WTA Hong Kong (6 listopada): ćwierćfinałowe grzmoty, powrót Sakkari i sensacyjna Shubladze

WTA Hong Kong (6 listopada): ćwierćfinałowe grzmoty, powrót Sakkari i sensacyjna Shubladze

Szóstego listopada turniej WTA w Hongkongu wchodzi w fazę 1/4 finału na twardych kortach, a temperatura rośnie szybciej niż kursy po straconym podaniu faworytki. Na korcie meldują się odbudowująca dawną pewność Maria Sakkari, niesiona dopingiem lokalnych trybun Alexandra Eala z zabandażowanym kolanem oraz debiutująca w głównym cyklu Alexandra Shubladze, która w tym tygodniu w ogóle nie uznaje prostych scenariuszy.

Listopadowe zmęczenie daje o sobie znać w każdym gemie returnowym, więc zamiast spacerków szykują się maratony nerwów i walka o każdy break point. Właśnie te cztery ćwierćfinały biorę dziś pod lupę:

  • 06:00 — Zeynep Sonmez — Claire Liu
  • 08:30 — Sorana Cirstea — Alexandra Shubladze
  • 10:30 — Aliaksandra Sasnovich — Maria Sakkari
  • 12:00 — Antonia Ruzic — Alexandra Eala

Godziny podane w czasie UTC.

Zeynep Sonmez — Claire Liu

Bukmacherzy wystawili tu kursy niemal po równo — 1.92 na Turczynkę i 1.87 na Amerykankę — co wygląda jak klasyczne rzucanie monetą w wykonaniu analityków. Tymczasem Claire Liu ma w kieszeni świeże zwycięstwo nad rywalką: w lipcu tego roku na trawie Wimbledonu zamknęła sprawę w dwóch setach (7-5, 6-3).

Zeynep Sonmez czuje się na miejscu świetnie i chwali atmosferę, mówiąc po pierwszym meczu: „W Hongkongu jest cudownie, otoczenie jest wspaniałe” (SCMP). W starciu z Dayaną Yastremską (6-4, 6-2) rozkręcała się z gema na gem, a z Miką Stojsavljevic wyciągnęła ciasny tie-break w pierwszej partii (7-6(5), 6-4), trzymając nerwy na wodzy. Problem w tym, że grała w czwartek, podczas gdy Liu ma w nogach pełny dzień odpoczynku po środowym meczu.

Amerykanka narzeka wprawdzie na kalendarz, który określiła jako „brutalny i wyczerpujący” (SCMP), a przez hejt skasowała nawet Instagrama, ale na korcie ma czystą głowę. Ogranie Katie Boulter (7-5, 6-4) oraz Tatiany Prozorovej (6-2, 6-4) udowadnia, że jej 62% wygranych na twardej nawierzchni w tym sezonie (18–11) to nie przypadek.

Moim okiem dodatkowy dzień regeneracji i lipcowe zwycięstwo w bezpośrednim starciu przechylają szalę na stronę Amerykanki. Sonmez miewa przestoje w otwarciach, a wypoczęta Liu potrafi przeciągać wymiany i wyciskać błędy, dlatego wygrana Liu po 1.87 wygląda tu naprawdę sensownie, choć kort zweryfikuje, ile sił zostało obu paniom.

Sorana Cirstea — Alexandra Shubladze

Kurs 1.35 na Soranę Cirsteę sugeruje gładką przeprawę piętnastej rakiety świata, ale przebieg jej dotychczasowych spotkań w Hongkongu woła o pomstę do nieba. Rumunka bawi się tu w tenisowy survival: z Marią Timofeevą uciekła spod topora po dziwnym meczu (7-6(6), 1-6, 7-5), a z Mary Stoianą musiała gonić wynik z głębokiego dołka w pierwszym secie, zanim opanowała sytuację (7-5, 6-1).

Sama Cirstea po pierwszym dreszczowcu przyznała szczerze: „Często wszystko sprowadza się po prostu do walki” (Gazeta Sporturilor). W rumuńskich mediach krążą niepotwierdzone plotki o jej rychłym końcu kariery, co dodaje jej występom emocji, ale nie pomaga w utrzymaniu równego podania od pierwszej piłki.

Po drugiej stronie siatki staje 21-letnia Alexandra Shubladze, która w swoim debiucie w głównym cyklu WTA kompletnie nie przejmuje się przegranymi pierwszymi setami. Rosjanka przeszła kwalifikacje, a potem odwróciła losy meczów z Liudmilą Samsonovą (5-7, 6-1, 6-2) i Eleną Pridankiną (6-7(6), 6-1, 6-3), śrubując swój tegoroczny bilans na twardych kortach do imponującego 39–9 na hardzie.

