Daniel Altmaier — Jiří Lehečka: Szczęśliwy przegrany kontra człowiek, który zakończył karierę Wawrinki
Druga runda halowego turnieju w Bazylei przynosi starcie, które wygląda jak zderzenie dwóch zupełnie różnych filmów akcji. Rozstawiony z ósemką Jiří Lehečka, numer 21 w rankingu ATP, podejmuje sześćdziesiątego na świecie Daniela Altmaiera. Jeden dopiero co uciszył szwajcarską halę podczas emocjonalnego pożegnania legendy, a drugi wślizgnął się do głównej drabinki kuchennymi drzwiami.
Daniel Altmaier: Drugie życie szczęśliwego przegranego i zagadka z biodrem
Historia Daniela Altmaiera w tym tygodniu to gotowy scenariusz na komedię omyłek z happy endem. W kwalifikacjach wymęczył zwycięstwo z Henrym Bernetem, broniąc break pointów w bardzo ciasnych fragmentach, po czym przegrał z Juanem Manuelem Cerúndolo. Los uśmiechnął się do niego: wszedł do turnieju jako szczęśliwy przegrany i w pierwszej rundzie od razu dostał szansę na rewanż z tym samym Cerúndolo.
W drugim podejściu Altmaier przegrał otwierającego tie-breaka, ale tym razem nie pękł. Wyciągnął kolejną zaciętą partię i w decydującym secie znalazł lukę na returnie, meldując się w drugiej rundzie. Do gry napędza go zresztą dodatkowy cel: wciąż walczy o miejsce w kadrze na finały Pucharu Davisa po tym, jak pominięto go we wstępnych powołaniach.
Najciekawszy zwrot akcji nastąpił jednak po wizycie fizjoterapeuty. W trakcie meczu z Cerúndolo Altmaier poprosił o przerwę medyczną na biodro, a tuż po niej zaliczył decydujące przełamanie. Na ile ten uraz został wyleczony, pozostaje tajemnicą, a w połączeniu z niedawną porażką w Lyonie z Taylorem Fritzem — gdzie po równym pierwszym secie zupełnie nie miał argumentów na returnie — daje to obraz gracza walecznego, ale z wyraźnymi ograniczeniami.
Jiří Lehečka: Chłodna głowa na pożegnaniu legendy i sztuka domykania spotkań
Jiří Lehečka ma za sobą wieczór, w którym musiał wcielić się w rolę głównego złoczyńcy dla szwajcarskich kibiców. W pierwszej rundzie stanął naprzeciwko Stana Wawrinki w jego ostatnim zawodowym meczu w karierze i wytrzymał tę niesamowitą presję. Obronił wczesne zagrożenie przy własnym podaniu, przełamał rywala w końcówce pierwszego seta, a w drugiej partii zdominował tie-breaka, po meczu nazywając całe to doświadczenie nieco dziwnym i niezapomnianym.
Wysoki poziom na twardych kortach Lehečka pokazuje już od turnieju w Tokio, co media ostrożnie łączą z dołączeniem do jego sztabu trenera Frédérica Fontanga. W japońskim finale z Carlosem Alcarazem zaczął odważnie od wczesnej przewagi i długo trzymał wynik, zanim rywal wrzucił wyższy bieg w drugim secie. Sam Alcaraz przyznał potem, że musiał zagrać swój najbardziej regularny mecz w całym tygodniu, żeby go pokonać.
Problem Lehečki w ostatnich tygodniach nie leży w samym uderzeniu, lecz w utrzymaniu koncentracji, gdy ma już rywala na widelcu. W Szanghaju z Rafaelem Jódarem łatwo wygrał pierwszego seta, by w decydującej partii zmarnować wczesną szansę i stracić podanie w końcówce. W Brukseli z kolei ograł zmagającego się z urazem brzucha Raphaëla Collignona, ale potem wypuścił z rąk prowadzenie z późniejszym triumfatorem imprezy, Tallonem Griekspoorem, gdy w kolejnych setach przestał wywierać presję na returnie i sam oddawał gemy serwisowe.
Klucz do meczu: Mocny serwis Lehečki kontra głębokość returnu Altmaiera
Na krytym korcie twardym w Bazylei główną osią taktyczną będzie starcie podania z returnem. Szwajcarska prasa po meczu z Wawrinką zachwycała się potężnym serwisem i forhendem Lehečki. Jeśli Altmaier będzie odgrywał krótko i pasywnie, szybko powtórzy się scenariusz z Lyonu, gdzie Fritz nie pozwolił mu nawet pomarzyć o gemach returnowych.
Równie ciekawie wygląda kwestia regeneracji i przygotowania fizycznego. Altmaier przyjechał prosto z Lyonu, przeszedł przez kwalifikacje i trzysetową batalię w głównej drabince, ale miał więcej czasu na odpoczynek niż Lehečka, który skończył swój mecz późno we wtorek. Jeśli jednak biodro Altmaiera znów da o sobie znać w głębokiej defensywie, a Lehečka zachowa chłodną głowę z wtorku i nie wypuści wypracowanej przewagi, sama waleczność może tu nie wystarczyć.

Zero szacunku dla nudy. Szacunek dla kliknięć.











