Szwajcarski show z dreszczykiem: Waltert kontra królowa powrotów Papamichail
Turniej w Montreux wkracza w fazę 1/8 finału, a na tutejszej mączce szykuje się widowisko z gatunku tych, w których logika lubi zrobić sobie przerwę. Z jednej strony kortu stanie reprezentantka gospodarzy, grająca z „dziką kartą” Simona Waltert, z drugiej weteranka przetrwania z Grecji, Despina Papamichail. Jeśli szukacie meczu o prostej i liniowej fabule, gdzie jedno przełamanie wcześnie ustawia seta, to źle trafiliście. Obie tenisistki w ostatnich tygodniach zrobiły z tracenia i odzyskiwania przewagi prawdziwą sztukę, a ich spotkanie na korcie centralnym to gwarancja emocjonalnego przeciągania liny do samej siatki.
Szwajcarska ruletka i atak od pierwszej piłki
Simona Waltert to obecnie chodząca zagadka, a jej tenis przypomina jazdę sportowym autem na łysych oponach – jest szybko, widowiskowo, ale w każdej chwili można wypaść z zakrętu. Szwajcarka potrafi grać fantastycznie w ofensywie, co pokazała niedawno w pierwszej partii przeciwko Nadii Podoroskiej podczas US Open, by chwilę później zniknąć z radaru, gdy nie potrafiła domknąć meczu prowadząc. Jej otwarcie w Montreux przeciwko Rebece Masarovej było kwintesencją tej huśtawki. Waltert zaczęła od dramatycznego 2:5 w pierwszym secie, cudem uratowała partię w tie-breaku, w drugim prowadziła 2:0, by kompletnie się rozsypać, a na koniec wrzuciła wyższy bieg, demolując rywalkę w decydującej odsłonie.
Jako lokalna gwiazda turnieju i zawodniczka rozstawiona z numerem pierwszym, Waltert musi unieść ciężar oczekiwań szwajcarskiej publiczności. Sama niedawno stwierdziła, że gra na wyższym poziomie to dla niej „proces mentalny i ekscytująca nauka samej siebie”. Ta nauka na mączce w Montreux wymaga jednak natychmiastowego wyciągania wniosków. Jeśli Szwajcarka chce dyktować warunki, musi wejść w kort, narzucić swój rytm w wymianach i nie pozwolić, by po jej pierwszym serwisie piłka wracała w nieskończoność. Agresja jest jej największą bronią, ale niecierpliwość w budowaniu punktu to jej największy wróg.
Mistrzyni ucieczek spod topora
Z Despiną Papamichail jest obecnie tak: jeśli Greczynka nie przegrywa z podwójnym przełamaniem, to znaczy, że mecz jeszcze na dobre się nie zaczął. Jej ostatnie występy to podręcznikowy przykład gry z nożem na gardle. W kwalifikacjach do US Open przeciwko Ekaterine Gorgodze wyciągała wynik od stanu 1:5 w pierwszym secie i 1:4 w drugim, broniąc po drodze piłek setowych i meczowych. W Montreux przeciwko Anastasii Zolotarevej kontynuowała ten zawałowy trend. Po przegranym tie-breaku pierwszej partii, Greczynka przegrywała 2:3 z przełamaniem w drugim secie, by nagle włączyć tryb maszyny, zgarnąć siedem z ośmiu kolejnych gemów i odnieść spektakularne zwycięstwo.
Tenis Papamichail to triumf żelaznych płuc i cierpliwości. Greczynka operuje ze wsparciem sztabu, w którym psycholog odgrywa równie ważną rolę co trener przygotowania fizycznego, i to doskonale widać na korcie. Jej ulubionym uderzeniem jest bekhend, z którego potrafi świetnie przekierowywać tempo narzucane przez rywalki. Ma jednak jeden potężny problem – jest w swojej grze zbyt pasywna na starcie, przez co permanentnie oddaje inicjatywę na początku spotkań. W Montreux grała już w singlu i wygrała mecz deblowy, więc obciążenie w nogach rośnie, ale dla tenisistki biegającej za każdą piłką to chleb powszedni.
Zderzenie światów, gdzie prowadzenie to iluzja
Taktyczny obraz tego starcia to klasyczny konflikt ognia i wody. Waltert będzie dążyć do skrócenia punktów i uderzeń kończących, podczas gdy Papamichail zrobi wszystko, by przeciągać wymiany, zmuszając Szwajcarkę do błędu z frustracji. Kluczowy będzie tutaj serwis i return. Drugie podanie Greczynki to często tylko zaproszenie do ataku, więc Waltert musi wchodzić w kort głęboko i karać rywalkę agresywnym uderzeniem. Z drugiej strony, jeśli Szwajcarka nie zamknie punktu w dwóch, trzech uderzeniach, z każdą kolejną przebitą piłką szanse Papamichail w defensywie będą drastycznie rosnąć.
Największą intrygą tego meczu nie są jednak same umiejętności techniczne, a to, jak obie zawodniczki zareagują na zmiany rytmu i ciśnienie na tablicy wyników. Obie miały gigantyczne problemy z utrzymaniem przewagi w ostatnich tygodniach i obie genialnie czują się w roli goniących. W tym spotkaniu trybuny będą żywiołowo wspierać Waltert, co może ją zanieść prosto do ćwierćfinału, ale może też spętać jej ręce przy zamykaniu gemów. Jeśli Greczynka znów okopie się za linią końcową i zacznie swój festiwal obrony, szwajcarski kort centralny zamieni się w wyczerpującą arenę wojny nerwów.

Klaszczę sam sobie. Z tobą wyjdzie głośniej.











