratować mecz, czy tym razem od początku narzuci swój rytm.
Moje oczekiwania to tylko zarys. Typerzy AI na stronach poszczególnych meczów rozkładają te spotkania znacznie dokładniej, z konkretnymi typami. Ja zostaję przy tym, co lubię najbardziej: patrzę, kto w Wiedniu znajdzie nowy pomysł na grę, a kto wciąż żyje zeszłym tygodniem.

Zapamiętacie jutro jedną myśl — kciuk zasłużony.
