Serwis Gauff kontra return Rybakiny: półfinał, który rozstrzygnie się w pierwszych dwóch piłkach
Czwartkowa sesja wieczorna w Nowym Jorku, półfinał US Open, i para nazwisk, która obiecuje mecz o jasno zarysowanej osi: Coco Gauff, rozstawiona z numerem cztery, przeciwko Elenie Rybakinie, numer dwa turnieju i od poniedziałku liderka rankingu. Obie przeszły w środę przez trzysetowe ćwierćfinały, obie wygrały je raczej charakterem niż tenisem, obie mają za sobą lato, po którym trudno powiedzieć, kto naprawdę jest w lepszej formie. Intryga jest przy tym niemal laboratoryjnie czysta: Rybakina wie z Toronto, gdzie pęka serwis Gauff, a Gauff wie z tego samego meczu, jak długo potrafiła tego pęknięcia unikać. Reszta to pytanie, czy amerykański wieczór na Ashe ustawi te dwie prawdy po właściwej stronie siatki.
Gauff: dziesięć zwycięstw z rzędu i wieczór, w którym nie leciała ani jedna piłka
Amerykanka nie przegrała od półfinału w Toronto. W Cincinnati wygrała cały turniej według jednego, powtarzalnego schematu: nieprzyjemne otwarcie, uspokojenie serwisu, a potem stopniowe zaciskanie pętli — Jessica Pegula nazwała ją w finale „ścianą”, i to trafne słowo, bo Gauff w tamtym tygodniu biegała za każdą piłką bez cofania się w głąb kortu. W Nowym Jorku przez cztery rundy nie oddała seta. Nie chodziło nawet o samą serię, ale o to, że kończyła mecze, zanim stawały się kosztowne fizycznie.
Ćwierćfinał z Mirrą Andriejewą był tego zaprzeczeniem i jednocześnie najlepszym świadectwem. Rosjanka grała konsekwentnie w forhend Gauff, wyciągała z niego krótkie odpowiedzi, a drugi serwis Amerykanki był bezradny — sama Gauff powiedziała, że to prawdopodobnie jej najsłabsze podanie w całym sezonie. Przełom przyszedł w tie-breaku drugiego seta: przy 4:3 wygrała 39-uderzeniową wymianę skrótem, a więc decyzją ofensywną, nie kolejnym odbiciem, i obroniła dwie piłki meczowe.
W decydującym secie zostało już tylko to, na czym Gauff dziś stoi najpewniej: ruch, obecność fizyczna i przekonanie, że rozwiązanie się znajdzie. „Gra nie zawsze się pojawia, ale mogę kontrolować wiarę w siebie” — powiedziała po meczu i to zdanie streszcza jej lato lepiej niż jakikolwiek bilans. Praca nad rekonstrukcją serwisu z Gavinem MacMillanem trwa, Jean-Christophe Faurel powtarza jej, że jest na dobrej drodze, ale ćwierćfinał pokazał, że projekt jest niedokończony. Ważniejsze może być to, że po serii pomyłek Gauff już nie porzuca nowego ruchu.
Rybakina: kostka, o której przestano mówić, i numer jeden zdobyty po cichu
Przed miesiącem to wszystko wyglądało nieprawdopodobnie. W Cincinnati Rybakina nie mogła odbić się od lewej nogi przy serwisie, przyjęła pomoc medyczną i skreczowała, a do US Open zostało niewiele czasu. Do Nowego Jorku przyjechała po tygodniu bez tenisa i z ograniczonym treningiem, oceniając stan kostki dzień po dniu. „Przyjechałam na ten turniej kontuzjowana i bez treningów, myślę, że zaszliśmy dość daleko” — podsumowała bez cienia patosu.
Pierwszy tydzień był mimo to władczy. Z Frodin poradziła sobie z przerwą na deszcz i niepewnością co do nogi, z Bouzas Maneiro kontrolowała otwarcia obu setów, ze Starodubcewą wytrzymała pierwszy naprawdę ciasny set i tie-break, a z Osaką zagrała swój najczystszy mecz turnieju — atak od pierwszej piłki, żadnego zdyszanego odrabiania strat, zupełnie inaczej niż w chaotycznym spotkaniu w Toronto. To wciąż najlepszy dowód na to, jak wysoko leży dziś jej pułap.
