Tirante kontra Munar w Sztokholmie: ogniste otwarcie czy bolące plecy?
Pierwsza runda na krytych kortach twardych w Sztokholmie zestawia 53. w rankingu ATP Thiago Agustina Tirante z 65. na świecie Jaume Munarem. To starcie dwóch graczy, którym ostatnio brakuje ciągłości. Argentyńczyk potrafi świetnie otworzyć mecz i nagle zgubić koncentrację, a Hiszpan próbuje posklejać formę po urazie pleców.
Thiago Agustin Tirante: król pierwszego wrażenia i paryski szczęściarz
Występ Tirante w Paryżu wyglądał w telewizji znacznie lepiej niż w suchych wynikach. W starciu z Janem-Lennardem Struffem urwał otwierającego seta w tie-breaku, a po oddaniu drugiej partii dociągnął decydującego seta do kolejnej dogrywki. Niemiec zamknął ten mecz czystym doświadczeniem, ale Tirante udowodnił, że w hali potrafi bić się jak równy z równym — szczególnie po jednostronnym laniu, jakie zebrał od tego samego Struffa w Pekinie.
Żeby nie było zbyt różowo: Tirante wszedł do drabinki głównej w Paryżu kuchennymi drzwiami. W kwalifikacjach odwrócił losy meczu z Zacharym Svajdą, by chwilę później odbić się od Mattii Bellucciego. Drugą rundę turnieju głównego podarował mu los i wycofanie Flavio Cobollego.
Największą bolączką podopiecznego Miguela Pastury jest utrzymanie własnego poziomu na pełnym dystansie. W Szanghaju przeciwko Rafaelowi Jódarowi zaczął od błyskawicznego przełamania i siał spustoszenie serwisem, ale od drugiego seta oddał inicjatywę i w końcówce trzeciej partii zgubił podanie. Podobny scenariusz napisał w Ałmatach z Facundo Díazem Acostą, gdzie sam serwis nie wystarczył do podtrzymania gry, oraz w nieudanych kwalifikacjach w Wiedniu.
Jaume Munar: tokijska magia przerwana przez plecy i nerwy
Gdybyśmy oceniali Munara tylko przez pryzmat turnieju w Tokio, byłby tu murowanym faworytem. Hiszpan grał tam koncertowo: odwrócił mecz z Taylorem Fritzem dzięki chirurgicznej precyzji, a w starciach z Jaime Farią i rozpędzonym Kyrianem Jacquetem imponował returnem, pracą nóg i kontrolą z głębi kortu. Nawet w półfinale z Carlosem Alcarazem wyszarpał pierwszego seta, zanim faworyt wrzucił wyższy bieg.
Problem w tym, że po Tokio ten dobrze naoliwiony mechanizm kompletnie się zaciął. W Szanghaju Munar miał już na widelcu pierwszego seta z Jensonem Brooksbym, ale nagle zaczął pudłować, wdawać się w dyskusje z sędzią stołkowym i bezradnie patrzeć na wypady rywala do siatki. Gdy w Brukseli wreszcie pewnie pokonał Federico Cinę, odezwały się plecy i na mecz z Arthurem Filsem w ogóle nie wyszedł.
Ostatni ślad formy zawodnika prowadzonego przez Javiera Fernándeza i Miguela Sáncheza to paryskie kwalifikacje z 31 października. Munar wygrał tam partię otwarcia z Lorenzo Sonego, by ostatecznie polec po długiej i wyczerpującej wojnie. Na domiar złego ominęło go powołanie do kadry na finały Pucharu Davisa, więc w Szwecji walczy głównie o spokój ducha i punkty, które liczą się już do przyszłorocznego wyścigu Race.
Częstsza wymiana piłek i test ruchliwości pod dachem
Taktycznie ten mecz zapowiada się jak klasyczne zderzenie młota z kowadłem. Tirante będzie szukał ataku od pierwszej piłki po swoim mocnym podaniu, podczas gdy Munar uwielbia głęboko returnować i przeciągać wymiany. Argentyńczyk nie może jednak bić na oślep — jak pokazał przykład Alcaraza z Tokio, obronę Hiszpana trzeba skruszyć kontrolowaną agresją, a nie pośpiechem.
Kluczowym wskaźnikiem na korcie będzie praca nóg Munara. Jego najlepszy tenis opiera się na bieganiu za każdą piłką, a po niedawnej kontuzji pleców pełna swoboda ruchu przy głębokich wypadach do narożników wcale nie jest pewnikiem. Tirante ma na koncie pełen mecz w Paryżu bez żadnych zgłoszonych urazów, podczas gdy Munar od kwalifikacji we Francji miał więcej czasu na regenerację, ale kosztem rytmu meczowego.
Ciekawym smaczkiem w Sztokholmie jest testowany w głównej drabince singla przepis o częstszej wymianie piłek Dunlop ATP. Świeże, twardsze piłki pojawiające się na korcie częściej niż w kwalifikacjach czy deblu mogą faworyzować agresywniejszy serwis Tirante i utrudniać Munarowi kontrolę w defensywie. Ostatecznie wygra ten, kto lepiej przetrwa nieuchronny w tym zestawieniu zwrot akcji — czy to po tradycyjnym przestoju Argentyńczyka, czy po chwili frustracji Hiszpana.

Twój kciuk już leci do przycisku. Widzę to.