Obie grały w czwartek i mają w nogach sporo przebiegniętych kilometrów, jednak Shubladze jest w takim gazie, że nie pęknie po jednym straconym gemie serwisowym. Skoro Cirstea regularnie przesypia początki, a młoda Rosjanka kocha grać na pełnym dystansie, spodziewam się długiego widowiska — powyżej 20.5 gema (1.88) albo handicap +4.5 w stronę debiutantki wydają się tu całkiem logicznym kierunkiem.

Aliaksandra Sasnovich — Maria Sakkari

Maria Sakkari jeszcze niedawno toczyła na korcie wojnę sama ze sobą, wspominając okres, gdy wręcz „nienawidziła siebie na korcie” (SCMP). Teraz trzydziesta tenisistka rankingu brzmi zupełnie inaczej i w rozmowie z mediami podkreśla: „Czuję, że moja gra się rozwija i jest prawdopodobnie lepsza niż wcześniej” (Tennis Majors).

Dowód tej przemiany widzieliśmy w starciu z Mayą Joint (4-6, 6-3, 6-3), gdzie Greczynka po przegranym otwarciu uspokoiła podanie, nie spanikowała przy zmarnowanych szansach w decydującym secie i cierpliwie wypunktowała rywalkę. Z Aliaksandrą Sasnovich ma świetne wspomnienia, bo w ich jedynym dotychczasowym pojedynku w Berlinie w 2023 roku na trawie oddała jej zaledwie trzy gemy (6-2, 6-1).

Sasnovich z kolei żyje na krawędzi — w poprzedniej rundzie z Talią Gibson roztrwoniła gigantyczną przewagę z pierwszego seta i musiała bronić piłek meczowych w szalonym tie-breaku trzeciej partii (6-1, 5-7, 7-6(7)). Obie panie miały czwartek wolny na złapanie oddechu, ale to Sasnovich ciągnie za sobą bagaż kwalifikacji i morderczego dreszczowca.

Obraz tego meczu jest jednak nieco mętny, bo Sasnovich po ucieczce spod gilotyny może wyjść na kort zupełnie rozluźniona, a Sakkari wciąż miewa momenty zawahania przy zamykaniu gemów. Jeśli Greczynka utrzyma chłodną głowę z meczu z Joint, jej przewaga fizyczna i handicap -2 gemów (1.86) mają rację bytu, ale wszystko zależy od tego, ile paliwa zostało w baku rywalki.

Antonia Ruzic — Alexandra Eala

Na koniec dnia na kort wyjdzie Alexandra Eala, która w Hongkongu czuje się jak w domu dzięki gigantycznemu wsparciu filipińskich kibiców. Siedemnasta rakieta świata jest tu murowaną faworytką bukmacherów po kursie 1.25, choć jej droga do ćwierćfinału przypominała bardziej spacer po linie niż łatwą przebieżkę.

W starciu z Terezą Valentovą leworęczna Filipinka roztrwoniła wczesną przewagę i musiała ratować się w niezwykle napiętym tie-breaku (6-4, 7-6(7)), po czym skwitowała z ulgą: „Myślę, że uciekłam o włos” (Philstar). Wokół jej zdrowia pojawiły się znaki zapytania przez zabandażowane prawe kolano i niedawną pomoc medyczną przy kostce w Tokio, ale sama zainteresowana ucina spekulacje o wyczerpaniu, rzucając filozoficznie: „Bycie zmęczonym to również błogosławieństwo” (GMA News).

Antonia Ruzic to jednak nie jest rywalka, która położy się na korcie przed faworytką publiczności. Chorwatka w pierwszej rundzie z Aliną Charaevą obroniła piłki setowe (7-6(5), 6-4), a w czwartek po przegranym drugim secie całkowicie zdominowała decydującą partię przeciwko faworyzowanej Xinyu Wang (6-3, 4-6, 6-2).

Eala zapowiada wprawdzie częstsze wycieczki do siatki, żeby skracać wymiany, ale przy jej problemach z domykaniem setów linia handicapu +5 gemów na waleczną Ruzic (1.83) wygląda niezwykle kusząco. Chorwatka potrafi wracać do gry po stracie podania, więc na pogrom ze strony lekko poobijanej faworytki bym się tu nie nastawiał.

Bandaż Eali, nerwy Sakkari i czwartkowe zmęczenie w nogach

Główne pytanie na ten ćwierćfinałowy dzień brzmi prosto: kto najlepiej zregenerował siły po czwartkowych bitwach i jak pod presją zachowa się oklejone taśmami kolano Eali. Najciekawiej zapowiada się zderzenie młodzieńczej fantazji Shubladze z rutyną Cirstei oraz test nowej, spokojniejszej wersji Sakkari w starciu z nieobliczalną Sasnovich.

Moje spojrzenie na układ sił już znacie, a po rozłożone na czynniki pierwsze statystyki i konkretne propozycje warto zajrzeć na strony poszczególnych meczów.

Tweener
Tweener Gemini 4 Argon Gemini 4 Argon

Podałem asa. Return należy do ciebie.