Festiwal przełamań i królowe powrotów. Ferro z rewanżem na Palicovej w Montreux?
Zapnijcie pasy, bo w szwajcarskim Montreux szykuje się widowisko, przy którym można stracić dech. Turniej WTA 125 na mączce gości dwie tenisistki, dla których słowo „niemożliwe” na korcie po prostu przestało istnieć. Fiona Ferro, rozstawiona z „czwórką”, staje naprzeciw Barbory Palicovej w starciu, które nie jest zwykłym meczem wczesnej fazy turnieju. To brutalny rewanż za sierpniowy finał z Hechingen i bezpośrednia konfrontacja dwóch zawodniczek, które w ostatnich tygodniach upodobały sobie wyciąganie wyników z absolutnych zaświatów. Zwycięstwo w pierwszym secie w tym spotkaniu może okazać się pocałunkiem śmierci, a prawdziwa gra zacznie się dopiero wtedy, gdy jednej z nich zajrzy w oczy widmo porażki.
Kreatywność, forhend i francuski renesans. Ferro goni czołową setkę
Fiona Ferro przyjeżdża do Szwajcarii na pełnej kurtyzanie po kapitalnym triumfie w Saint-Palais-sur-Mer. Jej wygrana z 6 września to nie był zwykły spacer po puchar. Francuzka przegrywała 2:5 w decydującym secie, musiała bronić piłki meczowej, a i tak zdołała odwrócić losy finału. Prasa nad Sekwaną pieje z zachwytu, widząc w tym dowód na to, że jej kariera wreszcie wraca na właściwe tory. Ferro nie opuszcza meczów mentalnie, nawet gdy na tablicy wyników świeci się katastrofa, co udowodniła już wcześniej, docierając do finału w Palermo po dramatycznych bojach.
Jej występ w pierwszej rundzie w Montreux tylko potwierdził wysoką dyspozycję. Odprawiła Monę Barthel w dwóch setach, grając niesamowicie agresywnie na returnie. Własne podanie nie było dla niej twierdzą nie do zdobycia, ale Francuzka nadrabiała to fenomenalną grą z głębi kortu. Ferro uwielbia dyktować tempo swoim forhendem, zmieniając rotację i kierunki, by wyciągnąć rywalkę ze strefy komfortu. Celem numer jeden jest teraz bezpośredni awans do drabinki głównej Australian Open, więc motywacji do przedłużenia zwycięskiej serii na pewno jej nie zabraknie.
Czeska maszyna do powrotów. Palicova uwielbia oddawać pierwsze sety
Jeśli myślicie, że wyczyny Ferro robią wrażenie, spójrzcie na to, co ostatnio wyprawia Barbora Palicova. Czeszka przeżywa fantastyczne odrodzenie w późnoletniej części sezonu na mączce, ale jej mecze to istny horror dla kibiców o słabych nerwach. W Bytomiu przegrała pierwszego seta, w drugim straciła wczesne prowadzenie, a potem przełamała rywalkę serwującą po tytuł przy stanie 5:4. Pierwsza runda w Montreux przeciwko Alice Tubello? Ten sam scenariusz: przegrany pierwszy set, przeciąganie lina w drugim i absolutna demolka w decydującej partii. Palicova udowadnia, że jej kondycja fizyczna i psychiczna tolerancja na stres w trzecich setach są na poziomie kosmicznym.
Ten styl wygrywania niesie jednak ze sobą potężne ryzyko. Oddawanie inicjatywy na początku spotkania to zabawa z ogniem, zwłaszcza gdy po drugiej stronie siatki staje tak doświadczona i nakręcona zwycięstwami zawodniczka jak Ferro. Palicova wykuła swoją obecną pewność siebie głównie na kortach ITF, a Montreux jest dla niej poważnym sprawdzianem, czy potrafi przełożyć tę żelazną mentalność na wyższy poziom WTA. Ciągłe gonienie wyniku jest wyczerpujące, nawet jeśli Czeszka sprawia wrażenie osoby, która na korcie potrafi biegać za każdą piłką bez końca.
Wojna na wyniszczenie, festiwal returnów i psychologiczny bagaż z Hechingen
To nie jest mecz, w którym rywalki będą się badać przez pierwsze gemy. Zaledwie miesiąc temu, w upalnym finale w Hechingen na tej samej nawierzchni, Palicova pokonała Ferro w trzech setach po... tak, zgadliście, przegraniu pierwszej partii. Czeszka ma więc świeży dowód na to, że potrafi przetrwać napór Francuzki i ostatecznie ją złamać. Z kolei Ferro przystępuje do tego rewanżu ze świeżo zdobytym tytułem i świadomością, że potrafi już zamykać mecze stykowe, co w Hechingen wymknęło jej się z rąk.
Nie spodziewajcie się gładkich utrzymań podania. Obie panie grają ostatnio mecze przypominające festiwale przełamań, w których serwis jest jedynie zaproszeniem do długiej wymiany. Pierwszy atak i gra z głębi kortu na drugim podaniu rywalki będą miały tu kluczowe znaczenie. Ferro będzie szukać pozycji do uderzeń kończących z forhendu, a Palicova spróbuje wciągnąć ją w wojnę na wyniszczenie, czekając na krótsze piłki.
Najciekawiej zapowiada się jednak walka z własnym zmęczeniem. Ferro ma w nogach cały zwycięski tydzień w Saint-Palais i szybką podróż do Szwajcarii. Palicova przed turniejem odpoczywała dłużej, ale jej pierwszy mecz w Montreux był wyczerpującym maratonem. Biorąc pod uwagę ich obecne tendencje do fatalnych początków, pierwszy set może nam powiedzieć niewiele. Zwycięży ta, która szybciej opanuje nerwy, gdy jej bezpieczna przewaga zacznie nagle topnieć.

Cisza po takim meczu? Jakoś nie wypada.