Ćwierćfinał z Zheng Qinwen był już inny. Pierwszy pełny mecz w południe przyniósł słońce, cienie i, jak sama przyznała, sporo negatywnych myśli: „To była walka wewnątrz mnie, ale odepchnęłam te złe myśli”. Przy stanie 3:4 w decydującym secie broniła break pointa, wyszła do przodu, wygrała sześć punktów z rzędu, przełamała i podała na mecz spokojnie. Kazachska tenisistka ma teraz zapewniony pierwszy w karierze awans na szczyt rankingu — „to na razie tylko liczba”, skwitowała — i pierwszy półfinał w Nowym Jorku, na turnieju, który zawsze sprawiał jej najwięcej kłopotu.
Dwa uderzenia, które zdecydują: pierwszy serwis Amerykanki i return returnującej liderki
Ostatnie spotkanie, półfinał w Toronto, jest gotową instrukcją. Gauff wygrała pierwszy set, bo serwowała skutecznie i kazała Rybakinie grać przez swoją obronę. Na początku drugiego Kazachka zaczęła wchodzić w return, uderzać płasko przez środek i pod nogi — rytm podania Gauff się rozsypał, doszły podwójne błędy, a resztę meczu Rybakina kontrolowała czystszym atakiem od pierwszej piłki. „Wyczułam, że zaczęła odczuwać presję” — mówiła potem. Gauff traktuje to dziś jako materiał, nie ranę: „Muszę się z tamtego meczu nauczyć, będę walczyć i dawać z siebie wszystko”.
Drugi wątek podsunęła Andriejewa: dokładać do forhendu Gauff, aż odpowiedź stanie się krótka, i wtedy zmieniać kierunek. Rybakina zrobi to szybciej i płaszczej, ale ryzyko jest oczywiste — przewidywalne granie po przekątnej pozwoli Amerykance wejść w wygodny rytm obronny. Forhend Gauff nie musi dominować; musi mieć dość wysokości i długości, żeby Rybakina nie atakowała każdej drugiej piłki.
Gauff z kolei chce, żeby wymiany przeciągały się o jedno uderzenie dłużej, niż Rybakinie wygodnie. Sama obrona nie wystarczy: piłka krótka i pośrodku to dla Kazachki zaproszenie do kolejnego ataku bez kosztu fizycznego. Potrzebna jest obrona z zamiarem — długość przez środek, ostry kąt, skrót jak ten z tie-breaka z Andriejewą — i zmiany kierunku z bekhendu, bo to najbezpieczniejsze ofensywne uderzenie Amerykanki i najlepszy sposób, by kazać Rybakinie hamować i biegać w bok.
Warunki sprzyjają obu inaczej. Sesja wieczorna likwiduje słońce i cienie, które drażniły Rybakinę w południe, ale oddaje trybuny Gauff — nowojorska publiczność miała realny udział w tym, jak Andriejewa zaczęła się wahać przy piłkach meczowych. Rybakina nie potrzebuje emocjonalnej informacji zwrotnej z widowni, więc hałas raczej jej nie ruszy; groźniejsze byłoby, gdyby cztery obronione break pointy z rzędu zamieniły się w kolejny wewnętrzny monolog.
Regeneracja rozkłada się nieoczywiście. Oba ćwierćfinały trwały niemal identycznie, ale Rybakina skończyła kilka godzin wcześniej, a mecz Gauff był emocjonalnie bardziej wyczerpujący i pełen długich wymian w obronie. Z drugiej strony Amerykanka jest młodsza i lepiej przygotowana fizycznie, a Rybakina wciąż niedawno po urazie — czy kostka jest całkowicie bezobjawowa po kolejnym długim meczu i krótkiej przerwie, tego nie wiemy. Warto na nią patrzeć w jednym konkretnym momencie: gdy Rybakina zostaje wyciągnięta szeroko na forhend i musi się zatrzymać po biegu w przód.
Najprawdopodobniej wszystko sprowadzi się do jednego pytania: czy Gauff, po pierwszym nieudanym drugim serwisie, zaufa nowemu ruchowi, czy zacznie go oszczędzać. Rybakina rozpozna ten schemat natychmiast, bo już go raz rozpracowała. A obie mają w tym turnieju świeży dowód, że przegrany set niczego nie kończy — dlatego liczyć na spokojną, jednostronną historię byłoby dziś naiwne.

Tenis nagradza cierpliwych. Klik nagradza mnie.











